
Kampania wyborcza ma swoje prawa, ale PiS chyba zbyt mocno wierzy w krótką pamięć wyborców. PiS, które zawsze krytykowało "kryzysową kurtkę" Donalda Tuska i lansowanie się na tle katastrofy, dzisiaj wysyła na takie tło Beatę Szydło. Ta z kolei uderza w Ewę Kopacz, która rozsądnie zdecydowała, że będzie pomagać z miejsca, gdzie ma do tego narzędzia, czyli z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.
W poniedziałkowe przedpołudnie Ewa Kopacz spotkała się z przedstawicielami służb na naradzie w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa. W tym czasie Beata Szydło rozmawiała z działaczami Śląsko-Dąbrowskiej "Solidarności". To wydarzenie nie miało żadnych szans na przebicie się i narzucenie tematu dyskusji w mediach.
Dlatego rzutem na taśmę zapowiedziała, że pojedzie do powiatu chrzanowskiego, by spotkać się z ludźmi poszkodowanym przez nawałnicę. Stwierdziła, że Kopacz "jeździ na wycieczki tylko, gdy jest dobra pogoda", a kiedy coś się stanie "zamyka się w gabinecie i tam debatuje". Abstrahując już od tego, że wolę kiedy premier czy ministrowie pomagają na odległość, a nie plątają się pod nogami strażakom, kandydatka PiS zapomina, że jej partia była zawsze przeciwna takim wyjazdom. Podobnie, jak wielu prawicowych publicystów. Tak w przeszłości pisał Robert Mazurek:
Robert Mazurek
publicysta
Politycy PiS wielokrotnie śmiali się z Donalda Tuska i jego "kryzysowej kurtki", czyli nieodłącznego atrybutu odwiedzin w miejscach nawiedzonych przez jakąś klęskę żywiołową. Jeszcze rok temu prezes Kaczyński przerwał kampanię do Parlamentu Europejskiego z powodu zagrożenia powodziowego. Do kampanii wykorzystywano też anomalie pogodowe w 2011 roku, ale już w 2012 roku politycy nie byli tak chętni do niesienia pomocy na miejscu zdarzenia. Teraz znowu mamy kampanię, a więc wyścig przed obiektywy kamer trwa na całego.
