Podwójne standardy w Norwegii? Pracownicy z Polski skarżą się na pracodawców
Podwójne standardy w Norwegii? Pracownicy z Polski skarżą się na pracodawców Mikhail Markovskiy / Shutterstock.com

Raje na ziemi nie istnieją, choć Norwegia bywa do takowych zaliczana. Bardzo wysokie zarobki nie powinny przyćmić tego, w jaki sposób postrzegają nas pracodawcy. Jak się okazuje, właśnie w Norwegii Polacy mają na co się skarżyć, bo nie są traktowani na równi z innymi pracownikami.

REKLAMA
O sprawie informuje portal mojanorwegia.pl. Czytamy, że pracownicy norweskiej firmy Boreal są szykanowani. Norwegowie nie wierzą w zwolnienia chorobowe oraz wyjazdy na leczenie w Polsce. – Jedna z pracownic musiała stawić się w firmie z ręką w gipsie – donosi portal.
Polscy pracownicy w Norwegii skarżą się również na brak dostatecznie długich przerw na posiłek lub toaletę. Niektórzy mają w ogóle nie mieć prawa do odejścia z miejsca pracy w czasie dnia. Próby zainteresowania problemem odpowiednich instytucji nie przyniosły rezultatu, dlatego Polacy poinformowali o sprawie miejscową gazetę - “Stavanger Aftenblad”.
Norwegia chce odstraszyć imigrantów
Pisaliśmy niedawno w naTemat, że część przybyszów ma trafiać do aresztu tuż po przekroczeniu granic Norwegii. Jak poinformował norweski minister sprawiedliwości Anders Anundsen, jego resort proponuje, by natychmiast po przybyciu do norweskich granic, do aresztu wtrącać tych imigrantów, których wnioski o pozwolenie na pobyt będą "w sposób oczywisty bezpodstawne".
Tak Norwegia chce dać "wyraźny sygnał" wszystkim tym potencjalnym imigrantom, którzy chcą przybyć nad fiordy skuszeni tylko tamtejszym obfitym socjalem. Norweski minister sprawiedliwości podkreśla, że aresztu nie powinni obawiać się wszyscy ci, którzy łatwo będą mogli udowodnić, że przyjechali do jego ojczyzny, bo w swoim kraju byli skazani na biedę, prześladowania lub wojnę.
Pozostali mają jednak wprost z przejść granicznych trafiać na 72 godziny do aresztu, a później być odsyłani. – Bo dzisiaj mamy sytuację, w której ludzie ci przybywają do naszego kraju, a następnie natychmiast gdzieś znikają. W momencie, gdy ich wniosek zostaje odrzucony, już nie można ich znaleźć – żalił się Anders Amundsen w rozmowie ze stacją NRK.
Źródło: Moja Norwegia