
Przybiera na sile polsko-rosyjski spór o żywność. Kilka dni temu w świetle kamer zniszczono kilka ton zatrzymanej na granicy żywności z Polski. Minister rolnictwa Marek Sawicki zaapelował, by nie niszczyć jedzenia. W odpowiedzi ambasada Rosji w Warszawie zarzuciła mu bronienie interesów tych, którzy łamią prawo.
REKLAMA
Marek Sawicki ruszył na bitwę z Moskwą. Apeluje, by nie niszczono żywności, którą celnicy zatrzymują na granicach. Jej import jest nielegalny, bo Rosja postanowiła w ten sposób zemścić się za sankcje nałożone przez Unię Europejską po zajęciu Krymu. Ostatnio zniszczono kilka ton przetworów, co wywołało reakcję polskiego ministra.
Z odpowiedzi rosyjskiej ambasady w Warszawie wynika, że apel nie spotkał się ze zrozumieniem. Dyplomaci zarzucają Sawickiemu, że staje w obronie tych, którzy łamią prawo. - To nie przystoi - oceniają. Tłumaczą też, że zakaz importu to efekt "wielu problemów u polskich eksporterów" o których minister powinien wiedzieć.
Rosjanie przyznają, że na ich rynku występują braki żywności, ale przekonują, że w Polsce jest podobnie. Na jakiej podstawie tak twierdzą? Powołują się na czwartkowe orędzie Andrzeja Dudy, który mówił o niedożywionych dzieciach. W taki oto sposób Rosjanie próbują wykorzystać polski spór polityczny do usprawiedliwienia swoich posunięć.
Ale nie tylko polscy producenci muszą się mierzyć z embargiem. Kilka tygodni temu centrolewicowi politycy napisali list do premiera Miedwiediewa, w którym przekonują, że należy wprowadzić zakaz na produkty PepsiCo oraz Coca-Coli. Takie kontrsankcje mają przynieść korzyści zarówno na poziomie gospodarczym, jak i zdrowotnym.
Źródło: Radio ZET
Źródło: Radio ZET
