Znany kabareciarz wypowiedział wojnę polskiemu plażowaniu.
Znany kabareciarz wypowiedział wojnę polskiemu plażowaniu. Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta

Piotr Bałtroczyk, polski kabareciarz twierdzi, że nad polskim morzem króluje "najebująca muzyka, darcie ryja i szlam". Ciekawe spostrzeżenia odnośnie polskiej turystyki nad Bałtykiem spotkały się z zadziwiająco pozytywną reakcją. Zupełnie jak gdyby każdego roku nie przewijały się tam tabuny Polaków. To nie pierwszy raz, gdy Bałtroczyk uderza w takie tony.

REKLAMA
Na Bałtroczyka powinny posypać się gromy. Po pierwsze za to, że tak bezceremonialnie beszta Polaków wypoczywających nad morzem, a po drugie dlatego, że co roku kabareciarz zabawia tych samych turystów, których tak bezpardonowo odsądza od czci i wiary. To dopiero szopka.
Brzuchaty facet i kobieta spalona na mahoń
Jednego Bałtorczykowi nie można odmówić. Jest diabelsko konsekwentny. Jego krucjata przeciwko polskim nadmorskim kurortom zaczęła się ładnych parę lat temu. Wówczas w ogniu krytyki stanęło Władysławowo, które każdego roku przeżywa istne oblężenie turystów, a takiej frekwencji na imprezie mógłby pozazdrościć z pewnością niejeden kabareciarz. Być może nawet sam Bałtroczyk.
W każdym razie, znany kabareciarz zamiast przypochlebiać się potencjalnym widzom swoich show, woli pokazać, że polskiego turystę ma w głębokim poważaniu. Dla niego turystyka w polskim wydaniu to "kilka kilometrów zaludnionych przez brzuchatych facetów w klapkach, upieprzone lodami dzieci, zjarane na mahoń matki, dygające w szpilkach i łonówkach po wydmach; namioty wypełnione śmierdzącą plastikiem tandetą. Najebująca muzyka, darcie ryja, szlam."
Nie można odmówić temu opisowi dozy prawdy. Może nawet sporej. Jak polska plaża długa i szeroka, tak zobaczymy na niej mężczyzn dumnie wypinających rosłe brzuchy. Co z tego? Można odwrócić wzrok, wytężyć oko i spojrzeć na falujące ospale morze - jest doskonale widoczne nawet zza wielkich brzuchatych mężczyzn. Ale odmawiać brzuchatemu mężczyźnie urlopu już nie wypada, o czym zdaje się zapominać polski kabareciarz. Tym bardziej, że ni przypiął ni przyłatał, swój brzuch też ma i na pewno gdzieś z nim wypoczywa.
Idźmy dalej. Na czarnej liście plażowiczów Baltroczyka mamy przecież jeszcze "zjarane na mahoń matki, dygające w szpilkach i łonówkach po wydmach". Bieganie w szpilkach rzeczywiście bywa problematyczne, szczególnie jeśli teren nieprzyjazny, a grząskie piaski z pewnością nie stanowią najlepszej stabilizacji dla cienkiej i rozchybotanej szpilki. Zgoda. Tylko tutaj trzeba ponowić pytanie - co z tego, że skaczą sobie w wysokich obcasach i prażą się na słońcu? Niech się smażą, ile wlezie, a jeśli najdzie je ochota, to niech robią to na 20-centymetrowym obcasie i takim odzieniu, jakie im się żywnie podoba.
logo
Zmora Bałtroczyka w pełnej krasie - plaża we Władysławowie "stolicy polskiego syfu". KAROL PIETEK / AGENCJA GAZETA
Mężczyźni mężczyznami, kobiety kobietami, ale przecież jeszcze to ich nieszczęsne potomstwo! Rzeczywiście, kryzys rodziny w Polsce głęboki, jak wieszczą prawicowcy, ale na plaży małych szkrabów dziwnym trafem zawsze zatrzęsienie. Racja. Bałtorczyk słusznie też zauważa, że częstym widokiem są umorusane lodem maluchy. Ten rodzaj dziecka najwyraźniej nie w smak kabareciarzowi. Dlaczego? Tutaj można puścić wodze fantazji, ale trzymajmy się tego, że niewspółgrają mu z nadmorskim krajobrazem.
Władysławowo to "syf", ale wystąpić tam przecież nie zaszkodzi
Mocno obrywa się też samym nadmorskim miejscowościom. O ile kiedyś kabareciarz wziął na celownik Władysławowo, tak teraz wprawnym okiem wychwycił nowy trend i po swojemu bije na alarm. – Kilka lat temu nazwałem Władysławowo "stolicą polskiego syfu". (...)Dziś Władysławowa są na całym wybrzeżu, kolonizują kolejne plaże. A pod Radomiem np. są miejscowości, do których nikt, nigdy nie przyjechał na wakacje – pisze. Stolica "polskiego syfu" doczekała się więc swoich klonów, które jeden przy drugim tworzą smutny obraz polskiego wybrzeża.
Kabarety autorstwa Bałtroczyka bywają śmieszne, niektórzy śmieją się nawet do rozpuku. Ale wpis o polskich turystach nie należy do jego najlepszych numerów. Pracujemy przez cały rok, a kiedy w końcu przychodzą wakacje, bierzemy urlop. Pakujemy manatki, zabieramy dzieci, kupujemy filtr 40 i jedziemy nad Bałtyk. Kładziemy się tam ze swoimi brzuchami obok innych brzuchów i wygrzewamy się w słońcu z wystrojonymi żonami u boku i niesfornymi dzieciakami wokół. Jeśli to jest synonim "polskiego syfu", to ja przepraszam, ale popieram.
Popieram polskiego turystę w każdym jego przejawie. Tego we Władysławowie też. A jeśli już coś można nazwać jakoś nieładnie, to na pewno nie polskiego turystę, tylko samego Piotra Bałtroczyka, który pośród tego całego majdanu i "syfu" w lipcu i sierpniu nieźle zarabia, dając raz po raz występy w nadmorskich miejscowościach. 27 lipca czeka go występ we...Władysławowie. A w te wakacje ma istne tournee nad polskim morzem: Jurata, Jastarnia, Jastrzębia Góra, Mielno, Łeba, Ustka, Wejherowo, Hel... Publiczność na urlopie może nie usłyszeć, co tak naprawdę myśli o nich kabareciarz. Jeśli jednak obije im się co nieco o uszy, mogą wybrać smażenie się na plaży niż zrywanie boków na kabarecie Bałtroczyka. To byłby dopiero niezły kabaret.

Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl