Francuzi nie chcą polskich jabłek?
Francuzi nie chcą polskich jabłek? Fot. Mikołaj Kuras / Agencja Gazeta

Nie tylko polscy rolnicy potrafią protestować. O swoje na francuskich ulicach od tygodnia walczą ich koledzy znad Loary. Palą opony, domagają się od rządu finansowego wsparcia i nie chcą dłużej żyć pod dyktat cen produktów zaniżanych przez hipermarkety. Najchętniej zawróciliby też tiry z towarem z innych państw. Tych z polskimi jabłkami też. Nasze jabłka są tak tanie, że dały się we znaki tamtejszym producentom.

REKLAMA
We francuskie rolnictwo uderzyły też geopolityczne zawirowania - zablokowanie eksportu do Rosji po wprowadzeniu przez Unię Europejską embarga na handel z Moskwą i niższy popyt na towary w Chinach, który do tej pory przynosił francuskim rolnikom sporo korzyści. Rosyjskie embargo uderzyło też w polskim rolników i sadowników.
Nie mogąc rozsyłać jabłek na wschód, polscy rolnicy zalali Europę Zachodnią swoimi owocami, co przyczyniło się do spadku cen m.in. we Francji, na co teraz oburzają się tamtejsi rolnicy. Francja jest dla Polski cennym partnerem handlowym. To właśnie do tego kraju trafia najwięcej produktów od polskich przedsiębiorców i rolników. Tylko w pierwszym kwartale tego roku posłaliśmy tam produkty, których wartość szacuje się na 368 mln euro.
Czy przez protest francuskich rolników i niskie ceny polskich jabłek grozi nam ochłodzenie w handlu z Francją? Tego nie wiadomo, wiadomo natomiast, że francuski rolnik, kiedy się uprze, potrafi dopiąć swego i wyegzekwować korzystne dla siebie zmiany. Protestujący rolnicy potrafią nie tylko palić opony, co jest dosyć powszechnym znakiem dezaprobaty - potrafią również np. wypuszczać świnie do hipermarketów, albo przeganiać zagranicznych eksporterów.
To nie jedyny polski problem z eksportem w ostatnich dniach. Rosja od wielu miesięcy nie przyjmuje unijnych warzyw, owoców i mięsa. Teraz na listę niechcianych towarów mają trafić… kwiaty. Rosyjskie władze uznały, że kwiaty z Polski oraz siedmiu innych państw są zarażone niebezpiecznymi mikroorganizmami.
Wymienione przez Agencję Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego mikroorganizmy są tak groźne, że – jak przekonuje Agencja – stanowią niebezpieczeństwo dla rosyjskiej gospodarki. Z tego względu Agencja zaproponowała, by objąć unijne kwiaty zakazem importu.
Źródło: TVN24 BiŚ