
Z początkiem roku szkolnego zmieniają się zasady funkcjonowania sklepików szkolnych. Wielu właścicieli tego niewielkiego biznesu za sprawą nowych restrykcyjnych przepisów już zapowiedziało, że zwinie swój interes. Premier Ewa Kopacz cieszy się jednak, że ze szkół zniknie śmieciowe jedzenie. – Zrobiłam coś, z czego pewnie nie wszyscy będą zadowoleni. Ale zadbałam o to, żebyście w poważnym wieku i dojrzałym wieku nie byli – mówiąc potocznie – grubaskami – powiedziała.
Nie wspomniała za to ani słowem, że nowe przepisy miejscami przypominają zbiór absurdów, a na rewolucji w sklepikach szkolnych skorzystają najprawdopodobniej właściciele automatów ze zdrową żywnością, którzy już zacierają ręce i liczą zyski.
Szefowa rządu pojawiła się na inauguracji roku szkolnego w w szkole podstawowej nr 11 w Gdańsku. Z dumą opowiadała o wielkim sukcesie, jakim jest wyeliminowanie z placówek edukacyjnych niezdrowego jedzenia. – Otóż wycofałam, dzięki mojej decyzji, niezdrowe jedzenie z waszych szkół. Nie będzie już coli, nie będzie czipsów. Pewnie z tego powodu ubolewacie tak jak z tego powodu, że skończyły się wakacje. Ale uwierzcie mi, w tych sklepikach będzie dobre i zdrowe jedzenie – mówiła wyraźnie zadowolona premier.
Nowe przepisy są niezwykle surowe, a przygotowanie sklepiku do zmian wymaga czasu. Rząd tego czasu sklepikarzom nie dał, a nowelizacja została podpisana dopiero 27 sierpnia. Bezwzględna likwidacja fastfoodowego jedzenia ze szkolnych sklepików będzie się też wiązała z podniesieniem cen, trudnościami z zaopatrzeniem i innymi niedogodnościami, o których posłowie nie raczyli pomyśleć. W Sejmie przeciwko nowemu rozporządzeniu zagłosował jedynie poseł Przemysław Wipler, zaś wnioskodawcą projektu był, jak donosi serwis braci karnowskich, nie kto inny, tylko poseł Jan Bury z PSL.
Zmiany zakładają m.in. zakaz sprzedaży kanapek z majonezem, salami, czy kiełbasą. Słodzenie produktów będzie możliwe, ale pod warunkiem, że będzie to miód, co - jak alarmują sklepikarze - bardzo podniesie cenę dania z jego dodatkiem. Cała lista produktów rekomendowanych przez Ministerstwo Zdrowia znajduje się na stronie resortu.
W zeszłym tygodniu naTemat rozmawiało jedną z właścicielek sklepiku szkolnego. Sklepikarka nie zostawiła wówczas na pomyśle posłów suchej nitki. – Nowelizacja ustawy o żywności, która z 1 września wejdzie w życie to nawet nie tyle prawniczy kit, ale zbiór zupełnie oderwanych od rzeczywistości przepisów. To diabła warte, a sklepiki na "europejskim poziomie", które zafundowali nam urzędnicy długo nie pociągną.
