
Dwie zuchwałe kradzieże konwojentów zaskoczyły ostatnio policjantów i opinię publiczną. Konwojent z Poznania jako pierwszy dopuścił się rabunku. Uciekł z 8 mln zł. W jego ślady wkrótce potem poszedł konwojent z Czeladzi. Ten 26-latek miał mniej szczęścia i właśnie został złapany.
Pracownik firmy ochroniarskiej z Czeladzi ukradł 180 tys. euro i 6 tys. funtów. Za skradzione pieniądze postanowił w pierwszej kolejności dobrze się zabawić. 5 tys. euro przeznaczył na wakacje w Hiszpanii. Pozostałą gotówkę, jak wynika z ustaleń policji, zakopał w przydomowym ogródku.
Śledczy poznali też sposób działania konwojenta-rabusia. Okazuje się, że mężczyzna przygotował się do przedsięwzięcia, a kradzież nie była podyktowana impulsem. Wcześniej wyciął papier formatu banknotów i przełożył je do kopert, które zazwyczaj składa się jako depozyt w bankach. Korzystając z nieuwagi swojego kolegi, podmienił koperty z prawdziwą gotówką i stał się posiadaczem pokaźnej sumy pieniędzy.
Pracownicy banku o tym, że w skrytkach mają papier, a nie prawdziwe pieniądze zorientowali się dopiero następnego dnia, ale wówczas ślad po konwojencie i jego łupie zaginął. Aż do teraz. Młody mężczyzna przebywa obecnie w areszcie, a w najgorszym razie za kratkami spędzi najbliższe pięć lat, bo właśnie taki jest najwyższy wymiar kary w podobnych przypadkach.
Na wolności pozostaje za to ciągle konwojent, który ukradł 8 mln zł. W jego odnalezieniu nie pomogło nawet upublicznienie jego wizerunku. Policja ma też problem z ustaleniem jego prawdziwej tożsamości. Mężczyzna zatrudniając się w firmie ochroniarskiej posłużył się fałszywymi dokumentami.
Źródło: TVN24
