
Najpierw przyklejał zdjęcie Lecha i Marii Kaczyńskich na ścianie Ministerstwa Kultury, potem został zatrzymany przez Straż Miejską i trafił do szpitala psychiatrycznego – jeden z obrońców krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Sąd Najwyższy uznał, że zarówno funkcjonariusze, jak i szpital zachowali się nieodpowiednio, a obrońca czeka dziś na przeprosiny.
REKLAMA
Zmuszany do brania zastrzyków
Mowa o Janie Kosakowskim, emerytowanym weterynarzu, który został zatrzymany we wrześniu 2010 roku. Funkcjonariusz zarzucili mu niszczenie mienia i zaśmiecanie miejsc publicznych, lecz – jak informuje „Rzeczpospolita” – świadkowie wydarzenia przekonywali, że interwencja wynikała z pobudek politycznych.
Mowa o Janie Kosakowskim, emerytowanym weterynarzu, który został zatrzymany we wrześniu 2010 roku. Funkcjonariusz zarzucili mu niszczenie mienia i zaśmiecanie miejsc publicznych, lecz – jak informuje „Rzeczpospolita” – świadkowie wydarzenia przekonywali, że interwencja wynikała z pobudek politycznych.
Po wezwaniu karetki, lekarz przyznał, że Kosakowski jest zbytnio pobudzony ruchowo i przejawia agresje. Żadne badania nie stwierdziły jednak jakichkolwiek poważniejszych nieprawidłowości – ani na tle fizycznym, ani psychicznym. Mimo to, trafił do szpitala na osiem dni, gdzie zmuszany był do brania leków i przyjmowania zastrzyków.
Żądanie 50 tys. odszkodowania
Kiedy został wypuszczony, natychmiast zgłosił całą sprawę do sądu, żądając przeprosin oraz 50 tys. złotych za poniesione krzywdy. Sprawą początkowo zajmował się sąd apelacyjny, który przyznał, że służby postąpiły niesłusznie, naruszając jego dobra osobiste i natychmiast nakazały przeprosić poszkodowanego. Odszkodowania pieniężnego jednak nie przyznano, bowiem zachowanie Kosakowskiego istotnie wyglądało tak, jak zachowanie osoby chorej psychicznie.
Kiedy został wypuszczony, natychmiast zgłosił całą sprawę do sądu, żądając przeprosin oraz 50 tys. złotych za poniesione krzywdy. Sprawą początkowo zajmował się sąd apelacyjny, który przyznał, że służby postąpiły niesłusznie, naruszając jego dobra osobiste i natychmiast nakazały przeprosić poszkodowanego. Odszkodowania pieniężnego jednak nie przyznano, bowiem zachowanie Kosakowskiego istotnie wyglądało tak, jak zachowanie osoby chorej psychicznie.
Kosakowski odwołał się do sądu wyższej instancji. Ten podzielił opinię w sprawie przeprosin i nakazał dodatkowe zbadanie sprawy i sprawdzenie czy lekarze szpitala psychiatrycznego przy ul. Nowowiejskiej w Warszawie naruszyli prawo w sposób zawiniony.
Jak pamiętamy, wojna o krzyż postawiony przed Pałacem Prezydenckim trwała przez kilka miesięcy. Jego „obrońcy” długo nie pozwalali na to, aby został przeniesiony w inne miejsce. Przekonywali, że jako forma upamiętnienia katastrofy smoleńskiej powinien zostać na Krakowskim Przedmieściu. Ostatecznie, po długim tygodniach, krzyż został przeniesiony do oddalonego kilkaset metrów Kościoła Św. Anny.
Źródło: "Rzeczpospolita"
