Rozwarstwienie dochodów? "Wydumany problem", czyli Polska okiem sytego bankiera
Rozwarstwienie dochodów? "Wydumany problem", czyli Polska okiem sytego bankiera Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

– Nie ma w Polsce problemu rozwarstwienia albo jest wydumany. Jeśli jest jakiś problem, to jest to zbyt wielki odsetek osób żyjących na granicy ubóstwa – stwierdził dr Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej". Nie ma, bo z punktu widzenia bogatego bankowca, polskie rozwarstwienie nie stanowi problemu.

REKLAMA
Mniej lub bardziej świadomie Borowski włożył kij w mrowisko. I mniej lub bardziej świadomie skupił się na jednej danej, która rzeczywiście pokazuje, że rozwarstwienie w Polsce spada. Pokazuje to tak zwany współczynnik Giniego (opisujący rozwarstwienie dochodowe). W badaniu z 2013 roku wyniósł w Polsce 30,7 (im bliżej do zera w skali od 1 do 100, tym lepiej).
Kto wypada lepiej na tym polu? Choćby Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Islandia. Kto gorzej? Hiszpania, Włochy, Rumunia, Grecja, Bułgaria (więcej tu: rozwarstwienie). Z jednej mocna strony, lista "polskich idoli", z drugiej kraje rzadziej kojarzone z gospodarczymi sukcesami. Polska, jak zwykle – gdzieś pośrodku. Dobrze i niedobrze.
Polska z okna biurowca
Wskaźnik rozwarstwienia pokazuje jednoznacznie, że problem rozwarstwienia w Polsce istnieje, choć dla bankowca rzeczywiście może być wydumany. Dla Jacka Żakowskiego jednak, to właśnie wizja Polski Jakuba Borowskiego jest oderwana od rzeczywistości. Zdaniem publicysty, trudno jest w nią uwierzyć, widząc z jednej strony inwazję luksusowych aut na ulicach Warszawy, a z drugiej rosnące wkurzenie wyborców. – Nie wystarczy, jak dr Borowski, spojrzeć w jedną tabelkę, by zrozumieć, co się dzieje dookoła – napisał w swoim felietonie Jacek Żakowski.
Jacek Żakowski
Dziennikarz i publicysta

Czasem trzeba użyć kilku tabelek i dających głębsze objaśnienia książek. To prowadzi do ważnego dla ministra nauki wniosku: nie wystarczy uczyć ekonomistów ekonomii. Trzeba ich uczyć czytania książek z innych dyscyplin, bez których ekonomia staje się buchalterią bezradną wobec rzeczywistości. Czytaj więcej

Prof. Henryk Domański, socjolog z Polskiej Akademii Nauk uważa, że nierówności wcale nie są aż tak widoczne na polskich ulicach, jak pisze Żakowski. – Struktury społecznej w ogóle nie widać na ulicy – słyszę od badacza. Profesor mówi, że hierarchia rozwarstwienia utrzymuje się w Polsce od lat na jednakowym poziomie. Zdaniem Prof. Henryka Domańskiego, Borowski prawdopodobnie nie miał na myśli tego, że w Polsce w ogóle nie ma nierówności. – To byłoby naiwne – ocenia.
– To nie jest problem wydumany, zresztą nie może być wydumany, bo społeczeństwa rynkowe muszą się opierać na nierównościach w zarobkach. One są funkcjonalne dla każdego społeczeństwa i motywują ludzi do wysiłku – do pracy. Z drugiej strony jednak nie mogą być za wysokie. Problem polega na tym, aby je w miarę możliwości zmniejszać – słyszę od socjologa, eksperta w tej dziedzinie.
Okiem elit
Rozwarstwienie, a więc zdaniem niektórych, pewna niesprawiedliwość społeczna, jest od lat przedmiotem uwagi i działań Piotra Ikonowicza. I tym razem lewicowy działacz zaskakuje. – Ja bym się zgodził, że tego rozwarstwienia nie ma – słyszę od Ikonowicza. W Polsce, zdaniem Ikonowicza, dochodzi do znacznego spłaszczenia dochodów w dół. – Mamy znakomitą większość społeczeństwa, które klepie biedę i elitę, która patrzy na to z góry oczami pana dr Borowskiego – mówi działacz społeczny.
Piotr Ikonowicz
Działacz społeczny

Miarą rozwarstwienia jest także przeżywany wiek. Przeprowadzono badania, w poszczególnych dzielnicach Warszawy. Okazało się, że mężczyzna na Pradze Północ ma szansę pożyć 15 lat krócej niż mężczyzna mieszkający na Wilanowie. Mówimy o ludziach żyjących na dwóch brzegach tej samej rzeki w tym samym mieście. Czytaj więcej

Ikonowicz wspomina swoją ostatnią wizytę na ostrym dyżurze w jednym z warszawskich szpitali. Wraz z nim w kolejce czekało kilkadziesiąt osób z dziećmi. – Były chore na tyle, że rodzice w weekend musieli z nimi jechać do szpitala. Kilka metrów dalej było wejście, którym można było bez kolejki dostać się na wizytę za pieniądze. To jest miara rozwarstwienia. Jak można mówić, że to wydumany problem? – pyta Ikonowicz.
Państwo wspiera rozwarstwienie?
Dr Jakub Borowski, stwierdził, że "jeśli jest jakiś problem, to jest to zbyt wielki odsetek osób żyjących na granicy ubóstwa". I tu, zdaniem Ikonowicza istota problemu jest nieco inna. – Zwykło się uważać, że bieda dotyczy ludzi, którzy nie mają pracy. Tymczasem istotą polskiej biedy jest to, że mamy odsetek "working poor" (pracujących biedaków) na poziomie amerykańskim. – To ludzie, którzy wprawdzie pracują, ale z płacy nie są w stanie utrzymać rodziny – zauważa.
Zdaniem Piotra Ikonowicza, to właśnie państwo polskie w dużej mierze stanowi czynnik wspierający zjawisko rozwarstwienia. – Dopłaca do wyborców z klasy średniej. Wszystkie ulgi podatkowe służyły tym, którzy mieli, aby wydać. Nie były adresowane do osób, które są rzeczywiście biedne. Najbardziej skandaliczne jest to, że wbrew konstytucyjnej zasadzie pomocniczości, polegającej na pomaganiu tylko tym, którzy sami sobie nie poradzą, pomaga się osobom posiadającym zdolność hipoteczną i bankom. Te osoby by sobie poradziły, ale to się robi ze względów wyborczych – mówi Piotr Ikonowicz.
Nie ma wątpliwości, że problem rozwarstwienia dochodów w Polsce nie jest wydumany, o czym mówią nie tylko znawcy problematyki "biedy", lecz także liczby. Wynik ostatnich wyborów prezydenckich pokazuje, że miarka się przebrała i Polacy oczekują szybkiego polepszenia swojej sytuacji ekonomicznej. Coraz częściej będą pojawiały się stwierdzenia (w dużej mierze populistyczne), jak choćby to z ostatniego wywiadu z Markiem Belką, że wyczynowy kapitalizm – nie jest w stanie nas dalej pociągnąć, oraz że ścieżka rozwoju opartego na ultraniskich kosztach pracy kończy się.
Bankowcy mogą przekonywać, że wszystko jest w porządku i uspokajać nastroje, bo w końcu z ich perspektywy, mowa o rozwarstwieniu może wydawać się wydumana, a przynajmniej trudno dostrzegalna. Jednak najbliższe wybory parlamentarne w Polsce rozstrzygną właśnie hasła, które padły z ust prezesa NBP: "Podnieść płace. Opodatkować bogatych i przepływ kapitału".

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl