Ułańska siódemka na ganku w Goszycach. Sierpień 1914 roku.
Ułańska siódemka na ganku w Goszycach. Sierpień 1914 roku. Wikimedia Commons

Kiedy w końcu lipca 1914 roku Europa wstrzymała oddech w związku z wybuchem nowej wojny, rodziła się legenda o polskim czynie niepodległościowym. U jej zarania był niewielki oddziałów ułanów z charyzmatycznym dowódcą. To oni, zapuszczając się 3 sierpnia na tereny zaboru rosyjskiego, zapisali ważną kartę polskiej kawalerii. A początkowo nie mieli nawet koni...

REKLAMA
O "wojnę powszechną za wolność ludów" - modlili się Polacy, pamiętając słowa wieszcza, skupieni wokół czynu legionowego. Wojna w końcu wybuchła - dla wielu narodów europejskich była to prawdziwa katastrofa. Doświadczyli jej także nasi rodacy - kilka milionów z nich służyło w armiach zaborczych, pół miliona zginęło. Ale byli tacy, którzy widzieli w tym konflikcie szansę na wybicie się na niepodległość. A wśród nich brygadier Józef Piłsudski, późniejszy marszałek.
Wraz ze współpracownikami od jakiegoś czasu nosił się z zamiarem wywołania antyrosyjskiego powstania. Kompania kadrowa strzelców, którą współtworzył - stanowiła zaczątek Legionów Polskich - miała bić się niebawem po stronie Austro-Węgier. 30 lipca, dwa dni po wybuchu wojny, zarządzono mobilizację w Związku Strzeleckim. Zanim jednak ochotnicy poszli do boju, zaszła konieczność przeprowadzenia rekonesansu. A ten przypadł w udziale siedmiu śmiałkom, w gronie których znalazł się pierwszy ułan Rzeczypospolitej.
Władysław Belina-Prażmowski był osobą znaną i lubianą, bohaterem wielu pieśni czy innych utworów okresu międzywojennego. Człowiek o iście ułańskiej fantazji. Wraz ze swymi ludźmi wyruszał jako cywil, dopiero w międzyczasie "siódemka" miała się ujawnić. – Choć będziecie wisieć, ale za to spełnicie pięknie swój obowiązek żołnierski i historia o was nie zapomni – żegnał beliniaków Kazimierz Sosnkowski.
Jak się okazało, nikt z patrolu nie ucierpiał. Co więcej, obyło się bez walki z Rosjanami, którzy już przed nadejściem Polaków opuścili punkt mobilizacyjny w Jędrzejowie, który zwiadowcy chcieli rozbroić. Droga słynnego zwiadu wiodła przez Goszyce, Jędrzejów, Słomniki, Prandocin, Skalbmierz i Skrzeszowice. W tej ostatniej miejscowości ułani dosiedli koni, które zarekwirowano w jednym z majątków. Misja była skończona.
4 sierpnia Belina-Prażmowski, a wraz z nim sześciu śmiałków: Stanisław Skotnicki, Stefan Kulesza, Janusz Głuchowski, Antoni Jabłoński, Zygmunt Karwacki i Ludwik Skrzyński, wrócili w granice zaboru austriackiego. Już jako oddział kawalerii. Tak rodziła się legenda.

Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl

Dział Historia od teraz także na Facebooku! Polub nas!