Zjawisko publicznego upokarzania nie jest nowe, zmieniło się jedynie narzędzie – przypominają psychologowie
Zjawisko publicznego upokarzania nie jest nowe, zmieniło się jedynie narzędzie – przypominają psychologowie Fot. Archiwum Zarządu Terenów Publicznych

„Jestem kłamczuchem”, „Rozczarowałem moją mamę”, „Jestem na najlepszej drodze, by wylądować w więzieniu” – jak czytamy w najnowszym ”Newsweeku” – na Facebooku roi się od zdjęć dzieci, które trzymają w rękach kartki z takimi napisami. To nowe zjawisko, które nazywa się ”wychowywanie przez publiczne poniżanie (ang. public shaming)”.

REKLAMA
Renata Kim i Ewelina Lis przytaczają straszne historie. Jak ta 13-latki z Tacoma w stanie Waszyngton, która wysłała koledze z klasy swoje zdjęcie w wyzywającej pozie. Ojciec za karę obciął jej długie włosy. Nagrał to na wideo i wrzucił filmik do Internetu. Napisał, że „córka nieco się pogubiła”. Dziewczynka popełniła potem samobójstwo.
Albo zdjęcie kilkuletniej dziewczynki z napisem: ” Zrobiłam kupę pod prysznicem, a tatuś musiał ją sprzątnąć. Wyrażam zgodę na umieszczenie tego napisu w moim albumie”. To zdjęcie widziała w sieci psycholog Maria Zapolska-Downar z Warszawskiego Instytutu Psychoterapii.– Domyślam się, że rodzice chcieli córkę ośmieszyć w internecie, żeby się lepiej zachowywała – mówi ”Newsweekowi”.
logo
Najnowsza okładka tygodnika Fot. Newsweek
Psychologowie mówią o zabawianiu się kosztem własnego dziecka. I ostrzegają, że publiczne zawstydzanie nigdy nikogo niczego nie nauczy, a skutek będzie wręcz odwrotny. Przy poczuciu bezradności i upokorzenia dziecko wścieknie się na rodzica, znienawidzi go.
– To rodzaj wyrafinowanej przemocy. Rodzic wie, że syn czy córka spędza mnóstwo czasu na portalach społecznościowych, spotyka się z rówieśnikami, więc zakłada, że uderzy właśnie tam, bo taka kara mocno zaboli. Zaboli, bo uderzy w publiczny wizerunek dziecka, bardzo dla niego ważny, zwłaszcza gdy jest nastolatkiem – cytuje tygodnik psycholog Małgorzatę Ohme, redaktor naczelną portalu Mamadu.pl.