Okazuje się, że za zbyt głośne śpiewanie w kościele lub kaszlenie księża mogą zgotować wiernym poważne problemy z policją.
Okazuje się, że za zbyt głośne śpiewanie w kościele lub kaszlenie księża mogą zgotować wiernym poważne problemy z policją. Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

Kościół w Polsce ostatnimi czasy zrobił się tak wojowniczy, że znaleźli się tacy duchowni, którym nie wystarcza już walka z niewierzącymi, więc na celownik wzięli sobie własnych parafian. Tak jest w Bydgoszczy, gdzie proboszcz z kościoła od wezwaniem Przemienienia Pańskiego doniósł na policję na jedną z uczestniczek mszy za to, że... zbyt głośno śpiewała i kaszlała.

REKLAMA
Jak tłumaczy ks. Grzegorz Roman, policję zaangażował, ponieważ parafianka swoim niedoskonałym i głośnym śpiewem, oraz kaszlem przeszkadza mu już od ośmiu lat. - Złożyłem zawiadomienie o przestępstwie, abyśmy mogli coś zrobić z tą panią - poinformował w rozmowie z "Super Expressem". Bydgoski duszpasterz przekonuje, iż istnieje podejrzenie, iż kobieta dopuściła się popełnienia przestępstwa.
Oskarżana przez swojego proboszcza kobieta w rozmowie z mediami przekonuje tymczasem, że jej śpiew jest "piękny", a kaszlenie inni wierni i ksiądz powinni wybaczyć. - 20 lat poprzedniemu proboszczowi jakoś nie przeszkadzałam, a jemu przeszkadzam. Ja nie dam się wyrzucić z kościoła - zapowiada.
Spór z Bydgoszczy przenosi kontrowersje wokół polskiego duchowieństwa na zupełnie nowy poziom. Konflikty parafialne co prawda zdarzają się często, ale zwykle to wierni są stroną skarżącą się na działania księdza.
Tak było choćby w przypadku głośnej niedawno sprawy z Poronina, gdzie ks. Stanisław Parzygnat miał zafundować ponad 60 dzieciom przystępującym w tym roku do komunii traumę. Przed przyjęciem sakramentu najmłodsi musieli się bowiem wyspowiadać, ale nie wszyscy zdążyli podejść do konfesjonału w wyznaczonym terminie i zostali zmuszeni do poniżających publicznych przeprosin sprzed ołtarza.
Źródło: SE.pl