Byłam internetowym trollem
Byłam internetowym trollem Fot. bylambankowymtrolem.wordpress.com

“Mam na imię Monika, mam 31 lat i i byłam bankowym trollem. Brzmi to, jak przedstawienie się na terapeutycznej grupie dla alkoholików lub uzależnionych od seksu. Nieprzypadkowo – to, że byłam bankowym trollem sprawia, że czuję kaca.” – tak zaczyna się wpis na blogu, w który trudno uwierzyć, że jest prawdziwy.

REKLAMA
Post został opublikowany 2 maja, ale wciąż jest niezwykle popularny. Kobieta postanowiła w jednym wpisie opowiedzieć o swoim zajęciu, czyli pracy jako internetowy troll, wynajęty przez jedną z agencji PR.
Zajmowała się w szczególności tematyką frankowiczów. Pisała komentarze na forach, produkowała lajki. Nie wie, kto zlecił to zadanie agencji Public Relations. Najpierw przeszła szkolenie, które prowadził m.in. prawnik. Uczyła się również jak zmieniać adresy IP i nie ujawniać swojej tożsamości.
Podczas części ideologicznej dowiedziała się kogo ma promować, a kogo osłabić:
Blogerka

W tym przypadku, promować mieliśmy interes banków i dwóch instytucji państwowych, których zadaniem jest dopilnowanie, aby banki i ich zarządy miały się jak najlepiej. Jak coś o nich jest krytycznego na forum – klikasz “nie-lajk”, a jak coś pozytywnego to lajkujesz i lajki pomnażasz. Grupą, którą mięliśmy osłabić, to kredytobiorcy walutowi, a przede wszystkim frankowi.

Za swoją pracę, otrzymywała miesięcznie od 2400 do 2900 zł.
Postanowiła opisać całą historię, bo obecnie jej partner spłaca kredyt we frankach i wcale nie jest tak kolorowo. Nie da się zaplanować przyszłości, a jego kurs jest nieprzewidywalny.
Nie ma pewności, czy ten wpis jest wiarygodny, ale na pewno zmusi nas do zastanowienia się, czy za komentarzami w internecie na pewno stoi realna osoba.

Napisz do autorki: patrycja.marszalek@natemat.pl


Władcy sieci od teraz także na Facebooku! Polub nas!