
Regularnie trenując trudno całkowicie ustrzec się przed kontuzjami czy innymi dolegliwościami. Ból utrudniający bieganie przez jednych jest ignorowany (o ile da się jeszcze biegać), inni próbują go przeczekać. Jak sądzę wiele osób nie szuka pomocy nie z oszczędności, ale braku świadomości co dzieje się wtedy w naszym ciele. Nie dający nam trenować miesiącami ból bardzo często nie ma już nic wspólnego z mechanicznym uszkodzeniem tkanki. Nasze ciało rządzi się pewnymi zasadami, które każda trenująca osoba powinna poznać.
REKLAMA
Kontuzja w naszej głowie to prosty mechanizm – coś się urwało, naciągnęło lub przeciążyło, a teraz musi się zagoić. Jak już tkanki będą zdrowe, to wszystko wróci do normy i można będzie normalnie trenować. Czekamy, czekamy i nic się nie zmienia. Idziemy do lekarza, dostajemy leki i na jakiś czas jest lepiej. Powrót do treningów niestety znów powoduje nawrót dolegliwości. Robimy jeszcze jedną rundę po specjalistach robiąc badania typu USG czy rezonans magnetyczny przy okazji dowiadując się o wszystkich naszych przypadłościach. Mimo zgłębienia wiedzy „co jest z nami nie tak” problem nie znika. Narasta jedynie frustracja. Dlaczego nadal boli?
Żeby to zrozumieć należy najpierw wyjaśnić, dlaczego pojawia się ból i jak reakcja bólowa zmienia się w czasie. Na początku jego rolą jest ochrona ciała przez negatywnie działającymi bodźcami. W przypadku kontuzji daje nam czas na wygojenie tkanek. Dlaczego zatem często tkanki wygajają się, a ból pozostaje? Oto kilka mechanizmów, które mogą za tym stać.
1. Ciało pamięta
Nasz organizm uczy się przez powtarzanie. Jeśli chcemy aby jakiś ruch wychodził nam dobrze powtarzamy go tysiące razy korygując, aż dojdziemy do perfekcji. Niestety ciało uczy się nie tylko pozytywnych rzeczy. Im częściej powtarza się dany ból, tym bardziej „koduje” się dana ścieżka. W ten sposób uwrażliwiamy się i po pewnym czasie nawet mniejszy niż poprzednio bodziec będzie wywoływał dolegliwości.
2. Ciało kojarzy
Ból najczęściej jest wywoływany przez konkretny ruch. Jego Wielokrotne powtarzanie z jednoczesnym bólem spowoduje, iż ciało skojarzy te dwa fakty. Od tego momentu będzie uznawało, że dany ruch jest dla niego zagrożeniem. Na tej zasadzie dolegliwości bólowe mogą pojawiać się mimo, że sama tkanka już jest wygojona. To nie zmiany w narządzie ruchu, ale subiektywne poczucie zagrożenia związane z danym ruchem będzie wywoływało dolegliwości.
3. Dezinformacja boli
Mechanizm bólu wydaje się bardzo prosty. Uszkadzający bodziec działa na receptory znajdujący się w naszym ciele (nocyceptory), a te przekazują informację do mózgu. Niestety proces ten jest dużo bardziej skomplikowany i wiele różnych bodźców wpływa na to czy postrzegamy dany sygnał jako ból. Jednym z powodów powstawania bólu może być rozdźwięk pomiędzy tym, jak planowany jest ruch (każdy ruch posiada swoją „mapę” w mózgu), a informacją zwrotną jaka dostarczana jest z mięśni, ścięgien itp. Czyli jak naprawdę ten ruch wyglądał. Podobny dysonans spotyka nas np. pod pokładem żaglówki. Nasz błędnik (zmysł równowagi) mówi nam zupełnie coś innego niż wzrok. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że organizm źle reaguje na taką sytuację.
W przypadku gojącego się stawu dysonans może powstać, jeśli brak ruchu spowoduje np. sklejenie się tkanek. Nasz mózg pamięta jak wyglądał dany ruch przed kontuzją, ale tkanki o zmienionej ruchomości i elastyczności dają zupełnie inną niż poprzednio informację zwrotną. Sytuacja taka może przyczynić się do rozwoju dolegliwości bólowych, dlatego tak ważne jest wczesne wprowadzenie mobilizacji po kontuzji (w ciągu dni, nie tygodni). Oczywiście terapia może pomóc nawet jeśli doszło do zmian w tkance, ale pamiętajmy, że im dłużej zaczekamy z ruchem, tym dłużej będziemy się leczyć.
4. Strach boli jeszcze bardziej
Jest to najbardziej złożony i najmniej poznany mechanizm przyczyniający się do utrzymywania lub powstania dolegliwości, ale obecnie mówi się coraz więcej o roli naszych przekonań i wiedzy na wynik leczenia. Niestety sytuacja kiedy pacjent jest wypuszczany z „gołym” opisem USG czy rezonansu magnetycznego, a następnie szuka w internecie co mu właściwie jest, może powodować więcej złego niż sama kontuzja.
O tym, iż samo przekonanie, że coś powinno boleć, może wywołać objawy przekonałam się wykonując zabiegi z fizykoterapii. Kilkakrotnie zdarzyło mi się, że pacjent odczuwał ból zanim zabieg w ogóle zaczął się (choć on sam był przekonany, że już trwa ponieważ słyszał dźwięk nastawiania czasu). Po kilku pytaniach okazywało się najczęściej, że dana osoba miała jakieś nieprzyjemne przeżycia z innymi zabiegami z fizykoterapii lub ktoś w poczekalni nastraszył ich, że jest to bardzo nieprzyjemne. Kiedy zaczynali wczuwać się w to co naprawdę czują – problem znikał.
Nie oznacza to, że ból jaki odczuwali nie był prawdziwy. Był, tylko źródło jego pochodzenia było inne, niż zakładali moi pacjenci. Mechanizm też działa w druga stronę – istnieje wiele badań przeprowadzonych na osobach, które nie odczuwały żadnych dolegliwości, miały natomiast zmiany zwyrodnieniowe (często zaawansowane) w narządzie ruchu. Jest to dla mnie dowód na to, że nasz organizm bardziej „interesuje” się czy stawy, mięśnie lub powięzi wykonują prawidłowo swoja funkcję niż ich rzeczywisty stan.
Wyobraźmy sobie teraz sytuację, w której bierzemy do ręki opis, gdzie są opisane zmiany zwyrodnieniowe, blizny i inne przypadłości. Może okazać się, że podświadomie już nastawiliśmy się na ból. Jeśli lekarz potwierdzi nasze obawy, kółko się zamyka: boli więc mamy kontuzję, mamy kontuzję więc boli. Zaczynamy być (mniej lub bardziej świadomie) przekonani o własnej nieuleczalności i szukamy problemu nie w tym miejscu co potrzeba. Jeśli osoba taka trafi do fizjoterapeuty, wyda się on jej niepoprawnym optymistą (optymizm wynika głównie z faktu, że codziennie przyjmuje i leczy tych co „już tylko operacja”). Warto jednak spróbować zidentyfikować problem, a poprzez terapię i dobrze dobrane ćwiczenia zacząć „przekonywać” organizm (i nas samych przy okazji), że jesteśmy w stanie podjąć pewne aktywności na początku zmniejszając obciążenia lub zmieniając ich charakter.
Oczywiście nie twierdzę, że wszystkich da się wyleczyć zachowawczo, ale warto spróbować terapii – rezultaty mogą być naprawdę zaskakujące. Warto też posłuchać, co o mechanizmach leczenia danej kontuzji ma do powiedzenia terapeuta. Prawdopodobnie nie jesteś pierwszą osobą, która trafia do niego z takim problemem.
Podsumowując:
1. Nie ignoruj bólu – nie ma sensu walczyć z własnym organizmem – on „kojarzy” i uczy się – również bólu.
2. Po kontuzji podejmij jak najwcześniej terapię. Im szybciej dostarczymy „pozytywnych” (innych niż bólowe) bodźców, tym mniejsze ryzyko rozwoju mechanizmów potęgujących późniejsze dolegliwości.
3. Zmiany opisane we wszelkich badaniach obrazowych jak USG czy MRI nie oznaczają, że nic się nie da zrobić. Mówią jedynie o tym, że aktywności, jakie podejmujesz, trzeba zmodyfikować i dobrać obciążenia, które pozwolą na ciału na ponowne, stopniowe podjęcie wysiłku.
4. Ostatni punkt, ale według mnie najważniejszy: czas kontuzji nie jest czasem straconym w treningu. Jest to moment, w którym możesz wykonywać wiele aktywności, na które wcześniej nie miałeś czasu – rozwinąć sprawność ogólną, koordynację, świadomość własnego ciała itp. Może być to w dłuższej perspektywie bardziej wartościowe niż zamęczanie ciała tymi samymi powtarzającymi się obciążeniami.