Czy tureckie plaże są bezpieczne? MSZ twierdzi, że tak
Czy tureckie plaże są bezpieczne? MSZ twierdzi, że tak Fot. Shutterstock

Sytuacja w ciągu ostatnich dni zmieniła się o 180 stopni, bo do tej pory Turcja w żadną wojnę z Państwem Islamskim wciągać się nie dała. Ale dziś jej samoloty bombardują islamistów w Syrii i Kurdów w Iraku, a brytyjskie media od kilku dni biją na alarm ostrzegając tamtejszych turystów. Czy naprawdę jest się czego bać?

REKLAMA
– Mówili, żeby nie wychodzić, żebyśmy zostali w domach. W sobotę były zamieszki, co chwila jeździły wozy opancerzone. Mówiono, że znaleźli kilka bomb – opowiada nam modelka Sylwia Sucharska, Polka, która od kilku dni przebywa w Stambule. Sytuacja na pewno jest bardziej napięta niż jeszcze miesiąc temu. A przynajmniej tak przedstawia się z zewnątrz. Choćby czytając informacje z dziś o tym, że turecka policja zatrzymała kolejnych członków Państwa Islamskiego. W ubiegłym tygodniu takich aresztowanych było ponad 800. Wśród nich byli i fanatyczni zwolennicy ISIS, i członkowie Partii Pracujących Kurdystanu, z którą dwa lata temu Turcja zawarła porozumienie.
– Rozmawiamy z żoną i sami się zastanawiamy nad tym, co się dzieje. Nie wiemy, jak to odbierać. Czy to polityka turecka? Czy Amerykanie naciskają? – zastanawia się Andrzej Czerw, Polak, który od czterech lat mieszka w Turcji.
Mogły być setki ofiar
Brytyjskie media też właśnie się cieszą, że ich służby specjalne pomogły wpaść na trop spisku terrorystycznego, którego celem mieli być brytyjscy turyści w Turcji. Zatrzymano 250 podejrzanych, którzy – jak pisze prasa – planowali okrutne zamachy samobójcze na terenie całej Turcji.
”Gdyby zaatakowali zachodnich turystów, w tym Brytyjczyków, byłyby setki ofiar” – czytamy. W internecie pojawiło się nawet zdjęcie podejrzanego o współpracę z ISIS, który pozuje do fotki w kurorcie Amasra nad Morzem Czarnym. W kąpielówkach, na tle morza i opalających się ludzi.
Ukryli się, by dokonywać zamachów
Podobno w Turcji ukryło się kilkunastu islamskich terrorystów, którym może zależeć na tym, by stała się ona kolejną Tunezją czy Egiptem. – Państwu Islamskiemu bezwzględnie zależy na tym, by Turcja stała się elementem ich strategii. Z powodu turystów to kraj dla nich atrakcyjny, gdyż zamachy bardzo łatwo można umiędzynarodowić. To nie przypadek, że zamachy mają miejsce właśnie okresie wakacyjnym. Są dobrze przygotowane, by siać panikę i strach – mówi naTemat Krzysztof Liedel, szef Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas.
Tych kilkunastu terrorystów mogło zostać przerzuconych celowo. – Prawdopodobnie po to, by takich zamachów dokonywać. Zobaczymy, jak Turcja sobie z nimi poradzi – mówi.
Zamach, ostrzał, bombardowania
Tu trzeba jednak wyjaśnić – niebezpiecznie jest na południowym wschodzie Turcji przy granicy z Syrią i Irakiem. Cały ten region na mapach ostrzegawczych zaznaczony został na czerwono. Pozostała część kraju jest zielona – czyli bezpieczna.
logo
Turcja - bezpieczna i niebezpieczna Fot. Screen/msz.gov.pl
Na pograniczu sytuacja rzeczywiście najgorsza od lat. Najpierw zamach w Suruc, w którym giną 32 osoby. Potem zamach na tureckich żołnierzy. Turcja, która dotychczas była jedynie obserwatorem konfliktu, wysyła swoje samoloty. Zaczynają się bombardowania. Na wniosek Turcji we wtorek zostaje zwołane nadzwyczajne posiedzenie NATO. W kraju jest też skomplikowana sytuacja wewnętrzna, po czerwcowych wyborach jeszcze nie udało się stworzyć stałego rządu.
– Sytuacja w Turcji zmieniła się diametralnie, bo jeszcze niedawno wydawała się bezpiecznym krajem. Ale nie panikujmy. Wyjeżdżając tam bądźmy jedynie ostrożni. Najlepiej unikać miejsc publicznych poza kurortem. Nie brać udziału w żadnych zgromadzeniach. Stosować się do zaleceń służb porządkowych – mówi Krzysztof Liedel.
MSZ zaleca ostrożność
Witold Leśniak, zastępca polskiego konsula w Stambule, przyznaje, że po ostatnich wydarzeniach Polacy planujący podróż do Turcji, dzwonią do nich i pytają o sytuację. I co słyszą? – Słyszą to, co rekomenduje MSZ. Że w kraju i w kurortach jest bezpiecznie. Że MSZ odradza wyjazdy na wschód kraju. Prosimy, by przed wyjazdem turyści śledzili komunikaty MSZ – mówi. Takie same zalecenia przekazuje brytyjskie Home Office i resorty MSZ innych krajów.

Ostrzeżenie MSZ

W związku z niestabilną sytuacją na pograniczu turecko-syryjskim, turecko-irackim oraz sporadycznie w innych rejonach południowo-wschodniej Turcji, Ministerstwo Spraw Zagranicznych stanowczo zaleca obywatelom polskim powstrzymanie się od podróży w te regiony kraju, osobom tam przebywającym czasowo rozważenie ich opuszczenia, a mieszkającym na stałe zachowanie szczególnej ostrożności. Osoby przebywające w ww. regionach Turcji powinny bezwzględnie stosować się do zaleceń tureckich sił porządkowych oraz zgłosić swój pobyt w systemie e-konsulat. Ponadto zalecamy zachowanie ostrożności na terenie całego kraju, unikanie zgromadzeń i demonstracji oraz przebywania w pobliżu obiektów narażonych na ew. demonstracje (jak np. wojskowych lub policyjnych). Kurorty położone nad Morzem Śródziemnym oraz Morzem Egejskim są bezpieczne.

Z Alanyi do Marsin na wschodzie kraju jest sześć godzin jazdy samochodem. Turyści pewnie rzadko się tam wybierają, tym bardziej na własną rękę. Ale, jak się okazuje, są i tacy śmiałkowie.
Nic się nie dzieje, cisza...
– Jak zwykle w polskich mediach pojawia się popłoch. Nakręcają, jak bardzo jest źle, a tu spokój, cisza, nic się nie dzieje. Nie ma żadnej paniki! Zamachy mogą pojawiać się wszędzie, czy to w Londynie, czy w Madrycie – mówi Andrzej Czerw. Jak mówi, ma kilka koleżanek, które prowadzą biura turystyczne i w ostatnich tygodniu organizowały wycieczki właśnie na wschód.
logo
Na granicy Turcji z Syrią Fot. Shutterstock
– Nic się nie stało. Turyści wrócili cali i zdrowi – mówi. Dodaje, że turyści rzeczywiście pytają, czy jest bezpiecznie. – My mieszkamy na miejscu. I mówimy: jest bezpiecznie. Turecka specyfika jest po prostu inna. Tu ciągle są jakieś demonstracje. I jak policja pałuje i gazuje, to jest to absolutnie normalne. Nikogo to nie dziwi – mówi.
Turcja to nie Tunezja czy Egipt
Krzysztof Liedel przewiduje, że sytuacja wkrótce się uspokoi, bo Turcja nie może pozwolić sobie na zniszczenie turystyki. To po pierwsze. Po drugie jest krajem NATO. I po trzecie, jest zdecydowanie pilniej strzeżonych krajem niż Tunezja czy Egipt. Tu po prostu terrorystom trudniej się prześlizgnąć.
– Przejście z rządów autorytarnych do demokracji niesie za sobą pewne tąpnięcia. Rodzi wewnętrzne konflikty, a poza tym oznacza słabości. I Tunezja, i Egipt mają słabsze siły porządkowe i słabsze służby antyterrorystyczne. A Turcja to kraj NATO. Jej służby antyterrorystyczne są bardzo dobre – mówi Krzysztof Liedel.
Dlatego mieszkańcy Turcji są przyzwyczajeni do większej obecności sił porządkowych niż w krajach Europy. – Kontrole zdarzają się na każdym kroku, czy to w galerii handlowej, czy przy wejściu do obiektów turystycznych. To tutaj stały element życia. Przebieg demonstracji jest też gwałtowniejszy niż np. w Polsce. Reakcje służb porządkowych są bardziej brutalne – mówi Witold Leśniak. Pod tym względem – jak mówi – ostatnie zamachy nic nie zmieniły. Kontrole były, są i będą. – Ale nie słyszałem, żeby jakiekolwiek demonstracje miały miejsce w kurortach. Tam jest bezpiecznie – podkreśla.

napisz do autora:katarzyna.zuchowicz@natemat.pl