
Paweł Kukiz pokazał ostatnio skład swojej drużyny w wyborach do Sejmu. Na jego listach znaleźli się m.in. działacze Ruchu Narodowego i Kongresu Nowej Prawicy. Środowisko mniejszych prawicowych partii zawrzało i mocno się podzieliło po tym, jak niektórzy działacze postanowili dołączyć do komitetu Kukiz'15. Padły zarzuty o zdradę, nielojalność i polityczny oportunizm.
REKLAMA
Z list Kukiza wystartują m.in. liderzy Ruchu Narodowego: Krzysztof Bosak i Robert Winnicki. Obaj swoją decyzją wzbudzili sporą sensację wśród innych członków ruchu. Marian Kowalski, który był kandydatem RN na prezydenta zarzucił swoim kolegom, że przyłączając się do muzyka popełnili błąd. On sam nie zgodził się na sojusz z Kukizem, ponieważ, jak stwierdził, na jego listach znalazło się miejsce dla osób o liberalnych poglądach - m.in. takich jak Piotr Marzec "Liroy".
Niedługo potem Kowalski za swoją krytykę został surowo ukarany - Winnicki go zdegradował i odebrał funkcję wiceprzewodniczącego Ruchu. – "Może to osobiste wrażenie ale przyłączenie się do obozu wroga budzi we mnie wstręt" – napisał Kowalski.
Robert Winnicki w odpowiedzi na krytykę podkreślił, że oskarżenia pod adresem narodowców, którzy pójdą do wyborów pod szyldem Kukiza są nieuzasadnione. Lider RN uważa, że start z komitetu muzyka daje realną szansę na przerwanie złej passy działaczy ruchu, którym w kolejnych wyborach nie udaje się dostać do Sejmu.
– Za absurdalny uważam zarzut, że działacze, w tym liderzy RN chcą zostać posłami. Ależ oczywiście, że chcemy zostać posłami! I radnymi, i ministrami i premierami etc. Że chcemy wpływać, decydować o tym, jak wygląda państwo polskie, by kształtować jego politykę i służyć narodowi. Nie po to zakłada się ugrupowanie polityczne, żeby do tego nie dążyć! – napisał Winnicki.
Oprócz Kowalskiego, z szeregów Ruchu Narodowego znikną też osoby ze środowiska Obozu Narodowo-Radykalnego. Listy Pawła Kukiza do Sejmu wywołały też niemałe poruszenie wśród polityków z Kongresu Nowej Prawicy - partii, której kiedyś przewodził Janusz Korwin-Mikke. Kukizowi udało się więc nie tylko skłócić z własnym środowiskiem, ale też skutecznie poróżnić prawicowe partie. Zamiast koalicji "antysystemowców" z prawdziwego zdarzenia obserwujemy kolejny rozłam po prawej stronie sceny politycznej.
