Jak PiS dojdzie do władzy, pozostanie już tylko zamknąć gabinet. Awantura o ustawę o zawodzie fizjoterapeuty

Chorzy czekają na rehabilitację średnio 9 miesięcy.
Chorzy czekają na rehabilitację średnio 9 miesięcy. Anna Krasko / Agencja Gazeta
Naczelna Izba Lekarska uważa, że samodzielnie działający fizjoterapeuta może być niebezpieczny dla pacjentów i apeluje o odrzucenie projektu ustawy o zawodzie fizjoterapeuty. Lekarze uważają, że w procesie leczenia powinni mieć nadzór nad tym specjalistą. Fizjoterapeuci natomiast mówią otwarcie, że lekarze nie działają w interesie pacjentów, ale swoim.


Fizjoterapeuci czekają na swoją ustawę od 20 lat i kolejna porażka w procesie legislacyjnym chyba odebrałaby już im nadzieję na uregulowanie kwestii dotyczących ich zawodu. Jednak lekarze mają poważne wątpliwości co do jej proponowanych zapisów.


Diagnozować i leczyć może tylko lekarz
– Ustawa ta budzi mój niepokój głównie ze względu na rozdźwięk jaki tworzy pomiędzy proponowanymi w niej regulacjami prawnymi zawodu fizjoterapeuty a europejskimi standardami organizacji opieki w rehabilitacji – mówiła na konferencji zorganizowanej przez Naczelną Izbę lekarską prof. Jolanta Kujawa, prezes Polskiego Towarzystwa Rehabilitacji.

Prof. Jolanta Kujawa
prezes Polskiego Towarzystwa Rehabilitacji

W zdecydowanej większości krajów UE buduje się obecnie strategiczne plany rozwoju rehabilitacji w oparciu o składający się z wielu specjalistów zespół: lekarza, pielęgniarkę, fizjoterapeutę, psychologa, ortotyka, pedagoga i innych. Podstawowe zasady specjalistycznej rehabilitacji zapewniają pełną autonomię i poszanowanie kompetencji wszystkich członków zespołu, ale powierza koordynującą rolę lekarzowi, który tworzy warunki usystematyzowanej opieki medycznej. Projektowana ustawa o zawodzie fizjoterapeuty wyłącza lekarza z procesu diagnostyczno-leczniczego.

Z kolei prof. Piotr Majcher, konsultant wojewódzki w dziedzinie rehabilitacji medycznej w województwie lubelskim, wymieniał niebezpieczeństwa, jakie wiążą się z samodzielnym diagnozowaniem i leczeniem pacjentów przez osoby nieposiadające wykształcenia lekarskiego.

– Największe moje wątpliwości budzi zapis, wyposażający fizjoterapeutę w możliwość kwalifikowania do zabiegów fizjoterapii. Kwalifikacja do zabiegu wymaga podjęcia diagnostyki lekarskiej i pełnej znajomości wydolności organizmu oraz umiejętności przewidywania reakcji na zadane obciążenia i znajomości przeciwwskazań. Wymaga też przeprowadzenia diagnostyki różnicowej w celu wykluczenia powodów dolegliwości. Na przykład powodem wystąpienia objawów rwy kulszowej może być nowotwór kości. Brak wiedzy i możliwości przeprowadzenia diagnostyki spowoduje, że choroba będzie się rozwijać, a nieodpowiednio dobrane zabiegi fizjoterapii mogą doprowadzić do tragedii – podkreślał.


Cierp i czekaj
Ta argumentacja jest jak najbardziej zasadna, jednak pojawia się pytanie czy rzeczywiście chodzi tu o dobro pacjentów, czy może o interes lekarzy a szczególnie lekarzy specjalistów rehabilitacji medycznej. Bo tak naprawdę ilu pacjentów cierpi na rwę kulszową z powodu nowotworu? U większości powody dolegliwości są bardziej prozaiczne, a pacjent czeka w kolejce i cierpi.

Lekarze podnoszą, że należy przeprowadzić diagnostykę różnicową. Tak, mają rację. Niestety realia są takie, że do tej diagnostyki trzeba często zlecić badania lub wysłać chorego do innego lekarza specjalisty i tu mamy konfrontację z rzeczywistością – lekarz ich nie zleca z powodów finansowych, lekarz zleca, ale pół roku trzeba czekać w kolejce na badanie lub wizytę a plecy bolą i w końcu lekarz nie zleca, zdaje się na swoje doświadczenie i różnicuje „na oko”.

Oczywiście może być i tak, że zleca badania, są one szybko wykonywane i na ich podstawie różnicuje. Niestety to rzadkość. Dając samodzielność fizjoterapeutom ustawodawca chce skrócić kolejki do rehabilitacji i to jest jak najbardziej działanie w dobrą stronę. Lekarzy specjalistów rehabilitacji medycznej jest ok. 2 tys., natomiast fizjoterapeutów 70 tys.

– Jednak, żeby trafić do fizjoterapeuty w ramach NFZ, trzeba najpierw dostać się do lekarza rehabilitacji medycznej. To sprawia, że pacjenci czekają na rehabilitację średnio 9 miesięcy. Diagnostykę różnicową z powodzeniem może przeprowadzić lekarz podstawowej opieki zdrowotnej. A tak swoją drogą nie spotkałam jeszcze pacjenta, którego lekarz rehabilitacji medycznej wysłałby np. do nefrologa w celu wykluczenia potencjalnej choroby. Generalnie lekarze rzadko przeprowadzają różnicowanie. Badanie funkcjonalne wykonują, jak mówią nasi pacjenci, często niedbale lub praktycznie w ogóle. Tak naprawdę wykonują je dopiero fizjoterapeuci – mówi nam fizjoterapeutka Anna Kuczkowska, która prowadzi prywatną praktykę fizjoterapeutyczną Equilibrium.

Wyeliminować miernotę i oszustów
Oczywiście jest też druga strona medalu. Lata braku uregulowań dotyczących zawodu fizjoterapeuty skutkowały tym, że wiele szkół pomaturalnych, czy prywatnych uczelni wyższych, lub nawet publicznych szkół otwierało kierunek fizjoterapia. Był modny, szkoły miały wielu chętnych, zarabiały na tym. Niestety jakość kształcenie była odwrotnie proporcjonalna do liczby wypuszczanych na rynek pracy specjalistów. Dlatego trudno odmówić racji lekarzom, że część fizjoterapeutów jednak nie powinna ordynować zabiegów swoim pacjentom. I tu jest cały problem, jak odróżnić tych, którzy są świetni od tych którzy są zwyczajnie mierni.

Pozwolić wszystkim na samodzielność trochę strach. Natomiast zabronić wszystkim - też wydaje się niesprawiedliwe, bo wielu fizjoterapeutów to naprawdę wysokiej klasy specjaliści a dzięki nim chory mógłby być szybciej rehabilitowany.

Zdaniem Anny Kuczkowskiej, właśnie dlatego należy uchwalić projektowaną ustawę, ponieważ zawiera ona zapis, który mówi o tym, że fizjoterapeuci będą musieli przejść egzamin państwowy, decydujący o dopuszczeniu ich do zawodu. Ponadto będzie prowadzony rejestr fizjoterapeutów.
Anna Kuczkowska
fizjoterapeutka, prywatna praktyka Equilibrium

Będzie można sprawdzić, czy dany fizjoterapeuta jest na liście i ma odpowiednie kwalifikacje, czy tylko kupił sobie dyplomy przez internet.

Teraz albo nigdy
Niestety nawet taka argumentacja nie przemawia do środowiska lekarskiego, które oburzone jest dawaniem dużych uprawnień fizjoterapeutom i głośno o tym mówi. Na tyle głośno, że oburzone jest środowisko fizjoterapeutów. Stowarzyszenie Fizjoterapia Polska wystosowało nawet list do ministra zdrowia ws. postawy lekarzy wobec fizjoterapeutów i projektowanej ustawy o ich zawodzie.

„Wyrażane stanowisko negujące Ustawę o zawodzie fizjoterapeuty, o którą nasze środowisko zabiega już ponad 20 lat jest skrajnie nieetyczne i niemoralne. NIL oraz OZZL negując ustawę i samodzielność zawodu fizjoterapeuty lobbuje wyłącznie na korzyść lekarzy rehabilitacji, co w  konsekwencji  odbija się negatywnie na pacjentach w Polsce” – czytamy w liście.

Fizjoterapeutom zależy na tym, żeby ustawa przeszła jeszcze podczas tej kadencji w Sejmie. Jak mówi nam jeden z krakowskich fizjoterapeutów (prosi o zachowanie anonimowości), jeśli ustawa teraz nie przejdzie to jak dojdzie do władzy PiS w ogóle będzie można zapomnieć o stworzeniu uregulowań tego zawodu. Uważa tak, dlatego, że podczas prac nad ustawą to właśnie poseł PiS opuścił salę obrad.

– Teraz jest ostatnia szansa. Po zmianie władzy pacjenci stracą szansę na normalny dostęp do fizjoterapeuty. Pozostanie nam tylko zamknąć gabinety – podsumowuje.

Napisz do autora: anna.kaczmarek@natemat.pl