Jeśli nie weźmiemy przykładu z rozwiniętych państw UE np.  Niemiec albo Francji i nie wprowadzimy regulacji prawnych na rynku książki w Polsce, to prawdopodobnie już wkrótce dzieła klasyków literatury będzie można kupić tylko u bukinistów lub na Allegro.
Jeśli nie weźmiemy przykładu z rozwiniętych państw UE np. Niemiec albo Francji i nie wprowadzimy regulacji prawnych na rynku książki w Polsce, to prawdopodobnie już wkrótce dzieła klasyków literatury będzie można kupić tylko u bukinistów lub na Allegro. Fot. CoolR/Shutterstock.com

W zjednoczonej Europie jesteśmy od jedenastu lat. Mamy coraz więcej autostrad, lotnisk, a od niedawna także pociągi na światowym poziomie. Jednak w kwestii kultury nadal zostajemy w tyle. Podczas gdy w większości krajów Europy wprowadzono już przepisy prawne regulujące rynek księgarski - u nas mało kto przejmuje się tym, że w efekcie wolnej amerykanki na polskim rynku książki klasykę dostaniemy niedługo wyłącznie na Allegro, a w księgarniach będą królowały pozycje „lekkie łatwe i przyjemne”. Tymczasem w wielu państwach Starego Kontynentu uznano, że książki są niezbędne dla rozwoju kulturalnego jednostki, a także całego społeczeństwa. Doświadczenie tych państw uczy, że wprowadzenie stałych cen na nowości wydawnicze prowadzi do obniżenia cen książek, poszerzenia oferty i ułatwienia do niej dostępu.

REKLAMA
- Choć w Polsce ukazuje się ponad 30 tys. tytułów rocznie, to czytelnik tak naprawdę ma ograniczony wybór. Do wielu dzieł w ogóle nie ma dostępu, a jest to czytelniczy kanon, narodowa klasyka – ocenia Łukasz Gołębiewski, dziennikarz Biblioteki Analiz - dwutygodnika poświęconego sytuacji na rynku księgarskim. Dziś polscy wydawcy - w przeciwieństwie do kolegów po fachu z innych państw europejskich - mają niewielkie szanse, aby wprowadzić na rynek klasyki rodzimej literatury. Z powodu wojen cenowych, prowadzonych przez największe sieci księgarskie, zwyczajnie ich na to nie stać.
logo
W polskich księgarniach coraz częściej półki z klasyką świecą pustkami. Wydawcy wciągnięci przez dystrybutorów w wojny cenowe często nie mają pieniędzy, aby wydawać ambitną literaturę. Fot. ariadna de raadt/Shutterstock.com
To pokazuje dlaczego regulacja rynku księgarskiego jest sprawą tak istotną. O tym, że kultura wymaga specjalnego traktowania, przekonali się już wielbiciele kina. Gdyby dziesięć lat temu nie przyjęto ustawy o Państwowym Instytucie Filmowym - to dziś nie moglibyśmy oglądać tak znakomitych filmów jak "Bogowie" czy nagrodzonej Oskarem dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego "Idy". Przypomnijmy, że przed dekadą Ustawa o kinematografii wzbudzała podobne kontrowersje, jak dziś Ustawa o książce. Jednak po dziesięciu latach od jej wprowadzenia wyraźnie widać, że w polskim kinie dzieje się lepiej, a ta regulacja, o którą stoczono prawdziwe boje, zdała egzamin.
Aby zrozumieć, dlaczego w Polsce potrzebna jest Ustawa o książce, warto przyjrzeć się również sytuacji na rynkach księgarskich w Niemczech oraz w Wielkiej Brytanii. U naszych zachodnich sąsiadów pierwsze inicjatywy, dotyczące stałych cen książek, pochodzą sprzed ponad 200 lat. Najnowszą regulację prawną w tej sprawie wprowadzono w 2002 roku. Już we wstępie zapisano, że ustawa ma chronić książkę jako dobro kulturalne. Niemieccy parlamentarzyści zgodzili się, aby przez półtora roku od wydania danego tytułu był on objęty okresem ochronnym. W tym czasie sprzedawcy nie mają prawa dawać upustów ani rabatów (poza sprzedażą dla bibliotek i instytucji publicznych; maksymalnie 10 proc). W rezultacie, na niemieckim rynku istnieje duża sieć księgarń, z szeroką ofertą książkową - pochodzącą także od niezależnych wydawców - która zapewnia czytelnikom dużą różnorodność tytułów.
Natomiast w Wielkiej Brytanii - na skutek nacisku lobby sklepów wielkopowierzchniowych - zniesiono dwie dekady temu tzw. Net Book Agreement, czyli regulację rynku książki funkcjonującą tam od 1901 r. Jej przeciwnicy twierdzili, że dzięki temu uda się obniżyć ceny książek. Dość szybko okazało się, że skutki zmian są wręcz odwrotne od zamierzeń. Już po 12 latach od zlikwidowania Net Book Agreement ceny książek wzrosły średnio aż o 49,6 proc. Spadła natomiast liczba dostępnych tytułów. Ucierpiały na tym zwłaszcza pozycje ambitne, bo wydawcy chcąc przetrwać skoncentrowali się na wydawaniu bestsellerów.
Na dodatek - aby chronić się przed skutkami niekorzystnej sytuacji na rynku dystrybucji – rozpoczął się proces konsolidacji (Hachete UK ma ok. 21% rynku, a Penguin Random House UK – ok. 27%), co dodatkowo spowodowało spadek liczby nowości w księgarniach. Obecnie rynek zdominowany jest przez firmę Amazon, która ma około 60% rynku książki.
Sytuacja z Wielkiej Brytanii przypomina to, co obecnie dzieje się Polsce. I to już ostatni moment na zmiany. - Jeśli taki stan utrzyma się jeszcze kilka lat, to bardziej ambitne księgarnie padną, a ambitnej książki będziemy szukać już tylko na Allegro albo w antykwariatach. Jest to droga donikąd, tracą na tym wszyscy: czytelnicy, autorzy, wydawcy, księgarze – ocenia Łukasz Gołębiewski.
logo
Regulacja rynku książki funkcjonuje już na wielu europejskich rynkach. Dzięki temu czytelnicy mają nie tylko szerszą ofertę i łatwiejszy do niej dostęp, ale też udało się obniżyć średnie ceny książek. Fot. BPTU/Shutterstock.com
Z tego właśnie powodu - dla "dobra kultury nauki, edukacji, dla przyszłych pokoleń Polaków" – od wielu lat toczą się w Polsce rozmowy na temat Ustawy o książce. Projekt ustawy został zgłoszony do laski marszałkowskiej w kwietniu br. Obecnie ustawa czeka na pierwsze czytanie w sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu. - Traktuję projekt Ustawy o książce jako krok ku ratowaniu polskiej kultury. To jedna z najważniejszych ustaw, z jakimi miałem do czynienia w tej kadencji. Są rzeczy, za które warto walczyć do końca i kultura z całą pewnością do nich należy – podkreśla poseł Artur Dębski, który jest sprawozdawcą projektu.
Przypomnijmy, że podobne rozwiązania funkcjonują już m.in. w Niemczech , Austrii, Francji, Grecji, Hiszpanii, Holandii, Luksemburgu, Norwegii, Portugalii, Słowacji, Szwajcarii oraz we Włoszech. A zatem twórcy ustawy mogli czerpać z najlepszych, europejskich wzorców. Widać też, że dobre rozwiązania są podchwytywane na świecie, bo kolejne państwa - m.in. Kanada czy Brazylia - przygotowują się do wprowadzenia podobnych regulacji.
Główną obawą, jaka towarzyszy wprowadzeniu ustawy, jest to, czy ceny książek nie poszybują w górę. - Trzeba to jasno powiedzieć: Ustawa o książce nie wpłynie negatywnie na jej cenę. To nie jest ustawa o wysokich cenach książek, lecz ustawowe "wzięcie książki w obronę" – podkreśla Łukasz Gołębiewski. Dlaczego zatem ceny mają być niższe dzięki wprowadzeniu nowych przepisów? Po prostu obecnie cena na okładce jest sztucznie zawyżana. Tylko po to, aby - już od pierwszego dnia na rynku - można było dać na nią wysoki rabat. Dzięki temu, że skończą się wojny cenowe, wydawcy będą mogli zaangażować środki na wydawanie literatury ambitnej.
logo
Ceny książek są dziś specjalnie zawyżane żeby dystrybutorzy mogli od razu sprzedawać je "w promocji". Tylko dzięki ustawie o książce uda się obniżyć ceny wydawanych w Polsce pozycji. Fot. Autor
Wraz ze zgłoszeniem projektu Ustawy o książce do laski marszałkowskiej wystartowała kampania #ocalksiazki. Jej celem jest poszerzanie wiedzy na temat proponowanych przepisów oraz ich skutków. Ambasadorami akcji zostali: Sylwia Chutnik, Sonia Draga, Małgorzata Gutowska-Adamczyk, Ignacy Karpowicz, Zygmunt Miłoszewski, Magdalena Parys, Vincent v. Severski, Olga Tokarczuk oraz Grzegorz Kasdepke.
Wprowadzenie Ustawy o książce popiera coraz więcej osób związanych z polską kulturą m.in. prof. Jerzy Bralczyk, Krystyna Janda oraz Janusz Leon Wiśniewski.
Podobnie jak PISF zmienił oblicze polskiej kinematografii, tak Ustawa o książce ma szansę naprawić wreszcie sytuację na polskim rynku wydawniczym. Apel #ocalksiazki jest więc zasadny. Można go poprzeć, wchodząc na stronę www.ocalksiazki.com lub odwiedzając profil FB.

Partnerem tekstu jest #ocalksiążki