Fot. Mikkel Bigandt / Shutterstock

Czy to w wyniku posiadania większej ilości wolnego czasu, czy też z powodu aury bardziej sprzyjającej „zażywaniu” kultury w lecie wielu z nas odczuwa wzmożoną potrzebę poszerzenia horyzontów. Dlatego jeździmy na festiwale, chodzimy na pokazy plenerowych kin i teatrów. Jednak nawet mieszkańcy miast z bogatą ofertą kulturalną (a może zwłaszcza oni) w pewnym momencie czują, że wszystko już widzieli, wszędzie już byli i o kulturze swojego regionu wiedzą dosłownie wszystko. Istnieje jednak prosty sposób, aby udowodnić im, jak bardzo się mylą: pokazując Mapę Kultury.

REKLAMA
Ideą portalu jest „wspieranie kulturowego dziennikarstwa społecznego”, co w efekcie oznacza, że my, jako użytkownicy, możemy nie tylko czytać wpisy o interesujących miejscach, postaciach czy wydarzeniach, lecz także je publikować. Dzięki temu mamy dostęp do ogólnopolskiej bazy rzeczy rekomendowanych jako warte poznania przez pasjonatów lokalnej kultury i historii z całej Polski.
W teorii brzmi świetnie. A jak jest w praktyce? Zaczynam eksplorować.
logo
Mapę Kultury tworzą jej użytkownicy Fot. zrzut z ekranu
W pasek przeglądarki wklepuję adres. U góry ekranu widnieje logo portalu i trzy hasła: „ludzie”, „miejsca”, „klimaty” – czyli, jak podejrzewam, główne elementy, które na Mapie Kultury są oznaczane. Informacja cenna, a o ile łatwiej przyswajalna, kiedy okazuje się, że każde ze słów jest „klikalne”. Kursor myszki samoistnie przyciągnęły „klimaty” – a więc „klik”.
Swojskie klimaty, o których nie miałeś pojęcia
Twórcy informują, że w legendzie Mapy Kultury „klimaty” oznaczają wszystko to, „co wpływa na kulturową tożsamość – zwyczaje, legendy, ulotne zjawiska”. Opis ten, moim zdaniem, należałoby uzupełnić o: „odpowiedzi na pytania, których nigdy wcześniej sobie nie zadawaliście” (pierwszy pojawiający się wpis nosi tytuł „Jak powstał Cieszyn?”), „poradniki na niespodziewane okazje” (wpis „Chodzenie z kozą” zawiera na przykład wskazówki, jak zgodnie z panującym w Lisich Jamach zwyczajem odbywa się „koza” czyli „kolędowanie”), oraz „indeks terminów intrygujących” (nigdy nie zgadniecie, czym jest tajemnicze „tykło” i dlaczego w ich poszukiwaniu należy udać się do Puszczy Knyszyńskiej).
Plotki z zeszłego wieku i zwyczaje międzywojennej bohemy
Etnograficzne ciekawostki schodzą jednak na dalszy plan, kiedy mój wzrok przyciąga perełka: „Róg cyganerii” – brzmi tytuł wpisu, obok którego umieszczono miniaturę budynku na rogu warszawskich Alei Jerozolimskich i Nowego Światu – obecnie siedzibę Empiku.
Mijając ten socrealistyczny budynek, nie raz zastanawiałem się, jaką funkcję mógł spełniać, zanim jego fasadę przykryły krzykliwe billboardy. Dzięki autorce wpisu – Marcie Konarzewskiej, dowiaduję się, że obecna budowla ma niewiele ponad 60 lat. Przed wojną w tym właśnie miejscu mieściła się natomiast „mała i obskurna cukiernia”, która pomimo swojego niewysublimowanego charakteru przyciągała najznamienitszych przedstawicieli ówczesnej warszawskiej cyganerii – Bolesława Leśmiana czy Xawerego Dunikowskiego.
Opis miejsca posiadówek warszawskiej bohemy sąsiaduje z wpisem zatytułowanym „Do 'Wróbla' na jednego” – podejrzewam, że jego tematyka będzie podobna i, bingo, od tej pory już wiem, gdzie warszawscy „literaci, malarze, dziennikarze, profesorowie i wszelkiej maści artyści” okresu międzywojennego potajemnie się alkoholizowali.
Jak wie każdy pilny maturzysta, to między innymi Tuwim oraz Skamandryci wynaleźli tak modne wśród dzisiejszej „hipsterki” klubokawiarnie. Konwenanse XX-lecia międzywojennego nie pozwalały jednak, aby w progach sławnej Ziemiańskiej bezceremonialnie „wychylać kielicha”. Takie operacje, jak uczy Mapa Kultury, odbywały się w pobliskiej jadłodajni „U Wróbla”.
„Smaczków” tego typu na Mapie Kultury jest więcej, a sposobów na korzystanie z jej rozległych zasobów – co najmniej kilka. Można podążać ścieżką tagów, którymi opatrzony jest każdy wpis, można skupić się na atrakcjach w konkretnej lokalizacji lub związanych z konkretną osobą. Można również, co wydaje się szczególnie kuszące, wybrać wędrówkę „Szlakiem Kultury”. Do wyboru mamy na przykład „Szlakiem wyjątkowych księgarni po Polsce” czy białostocki „Szlak Esperanto”.
Tylko sprawdzone informacje
Po zaspokojeniu pierwszego głodu kulturalnej dociekliwości, nachodzi mnie jednak typowa dla nieufnych użytkowników internetu refleksja – skąd biorą się zawarte na stronie informacje i czy nie są przypadkiem skażone lukami w pamięci redaktorów-pasjonatów?
Rzut oka na dół strony i już wiem – pod wpisami bardzo często podawane są źródła książkowe, a te w formie linków umiejscowiono z kolei na belce z boku ekranu. Obecność odnośników, zwłaszcza tych papierowych, jest miłą niespodzianką, a jeśli przyjdzie nam ochota wiedzę na dany temat rozszerzyć – dużą pomocą.
Kulturalnej reporterki uczy Mariusz Szczygieł
Zagłębiając się w strukturę mapy, coraz bardziej odczuwam chęć jej współtworzenia. Uświadamiam sobie, że też znam historie kilku „tajemnych” miejsc w mojej okolicy i również bardzo chętnie się nimi podzielę. Twórcy portalu zachęcają do współtworzenia mapy jak mogą – nawet tych, którzy do tej pory nie myśleli o rozwijaniu swojego reporterskiego warsztatu, oraz niepewnych swoich umiejętności pisarskich z reporterską „kuchnią” zapozna Mariusz Szczygieł.
W kilku wyczerpujących lekcjach mistrz reportażu uczy jak przeprowadzać wywiad czy korzystać z archiwów. Jakie pytania zadawać, czego dociekać i odwrotnie: zasady, których dziennikarz nie powinien łamać – wszystko to Szczygieł wyłuszcza we właściwym sobie lekkim, ale dosadnym stylu.
Aż chce się złapać notes i wybiec na ulicę w poszukiwaniu „ciekawych” miejsc. Mnie nie trzeba długo namawiać – zamierzam pozostawić na Mapie Kultury swój wyraźny ślad.