
Tomasz Karolak, jeden z głównych orędowników Bronisława Komorowskiego w czasie kampanii wyborczej, złożył na łamach tygodnika braci Karnowskich solenną samokrytykę. Tomasz Lis (choć nie wymienia nazwiska aktora) kpi z tej nagłej zmiany frontu.
REKLAMA
Po latach wspierania Platformy Obywatelskiej aktor Tomasz Karolak obwieścił, że już więcej nie weźmie udziału w kampanii wyborczej tej partii. W wywiadzie udzielonym tygodnikowi braci Karnowskich (którzy nie omieszkali zrobić z wyznań aktora tematu okładkowego) komplementuje też Lecha Kaczyńskiego i deklaruje chęć rozmawiania z prawicą. Tomasz Lis w najnowszym "Newsweeku" przyjmuje te wyznania ze sporym zdziwieniem.
I oto pewien aktor odkrywa, że do honorowego komitetu poparcia Bronisława Komorowskiego właściwie go wepchnięto. No, jak już tam był, to trochę pomógł, ale bardziej z litości, a w ogóle to Lech Kaczyński był wybitnym prezydentem, a prezydent Duda, to – ho, ho – będzie może nawet wybitniejszy.
Źródło: "Newsweek Polska"
Lis pisze o szerszym trendzie - powszechnej potrzebie odkupienia win wobec obozu PiS, w obliczu możliwej zmiany władzy. Przedstawia nawet gotowy do wysłania na Nowogrodzką formularz, który obejmuje m.in. komplementowanie o. Rydzyka, chwalenie prezesa, Beaty Szydło i oczywiście Andrzeja Dudy. Jako niezbędną część pokuty Lis wymienia też padnięcie na kolana.
We wspomnianym wywiadzie aktor mówi, że nie ma czasu na profesjonalne zajęcie się polityką, na przygotowanie programu i promowanie go wśród polityków. Tłumaczy też, że PO popierał, bo przekonał go program partii Donalda Tuska. Do Komorowskiego przekonała go wizyta prezydenta w przeżywającym trudności teatrze IMKA, który Karolak założył. Zaznacza, że dzięki temu wydarzeniu jego firma stanęła na nogi. Poza tym przez pięć lat w Belwederze Komorowski dbał o kulturę i zwracał uwagę na jej twórców.
Źródło: "Newsweek Polska"

