
Jedna decyzja – mnóstwo wątpliwości. O tym czy referendum zaproponowane przez Andrzeja Dudę się odbędzie, ostatecznie zadecyduje Senat, ale Państwowa Komisja Wyborcza już dziś musi przygotować się na taki scenariusz. Wyzwanie niemałe – połączenie referendum i wyborów parlamentarnych w jednym dniu to w naszej demokracji doświadczenie zupełnie nowe.
REKLAMA
Pracownicy PKW podkreślają, że sytuacja jest tym bardziej skomplikowana przez to, że polskie prawo jest nie do końca precyzyjne. – Wszystko pozostaje kwestią interpretacji, a te – jak stale słyszymy z ust konstytucjonalistów są różne – mówi w rozmowie z naTemat pracownik biura prasowego PKW. – Na dziś wiele spraw pozostaje jeszcze nierozstrzygniętych, pracujemy nad tym – dodaje.
Jedna komisja, jedna urna
Pewne rzeczy udało się już jednak ustalić, jak choćby fakt, że zarówno nad głosowaniem referendum, jak i wyborów parlamentarnych czuwać będzie ta sama komisja, wszystko odbywać się będzie w tym samym pomieszczeniu, a głosy wrzucane będą do tej samej urny. – Chyba że jedna urna okaże się za mała, wówczas będzie można dostawić drugą urnę pomocniczą – precyzuje Beata Tokaj z Krajowego Biura Wyborczego.
Argument ten wysuwał w swoich wypowiedziach prezydent Andrzej Duda, przekonując, że referendum w dniu wyborów będzie przez to tańsze, niż w przypadku, kiedy zostałoby rozpisane na inny dzień. – Koszty przeprowadzenia wyborów parlamentarnych i dodatkowego referendum w tym samym dniu będą maksymalnie o 10-20 procent niższe (czyli około 30 mln zł), niż koszty referendum 6 września – oznajmiła Beata Tokaj.
Oddzielne frekwencje
Wiele osób stoi na stanowisku, że referendum jest elementem kampanii wyborczej, traktuje je jako polityczną hucpę i w związku z tym, zwyczajnie nie chce brać w nim udziału. Pragnąc jednocześnie oddać głos w wyborach parlamentarnych. To możliwe.
Obywatel może odmówić prawa do referendum podczas wyborów i odwrotnie. – Jest jeden spis wyborców (…), Jeśli jednak ktoś przyjdzie 25 października na wybory parlamentarne, a nie weźmie karty referendalnej, komisja odnotuje to na specjalnej karcie i odliczy frekwencje – informuje KBW.
Bez naruszenia zasady tajności głosowania. Jeśli zdecydujemy się pójść do lokalu 25 października i wciąć tylko jedną kartę, nie podbijemy frekwencji referendum, która, jak wiemy, jest kluczowa. Bowiem, aby było ono ważne, musi przekroczyć 50 proc.
W jakich godzinach na głosowanie?
Kwestia godzin, w jakich otwarte będą lokale wyborcze jest w tej chwili jedną z najbardziej dla PKW skomplikowanych. Zgodnie z prawem wyborczym, referendum odbywa się od godz. 6.00 do 22.00, a wybory parlamentarne – od 7.00 do 21.00. Beata Tokaj zasugerowała, że godziny te powinny zostać ujednolicone. W jaki sposób i kto ma się tym zająć? To już kwestia sporna.
Na konferencji Krajowego Biuro Wyborczego zapowiedziano, że doprecyzowanie godzin leży w gestii Państwowej Komisji Wyborczej. PKW z kolei stoi na stanowisku, że to zadanie dla ustawodawcy. – Rozbieżność wynika właśnie z tych różnych interpretacji prawa. Musimy jeszcze to rozstrzygnąć – przekonuje w rozmowie z nami pracownik biura prasowego PKW.
Duże wyzwanie organizacyjne i dłuższy czas oczekiwania na wyniki
Bezpośrednią i najszybciej zauważalną konsekwencją dwóch głosowań w jednym dniu będzie dłuższe oczekiwanie na wyniki wyborów. Dodatkowa lista pytań, to dodatkowa praca dla członków komisji wyborczych. – Będziemy musieli uzbroić się w cierpliwość – zapowiedziano na konferencji KBW.
Teoretycznie polskie prawo wyborcze pozwala na przeprowadzenie dwóch głosowań w tym samym dniu, praktycznie to doświadczenie w polskiej krótkiej demokracji nowe, a dla Państwowej Komisji Wyborczej ogromne wyzwanie. KBW potwierdza: To dla nas duży wysiłek i wielki nadmiar pracy, ale jesteśmy w stanie temu podołać.
Napisz do autora: karolina.wisniewska@natemat.pl
