
Kara śmierci – to jeden z tych tematów, które co jakiś czas powracają jak bumerang. Najczęściej kiedy ktoś dopuści się brutalnej zbrodni – wtedy zagorzałymi sympatykami tej najdrastyczniejszej formy kary stają się nawet zwykli ludzie, którzy na co dzień nie szafują radykalnymi wyrokami. Kara śmierci zamienia się wtedy w populistyczną grę pozorów, w której stawka jest wyjątkowo wysoka.
REKLAMA
Śmierć dziewczynki budzi stare demony
Tragiczna śmierć 10-latki z Kamiennej Góry nie powinna była się zdarzyć. To jedno z tych bezsensownych wydarzeń, które wymykają się wszelkiej logice. Atak 27-letniego mężczyzny na dziewczynkę był niezrozumiały i pozbawiony sensu. Na marginesie okrutnej zbrodni i dramatu rodziny dziewczynki, po cichu właśnie toczy się odwieczna dyskusja nad karą śmierci. Zabójcy grozi dożywocie, ale dla niektórych to mało.
Tragiczna śmierć 10-latki z Kamiennej Góry nie powinna była się zdarzyć. To jedno z tych bezsensownych wydarzeń, które wymykają się wszelkiej logice. Atak 27-letniego mężczyzny na dziewczynkę był niezrozumiały i pozbawiony sensu. Na marginesie okrutnej zbrodni i dramatu rodziny dziewczynki, po cichu właśnie toczy się odwieczna dyskusja nad karą śmierci. Zabójcy grozi dożywocie, ale dla niektórych to mało.
"Co za tragedia! To się nie mieści w głowie! Brakuje słów i trudno opanować wściekłość! Co zrobić takiemu gnojowi? Zabić go to za mało!", "Gdy nie ma wątpliwości co do winy i celowego działania, to życie, za życie nie jest niesprawiedliwą karą", "Śmierć za śmierć , zabił powinien być zabity!", "Kara śmierci, jedyne sprawiedliwe wyrwanie chwasta", "Kolejny powód na to, żeby wprowadzić karę śmierci" – to tylko niewielki wycinek komentarzy, które pojawiły się w sieci po tragedia w Kamiennej Górze.
Zbrodnia i kara, czyli kiedy kara śmierci jest na fali?
To symptomatyczne zjawisko – z takim samym entuzjazmem wypowiadany się o karze śmierci za każdym razem, kiedy dowiadujemy się o zbrodni popełnionej z wyjątkowym okrucieństwem. Dość wspomnieć sprawę Mariusza Trynkiewicza, poczwórnego zabójcy i dewianta seksualnego. Kiedy w ubiegłym roku okazało się, że może wyjść na wolność, hasło pozbawienia go życia robiło prawdziwą furorę.
To symptomatyczne zjawisko – z takim samym entuzjazmem wypowiadany się o karze śmierci za każdym razem, kiedy dowiadujemy się o zbrodni popełnionej z wyjątkowym okrucieństwem. Dość wspomnieć sprawę Mariusza Trynkiewicza, poczwórnego zabójcy i dewianta seksualnego. Kiedy w ubiegłym roku okazało się, że może wyjść na wolność, hasło pozbawienia go życia robiło prawdziwą furorę.
Ostatnio pojawił się też pomysł, żeby pytanie o karę śmierci dopisać do rozszerzonej wersji wrześniowego referendum. Zabiega o to Janusz Korwin-Mikke, jeden z naczelnych rzeczników kary śmierci w Polsce i choć eurodeputowanego traktuje się na co dzień z przymrużeniem oka, to propozycja nie jest jedynie jego widzimisię, tylko głosem rosnącej w siłę grupy społecznej. Innym politykiem, który uchodzi za umiarkowanego stronnika przywrócenia kary śmierci jest m.in Jarosław Kaczyński.
Problem w tym, że debata wokół kary śmierci sprowadza się u nas najczęściej do bezrefleksyjnej żądzy odwetu, która w momentach szczególnego zaangażowania, potrafi przyćmić zdrowy rozsądek i uciszyć moralne rozterki. Kiedy kogoś spotyka wyjątkowe okrucieństwo, okazuje się, że Kodeks Hammurabiego ma nam zastąpić obowiązujące przepisy. Ci "sezonowi zwolennicy kary śmierci"nie myślą o niczym poza przemożną chęcią wymierzenia sprawiedliwości po swojemu. Oni bez mrugnięcia okiem podaliby oprawcy śmiertelny zastrzyk.
Kara śmierci – kto za, kto przeciw
Z zeszłorocznego badania przeprowadzonego przez ośrodek badawczy Millward Brown wynika, że kara śmierci dzieli Polaków prawie równo na połowę. 51 proc. z respondentów opowiedziało się za przywróceniem tej najdrastyczniejszej formy karania więźniów. 45 proc. osób powiedziało "nie" karze pozbawiania życia, a 4 proc. z przepytanych nie miało wyrobionego na ten temat zdania. Najwięcej orędowników tego najsurowszego wyroku było wśród mężczyzn, szczególnie tych młodych z przedziału wiekowego 18-24 (62 proc.). Można się tylko domyślać, że gdyby badanie zostało powtórzone w okolicznościach podobnych do dzisiejszych – tuż po brutalnym zabójstwie 10-latki, słupki poparcia dla kary śmierci poszybowałyby w górę.
Z zeszłorocznego badania przeprowadzonego przez ośrodek badawczy Millward Brown wynika, że kara śmierci dzieli Polaków prawie równo na połowę. 51 proc. z respondentów opowiedziało się za przywróceniem tej najdrastyczniejszej formy karania więźniów. 45 proc. osób powiedziało "nie" karze pozbawiania życia, a 4 proc. z przepytanych nie miało wyrobionego na ten temat zdania. Najwięcej orędowników tego najsurowszego wyroku było wśród mężczyzn, szczególnie tych młodych z przedziału wiekowego 18-24 (62 proc.). Można się tylko domyślać, że gdyby badanie zostało powtórzone w okolicznościach podobnych do dzisiejszych – tuż po brutalnym zabójstwie 10-latki, słupki poparcia dla kary śmierci poszybowałyby w górę.
Obecnie kara śmierci dopuszczalna jest w 58 państwach na świecie. – Liczba osób skazanych na śmierć wzrosła z co najmniej 1 925 w 2013, do minimum 2 466 w 2014 roku – czytamy w raporcie Amnesty International. W zeszłym roku zginęło w ten sposób 607 osób. Amnesty International monitorująca kary śmierci informuje, że od jakiegoś czasu obserwuje się tendencję odchodzenia od tak surowych wyroków. W Polsce nie wykonuje się kary śmierci od 1988 roku.
Zainteresowanie tematem kary śmierci w Polsce jest spore i nie ma powodu o nim nie rozmawiać. Również w kontekście problemu z polskim wymiarem sprawiedliwości i Kodeksem Karnym, który w niektórych wypadkach, zawodzi. Nie można natomiast traktować kary śmierci instrumentalnie – tak jak ma to miejsce obecnie, do załatwiania doraźnych interesów i rozliczania kogoś ze zbrodni byle jak i na chybcika. Wprowadzenia kary śmierci to poważna sprawa, a komentarze pokroju "śmierć dla chwasta", są dobre na podwórku. Bez moralizatorstwa, tu stawką jest przecież czyjeś życie.
Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl
