Który język wybrać?
Który język wybrać? Shutterstock.com

Angielski zalewa świat i nie wszystkim się to podoba. Protestują politycy, specjaliści od języka biją na alarm. I choć akceptują powszechne użycie dziesiątek angielskich słów, to dalszej ekspansji mówią „nie”. Bo jeśli dziś nie ochronią swojego języka, następne pokolenie już nie będzie miało co chronić. Takie głosy słychać w Danii, Francji, Niemczech, we Włoszech...

REKLAMA
Brytyjski dziennik „The Guardian” stwierdził kiedyś, że Francuzi tak bardzo chronią swój język, jak Brytyjczycy stoją na straży swojego funta. I jedni, i drudzy nie pozwolą przecież ruszyć swoich największych skarbów narodowych.
To, jak Francuzi gotowi są walczyć o swój język, najlepiej widać było dwa lata temu, gdy przez kraj przetoczyła się wielka debata o tym, czy na państwowych uniwersytetach można prowadzić zajęcia w języku angielskim. Nagle angielski stał się zagrożeniem dla tożsamości całego narodu. Protestowali wszyscy, łącznie z mediami, a jeden z dzienników, „Liberation” na znak protestu wydrukował całą pierwszą stronę w języku angielskim. „Zróbmy to!” – napisał ironicznie.
Większa konkurencyjność uczelni
Apele do parlamentarzystów słała Akademia Francuska, najważniejszy organ w kraju chroniący „la francophonie”, który powstał w 1635 roku m.in. po to, by nie dopuścić do zalewu Francji słownictwem z Włoch. Instytucja, którą tworzy około 40 pisarzy, językoznawców, artystów, a wśród najznamienitszych członków był m.in. Voltaire i Victor Hugo.
Tym razem pracownicy akademii wręcz błagali, by Zgromadzenie Narodowe nie przyjmowało ustawy, która tak bardzo pozwoli panoszyć się angielskiemu. Nie udało się, deputowani przegłosowali ustawę, argumentując, że robią to tylko dlatego, by zwiększyć konkurencyjność francuskich uczelni.
France 24 – francuskie BBC
Sprawa rozgrzała jednak naród do czerwoności, bo jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku francuskie władze uznały, że w ramach ochrony języka stacje telewizyjne mogą puszczać programy tylko w języku francuskim (chyba, że dubbing), a w stacjach radiowych francuskie piosenki muszą stanowić co najmniej 40 proc. wszystkich. To w tamtym czasie stworzono też kanał telewizyjny France 24, który miał być odpowiedzią na anglojęzyczne BBC czy CNN.
Francja to chyba najdobitniejszy przykład kraju, który tak bardzo chce dbać o czystość językową. Akademia Francuska od lat walczy o to, by Francuzi nie używali angielskich słów, skoro mają swoje odpowiedniki. Stoi na straży słowników, poprawności językowej. Walczy z Franglais, mieszanką obu języków.
Na straży języka
Takie instytucje istnieją jednak w większości krajów. My mamy Radę Języka Polskiego. Bułgaria ma swój Instytut Językowy, Chiny – Radę Języka Narodowego, Czesi – Instytut Języka Czeskiego, a Dania – Duńską Radę Językową. Niemcy zaś stowarzyszenie językowe (Gesellschaft für deutsche Sprache), które działa od 1947 roku.
Robią, co mogą, ale nie zawsze się udaje. Albo jak w niektórych krajach, dużej odgórnej ochrony po prostu nie ma. Dlatego często do głosu dochodzą politycy. Albo zwyczajni ludzie.
W Danii jeden z polityków zaproponował niedawno wprowadzenie podatku od używania angielskich słów wykorzystywanych w reklamach. Alex Ahrendtsen z Duńskiej Partii Ludowej mówił, że tylko w ten sposób można jeszcze chronić duński język, bo jak tak dalej pójdzie Dania stanie się 51 stanem USA. We Włoszech sami ludzie zaczęli zbierać podpisy pod petycją do rządu o zachowanie czystości językowej w kraju, bo angielskich reklam jest tyle, że trudno je wyplenić.
W Norwegii z problemem postanowiły się zmierzyć władze miejskie Oslo, gdy w ubiegłym roku orzekły, że dzieci bardzo słabo znają język norweski (tu trzeba przyznać, że także dzieci imigrantów). Dlatego trzeba wprowadzić kontrole, a nawet kary dla rodziców, którzy nie uczą swoich pociech narodowego języka.
Ale zwłaszcza w zderzeniu z anglicyzmami walka nie jest łatwa. W Niemczech powszechnie mówi się o Denglisch, który na stałe wszedł już do języka. Eksperci ze Stowarzyszenia Języka Niemieckiego próbowali na przykład znaleźć niemiecki odpowiednik dla słowa „fast food”. I znaleźli – „Ruckizuckifutti”. Albo zamiast laptop miał być „Klapprechner”. Podobne słowa nie tylko się nie przyjmują, ale słynny niemiecki słownik Duden Sprachewörterbuch zamieszcza coraz więcej angielsko brzmiących słów.
Również Islandia nie zdołała pokonać angielskiej inwazji. Wszyscy tu mówią, że za kilka lat islandzki przestanie być językiem narodowym. – Angielski jest wszechobecny, od momentu narodzin, aż do chwili śmierci – mówił cytowany przez media Ari Páll Kristinsson z Árni Magnússon Institute for Icelandic Studies, które zajmuje się badaniami nad językiem.

Artykuł powstał we współpracy z Narodowym Centrum Kultury.