
Nowy minister zdrowia najwyraźniej nie przepada za niewygodnymi pytaniami. Kiedy ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego w jednym ze szpitali we Wrocławiu stwierdził w obecności prof. Mariana Zembali, że kobiety są zmuszane do rodzenia w "skandalicznych" warunkach, został błyskawicznie zawieszony.
REKLAMA
– Kobieta po porodzie musi mieć dostęp do łazienki. Sale trzyosobowe bez łazienki nie odpowiadają standardom – powiedział Janusz Malinowski, szef oddziału położniczego w szpitalu przy ul. Kamieńskiego we Wrocławiu. To między innymi ta wypowiedź i nazwanie sytuacji "skandaliczną" zirytowała szefa resortu zdrowia. Prof. Zembala winą za fatalne warunki, w jakich rodzą kobiety, obarczył samego lekarza, któremu zarzucił nieumiejętne radzenie sobie z sytuacją kryzysową na porodówce.
–Jeżeli mam problem istotny, skandaliczny, to czym prędzej rozwiązuję go jako ordynator i dyrektor, i skandal jest ostatnią rzeczą, jakiej chce lekarz. A jeszcze dziwię się, że pan wypowiada słowo "skandal", bo pan pośrednio mówi o sobie – powiedział w odpowiedzi minister zdrowia.
W obronie swojego pracownika stanął dyrektor szpitala Wojciech Witkiewicz, który potwierdził, że szpital boryka się m.in. z nadmierną ilością kobiet chętnych do rodzenia akurat w tej placówce. Szybko jednak się zmitygował i zawiesił "niewygodnego" ordynatora.
Powodem miała być utrata zaufania. Zawieszony lekarz już po decyzji swojego przełożonego powiedział, że 13 lat jego pracy zostało przekreślone przez to, że ośmielił się zabrać głos przy ministrze. Z kolei prof. Zembala zarządził natychmiastową kontrolę szpitala, w którym ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego zgłaszał swoje uwagi podczas jego wizytacji.
Źródło: PRW
