Antoni Mężydło sceptycznie ocenia transfer Grzegorza Napieralskiego do PO.
Antoni Mężydło sceptycznie ocenia transfer Grzegorza Napieralskiego do PO. Fot. Franciszek Mazur / AG

Na liście PO znajdzie się Ludwik Dorn, były wiceprezes PiS, z jej poparciem do Senatu wystartuje Grzegorz Napieralski, były szef SLD. – Nie uważam, żeby Grzegorz Napieralski był wybitną postacią lewicy – mówi w "Bez autoryzacji" Antoni Mężydło z PO. Chwali za to transfer Ludwika Dorna i krytykuje Michała Kamińskiego.

REKLAMA

Jak pan, konserwatysta, czuje się z popierającą Platformą byłego lidera SLD?

Miałem tutaj pewne wątpliwości, bo nie uważam, żeby Grzegorz Napieralski był wybitną postacią lewicy i będzie miał jakiś wpływ na przyciąganie lewicowego elektoratu. Miller skutecznie zmarginalizował Napieralskiego i to może nie przynieść efektu.

Obok Napieralskiego na scenie stał Ludwik Dorn, dawniej nazywany "trzecim bliźniakiem". Jesteście już tak zdesperowani, że weźmiecie na listy każdego, byle tylko utrzymać się przy władzy jeszcze jedną kadencję?

Mam inną ocenę niż ta, którą zaprezentował pan swoim pytaniem. Tę odniósłbym raczej do Michała Kamińskiego. Jeśli chodzi o Dorna, to mam osobistą satysfakcję, bo to potwierdza mój wybór. Szybko zorientowałem się czym jest PiS i wstąpiłem do PO, inni zostali tam na dłużej. Teraz moją drogą idzie Ludwik Dorn, który jest wybitnym parlamentarzystą, znakomitym intelektualistą i bardzo go cenię.

Cieszę się, że miałem lepszy refleks niż on. I cieszę się, że będę z Ludwikiem Dornem w jednym klubie. Zresztą u niego to wyglądało podobnie jak w moim przypadku: ja też już właściwie pożegnałem się z karierą polityczną i wtedy dostałem propozycję z PO. Teraz też tak było.

Myślę, że wielu prawicowych wyborców bardzo go ceni i to przejście da większy pożytek niż inne podobne transfery, m.in. Michała Kamińskiego. Zresztą wielu ludzi o prawicowych poglądach już wczoraj w rozmowach telefonicznych chwaliło ten ruch, doceniało jego walory.

Wiceprezesem PiS był też kiedyś Paweł Zalewski, ale jego w przeciwieństwie do Ludwika Dorna nie ma na listach PO. Żałuje pan?

To bardzo skomplikowane. Gdyby ten konflikt między nim a Michałem Kamińskim nie odbywał się w tle układania list, pewnie stanąłbym po stronie Pawła Zalewskiego. Ale w takiej sytuacji trudno to rozstrzygnąć, bo Paweł Zalewski był na tej samej liście, jedną pozycję niżej i to mogło mieć wpływ na jego opinie.

Może jego oceny są obiektywnie słuszne, ale w tej sytuacji mają charakter subiektywny i traktowałbym je tylko jako subiektywne, a nie rzeczywistą ocenę sytuacji. One po prostu nie brzmiały wiarygodnie w ustach Pawła Zalewskiego. Ta rywalizacja nie powinna być tak silna, jak pokazał to Paweł Zalewski. W polityce czasem trzeba przetrwać trudny okres. I dla siebie, i dla partii.

Jak szeroki jest front polityków PO, którzy nie są - nazwijmy to oględnie - sympatykami Michała Kamińskiego? Paweł Zalewski krytykował go otwarcie, pan robi to delikatniej, ale jednak krytykuje.

Z człowiekiem jest podobnie jak z układem cybernetycznym. Michał Kamiński został zaprogramowany na prowadzenie walki politycznej w PiS, metodami PiS, warunkach sporu PiS-PO. Mam wrażenie, że on zaczął ten sam scenariusz realizować w PO i widać, że on do PO nie pasuje, te działania marketingowe nie przynoszą efektów.

Tam w PiS wszystko jest obliczone na konflikt, a Platforma miała inny charakter. To było wyczucie społeczne, Tusk potrafił wyczuć nastrój, ale też miał ogromne współczucie. Proszę sobie przypomnieć jego rozmowy z ludźmi, Tuskobus, to był trudny elektorat, a on umiał się odnaleźć. Michał Kamiński niezbyt się sprawdza, odpowiadają mi bardziej tamte rozwiązania, a nie PiS-owski marketing, który dzisiaj się wybija w Platformie.