Eskalacja konfliktów w Poczcie Polskiej to spełnienie marzeń konkurentów operatora.
Eskalacja konfliktów w Poczcie Polskiej to spełnienie marzeń konkurentów operatora. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

W Poczcie Polskiej od ponad pół roku toczy się spór o podwyżki dla pracowników, jakich od władz spółki żądają związki zawodowe. Z tego powodu w przyszłą środę pod siedzibą operatora ma odbyć się pikieta związkowców. Jest to dobra wiadomość dla konkurentów Poczty. To właśnie w ich interesie leży dalsza eskalacja protestów. Dlaczego? Strajki listonoszy w przeszłości wzmocniły ich pozycję i pomogły odebrać klientów państwowemu operatorowi.

REKLAMA
Sprawa dotyczy 400 zł podwyżki brutto dla każdego pracownika, której Międzyzakładowy NSZZ „Solidarność” Pracowników Poczty Polskiej żąda nieprzerwanie od grudnia 2014 roku. Realizacja postulatów związkowców wiąże się z dodatkowymi wydatkami rzędu 400 mln złotych rocznie. Budżet spółki może nie udźwignąć takiej kwoty – pięciokrotnie przekracza ona cały ubiegłoroczny zysk netto firmy.
Mimo że operator rokrocznie notuje zyski, utrzymanie dodatniego bilansu staje się coraz trudniejsze. Wszystko przez stopniową utratę tradycyjnych źródeł dochodu (red. tradycyjna korespondencja listowa maleje o 10 proc. rocznie), jak i ostrą konkurencję na rynku. Polski rynek uznawany jest bowiem za najbardziej zatłoczony w Europie. Już dziś w sektorze usług pocztowych działa aż 300 spółek.
Mimo to związkowcy nie zamierzają rezygnować ze swoich żądań. – Nasze wynagrodzenia w ciągu ostatnich 10 lat zmalały o 20 proc. w stosunku do przeciętnego wynagrodzenia w przedsiębiorstwach. To pokazuje skalę pauperyzacji naszych pracowników. Obecnie średnia płaca w Poczcie Polskiej wynosi ok. 3200 zł brutto, a należy pamiętać, że wliczane są do niej zarobki kadry kierowniczej, menadżerskiej i zarządu – mówił w lipcu Bogumił Nowicki, szef pocztowej „Solidarności”.
Związkowcy nie odpuszczą. Jak zaznaczył wcześniej Nowicki, od zarządu operatora „trudno jest cokolwiek uzyskać bez silnego nacisku i zdecydowanego działania”. Dlatego proponuje wzorować się na pocztowcach z Niemiec, którzy za pomocą niedawnego strajku uzyskali spore korzyści dla siebie. Eksperci przestrzegają jednak przed powtórzeniem się niemieckiego scenariusza w Polsce – paradoksalnie może on zaszkodzić zamiast pomóc interesom pracowników Poczty Polskiej. Dlaczego?
Jak pokazuje doświadczenie, na poprzednich strajkach Poczty Polskiej korzystała przede wszystkim konkurencja, a osłabiany przez nią narodowy operator miał coraz mniejszą pulę środków na podwyżki dla swoich pracowników.
Doskonałym tego przykładem jest prywatny InPost. Jego historia nierozerwalnie związana jest z aktywnością protestacyjną pracowników Poczty Polskiej. Strajk z listopada 2006 roku umożliwił InPostowi wejście na rynek z dużym impetem. – Codziennie podpisujemy kilka nowych umów. Z zapytaniami zgłaszają się do nas sądy i urzędy miast – chwalił się w rozmowie z dziennikiem „Rzeczpospolita” prezes firmy Rafał Brzoska. Każdego dnia protestu u konkurencji InPost podpisywał niemalże sto nowych umów na dostarczenie przesyłek.
logo
Klienci nie czekali, aż spór w Poczcie Polskiej zostanie rozstrzygnięty. Pomocy szukali u konkurencji. Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Prawdziwe żniwa zebrał jednak przy okazji protestów z 2008 roku. W ciągu zaledwie 9 dni trwania strajku zarobił on cztery razy tyle, co przez okrągły miesiąc. – Przyznaję, że z powodu strajku pracowników Poczty gwałtownie zwiększyliśmy obroty. Zyskaliśmy nowych klientów i bardzo się z tego cieszymy – mówił wprost w rozmowie z mediami Rafał Brzoska.
Podobnie działo się w przypadku pozostałych prywatnych konkurentów Poczty Polskiej. Kilka dni czerwcowego strajku wystarczyło, by firma PAF obsłużyła dwukrotnie więcej przesyłek niż przez poprzedni miesiąc. Nowe zamówienia zdobyły też firmy kurierskie specjalizujące się w obsłudze biznesu. – W oferowanym przez nas w Warszawie serwisie miejskim liczba przesyłek wzrosła o 20 proc. – mówiła w rozmowie z „Dziennikiem” Izabella Dessoulavy-Gładysz, rzecznik DPD. Nie pozostawiają złudzeń także statystyki dostarczone przez platformę handlową Agito.pl. Wskazują one, że z powodu strajku udział przesyłek realizowanych przez państwowego operatora zmalał z 17 do zaledwie 10 proc.
Innymi słowy, klienci Poczty Polskiej nie czekali aż związkowcy dogadają się z władzami spółki, tylko szukali pomocy u konkurencji. Wszystko to wzmocniło ostatnią. Na negatywne skutki zjawiska nie trzeba było długo czekać. W 2013 roku prywatny InPost pozbawił Pocztę Polskę blisko 580 mln zł wpływów z tytułu obsługi korespondencji sądowej i prokuratorskiej. Gdyby podobny los spotkał Pocztę Polskę podczas konkursu na powszechnego operatora pocztowego, spółka musiałaby zwolnić blisko 50 tys. pracowników.