Studenci nie traktują już wrześniowych egzaminów, jak wyrok. Często z własnej woli przekładają sobie sesję na później.
Studenci nie traktują już wrześniowych egzaminów, jak wyrok. Często z własnej woli przekładają sobie sesję na później. Jirka Matousek / Flickr / https://flic.kr/p/dRFo8R / CC BY 2.0 / http://bit.ly/1mhaR6e

Za chwilę wrzesień. Ruszy słynna "kampania wrześniowa" i poprawkowa sesja studentów. Udział w niej to jednak już żaden wstyd. Jeśli masz poprawkę, to oznacza, że zapewne masz swoje życie i inne ważne sprawy na głowie.

REKLAMA
Drugi termin? Nie widzę problemu
Na Uniwersytecie Wrocławskim sesja poprawkowa rozpoczyna się 29.08, na Uniwersytecie Warszawskim 31.08, a na Uniwersytecie Jagiellońskim 01.09. Kiedyś przyznanie się do poprawki było swego rodzaju wstydem. Nie nauczyłem się. Nie dałam rady opanować materiału. Słabo mi poszło. Dzisiaj? Bardzo często poprawki mają ludzie, którzy oprócz studiów pracują, mają drugi kierunek, lub rozwijają swoje czasochłonne pasje. Studia stały się czymś obok, co zawsze można przełożyć.
Kasia
studiowała na Uniwersytecie Warszawskim

W czerwcu miałam egzaminy do szkoły artystycznej. To była moja wielka pasja i nadzieja. W momencie, kiedy dowiedziałam się, że sesja wypadnie idealnie w tym samym czasie, co egzaminy wstępne, nie zastanawiałam się ani chwili. Nie podeszłam do egzaminów w czerwcu. Przełożyłam sobie sesję na wrzesień. Co prawda średnia trochę na tym ucierpiała, ale nie planowałam kariery naukowej, więc z mojego punktu widzenia strat nie ma. Czy był to jakiś wstyd? Zupełnie nie. Sporo moich znajomych tak robiło.

Podobnie uważa Paulina, która zdawała do szkoły teatralnej. W tym samym czasie studiowała coś zupełnie innego. Jak mówi, pasja jest zdecydowanie ważniejsza. Tamte studia były formą przeczekania, a nie powołaniem. Trzeba było wyznaczyć priorytety. Co sądzi o takim podejściu do nauki? – Nie widzę w tym nic złego. Uważam, że osoby studiujące to osoby dorosłe, które potrafią stanowić o swojej ścieżce edukacji. Każdy student chce jak najszybciej zaliczyć i zapomnieć, więc odkładanie egzaminu raczej nie należy do przyjemności. Jeśli jest to powodowane dużą ilością obowiązków, absolutnie to rozumiem.
Nie krytykujmy, doceniajmy
Jeśli podejdziemy do studiów jako możliwości zdobycia konkretnych narzędzi do pracy, to może rzeczywiście są one tylko jedną ze ścieżek. Narzekamy, że studenci nie mają pracy po studiach. Że tytuł magistra nic nie daje. Że doświadczenie jest ważniejsze. Z tej perspektywy krytykowanie wrześniowych studentów byłoby zupełnie bez sensu.
25-latka, która pracuje i studiuje powiedziała nam, że uważa ukończenie studiów za podstawę, ale to praca zawodowa ma docelowo stanowić o jej przyszłym życiu. – Z mojej perspektywy, oprócz przygotowania merytorycznego do egzaminu, ważny jest też aspekt terminu. Data i godzina zaliczenia często koliduje z obowiązkami zawodowymi. W takim przypadku wybieram drugi termin. Jednak większe i trudniejsze egzaminy wolę zdawać w czerwcu. Na wrzesień zostawiam te, na których nie mogłam się pojawić. Ukończenie studiów to główny cel, ale od pewnego momentu atrakcyjniejsza stała się praca zawodowa.
Presja czasu
Często studenci poradziliby sobie nawet z połączeniem pracy i sesji. Kiedy jednak okazuje się, że w ciągu tygodnia masz do zaliczenia 5-6 egzaminów, po prostu fizycznie nie masz jak sobie z tym poradzić. Presja czasu, którą często w czasie sesji narzucają uczelnie, jest z punktu widzenia procesu nauki zgubna. Zapewne można w ciągu kilku dni opanować taki materiał, ale często dzieje się to „po łebkach”. Rzecz jasna ważne jest, aby uczyć się systematycznie cały rok. Można też zacząć konkretnie kuć na miesiąc przed zaliczeniem. Spójrzmy jednak realnie. Robi to naprawdę niewielki idsetek studentów.
Fora internetowe pełne są wypowiedzi w podobnym tonie: „Może jestem dziwna, ale połowę egzaminów zawsze umyślnie zostawiam na wrzesień. Po prostu nie lubię tej paniki w koło "o Boże, o Boże, mamy egzaminy dzień po dniu, o Boże, trzeba zacząć się uczyć już dwa lata przed". Wolę sobie wszystko porozkładać w czasie i podejść do nauki na luzie. Na połowę egzaminów nawet nie przychodzę". Ktoś inny dodaje: „W ubiegłej sesji, jak miałam 12 egzaminów (studiuję 2 kierunki), to na 2 egzaminy po prostu nie przyszłam. Wolę mieć wpisaną dwóję, nauczyć się, przyjść i zaliczyć w sesji poprawkowej, niż stresować się swoją niewiedzą, przyjść na egzamin po zarwanej nocy i tak oblać…”
Nie ma tego złego…
Pomyśleć można, że to źle. Skoro bierzemy się za coś, to róbmy to na sto procent. Studiujesz? Poświęć się temu w pełni i non stop się ucz. – Ja akurat byłam bardzo ambitną studentką, czego teraz żałuję. Stresowałam się egzaminami, chciałam zdawać wszystko w zerowym terminie. Uważałam za wstyd, kiedy powinęłam mi się noga i miałam poprawkę. Pewnie wynika to z tego, że nie miałam nic poza studiami... Moi znajomi za to chętnie brali udział w kampanii wrześniowej. Pracowali, balowali, piątka z ekonomii nie miała znaczenia. Teraz z perspektywy czasu, przyznaję im rację – ocenia Kamila, która skończyła już studia i dodaje: „Nie korzystałam ze studenckiego życia, chciałam być porządna i idealna. Co z tego mam? Na pewno nie świetne wspomnienia”.
Może warto więc traktować studia, jako etap prób i błędów. Nie podchodzić do nich tak całkiem serio i czerpać jak najwięcej z otaczającej nas studenckiej rzeczywistości. Co więcej, skończył się już czas negatywnego oceniania uczestników "kampanii wrześniowych". Doceńmy ich starania pogodzenia wielu spraw. Bardzo często nie jest to łatwe. Jeśli student ma możliwość pracy, super. Jeśli rozwija swoje pasje, ekstra. A że przy tym przełoży jakiś egzamin na wrzesień? Nie ma wstydu, powinno być wsparcie.

Napisz do autorki: katarzyna.milkowska@natemat.pl