
Reklama.
W ten sposób Cosby tłumaczył się już przed dekadą z wykorzystania Andrei Constand. Jednym z jego koronnych argumentów obronnych było przekonanie, iż kobieta osiągnęła w trakcie stosunku z nim orgazm. Zdaniem Billa Cosby'ego, to oznaczało, iż seks uprawiała świadomie i dobrowolnie. Jednocześnie słynny amerykański komik przyznał, iż tego typu okazje seksualne organizował sobie dzięki stosowaniu silnych leków. Te pozyskiwał oszukując lekarzy, iż bolą go plecy.
Pomimo tego, Bill Cosby w wyjaśnieniach przed amerykańskim sądem przekonywał, iż w życiu swoich ofiar pojawiał się nie jako gwałciciel, a "mentor" i "adept sztuki uwodzenia". W jego przekonaniu, środki odurzające podawał kobietom więc z odpowiednim znawstwem tematu i tylko po to, by się odpowiednio zrelaksowały.
Jak pisaliśmy w naTemat już jesienią ubiegłego roku, nazwisko Cosby'ego pojawiało się w kontekście gwałtów już od lat, ale dopiero przed kilkoma miesiącami wybuchła na taką skalę, by wywołać zainteresowanie amerykańskich i światowych mediów.
Wcześniej o gwałt oskarżyło go kilkanaście kobiet jednak ich słowa nie były traktowane poważnie. Mówiły „Bill Cosby mnie zgwałcił”, ale nikt nie mógł lub nie chciał w to uwierzyć. Aktor wciąż cieszył się sympatią, a gospodarze najpopularniejszych programów rozrywkowych chętnie go do nich zapraszali.
Źródło: NYTimes.com