Gmach Telewizji Polskiej przy ul. Woronicza w Warszawie.
Gmach Telewizji Polskiej przy ul. Woronicza w Warszawie. Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

Wygląda na to, że urząd skarbowy znalazł sposób na tych, którzy do tej pory uchylali się od płacenia abonamentu radiowo-telewizyjnego. Ci bowiem, którzy należą do tej grupy, a liczą na zwrot pełnej sumy pieniędzy z nadpłaconego podatku (PIT), mogą obejść się smakiem. Fiskus może zająć na poczet zaległości odpowiednią kwotę, będącą długiem.

REKLAMA
Sprawę opisuje "Gazeta Wyborcza". Po interwencji dziennikarskiej w resorcie finansów okazało się, że urząd skarbowy ściągając od podatników należności powołuje się na przepisy prawne sprzed... prawie pół wieku. Ustawa z 1966 roku daje skarbówce prawo domagania się wierzytelności "w trybie egzekucji administracyjnej".
Jak taka procedura wygląda w praktyce? Zanim otrzymamy pieniądze z rocznego rozliczenia podatku, pomniejszone o ewentualne długi z tytułu niepłacenia abonamentu telewizyjnego, powinniśmy otrzymać od urzędu stosowne pisma. Jedno z wezwaniem do uregulowania zaległości, drugie - jeśli wezwanie nie pomoże - obwieszczające decyzję o wszczęciu postępowania egzekucyjnego.
Wiele osób niepłacących abonamentu przywołuje pamiętne słowa Donalda Tuska sprzed kilku lat, porównujące tego typu opłaty do formy "haraczu". Obietnice ówczesnego premiera dotyczące abolicji dla "dłużników", a także znalezienia innego źródła finansowania mediów publicznych, aniżeli z kieszeni podatników, nikt do tej pory nie spełnił.
Co na to ludzie mediów? – Widzowie mają prawo wybierać inne telewizje, niż tylko publiczną - mówiła naTemat aktorka Joanna Szczepkowska. Reżyser Janusz Zaorski i aktor-polityk Jerzy Federowicz zgodnie twierdzą tymczasem, że bez publicznych pieniędzy publiczne media sobie nie poradzą.