Niezwykły gest ambasadora Słowacji. Głośno protestował, gdy jego rodacy w 1939 roku wraz z Niemcami atakowali Polskę

Przyjacielski uścisk dłoni między Hitlerem a ks. Tiso. Ambasador Szathmáry nie chciał mieć z tym sojuszem nic wspólnego.
Przyjacielski uścisk dłoni między Hitlerem a ks. Tiso. Ambasador Szathmáry nie chciał mieć z tym sojuszem nic wspólnego. Domena publiczna
1 września 1939 roku był najmniej spodziewanym momentem na takie dyplomatyczne gesty. A jednak tego właśnie dnia, na wieść o wspólnym, niemiecko-słowackim uderzeniu na Polskę, w gmachu polskiego MSZ zjawił się niezwykły gość. Przepraszał za rodaków.



Ladislav Szathmáry, bo o nim mowa, przyjechał do polskiej stolicy na krótko przed wybuchem wojny, w czerwcu 1939 roku. Dyplomacie szczerze zależało na polepszeniu kulejących od miesięcy stosunków polsko-słowackich. Niewiele mógł jednak zrobić. Jego kraj był już w objęciach III Rzeszy.

"Niepodległe" państwo słowackie (republika) powstało w marcu 1939 roku - zaraz po wkroczeniu Niemców do Czechosłowacji. Stojący na czele rządu ks. Tiso porozumiał się z Hitlerem i wkrótce przystał na propozycję wspólnego ataku na Polskę. Już ostrzył sobie zęby na sporne tereny Spiszu, Orawy oraz wieś Jaworzynę.


– Zgodnie z układem niemiecko-słowackim na Słowację przybyły wojska niemieckie w celu jej ochrony przed zagrożeniem polskim. Wzywamy ludność słowacką, by odnosiła się do wojsk niemieckich jak do dobrych przyjaciół, współpracowała z nimi i razem walczyła przeciw wspólnego wrogowi – apelował duchowny w przemówieniu radiowym 26 sierpnia.


Niemiecko-słowacki atak nastąpił 1 września o godz. 5 nad ranem. Granicę z Polską przekroczyło łącznie 51 tys. słowackich żołnierzy armii "Bernolák", dowodzonej przez gen. Ferdinanda Čatloša. Podobnie jak Niemcy, także nasz południowy sąsiad nie zdecydował się wcześniej na wypowiedzenie wojny.
Wkrótce Słowacy, ramię w ramię, defilowali z Niemcami w Zakopanem. Na terytorium Polski żołnierze trzeciego agresora dopuścili się m.in. zbrodni na Żydach (deportując do niemieckich obozów ok. 70 tys. osób); represjonowali też polskie elity - głównie księży i nauczycieli. Tymczasem słowaccy propagandziści, idąc za wzorem "nieocenionego" Josepha Goebbelsa, rozgłaszali informacje o rzekomym tajnym porozumieniu Polski i Węgier, wymierzonym właśnie w Słowację.


Atak trzeciego agresora (obok Niemiec i Związku Sowieckiego) na Polskę, dziś niemal całkowicie zapomniany, wzbudził oburzenie nie tylko polskich dyplomatów, ale i wspomnianego wcześniej Szathmáry'ego. Ambasador nie chciał mieć z napaścią na Polskę nic wspólnego.
Gdy tylko dowiedział się o wybuchu wojny, zjawił się w gmachu MSZ przy ul. Wierzbowej. Przyjął go wiceszef resortu Jan Szembek. Obaj spotykali się nie po raz pierwszy, ale rozmowa sprzed dokładnie 76 lat była szczególna. Słowacki dyplomata złożył na ręce Polaka pismo adresowane do ministra Józefa Becka. Otwarcie krytykował ks. Tiso, uznając jego gabinet za nielegalny; wyrażał nadzieję, że wkrótce Słowacja stanie się prawdziwie niepodległym krajem.

Ambasador Szathmáry do ministra Becka

W imieniu narodu słowackiego i jego przedstawicieli, którzy pod presją Trzeciej Rzeszy zmuszeni są do milczenia, a nadużywani są do intryg wyłącznie w interesie Niemiec, protestuję jako przedstawiciel Państwa Słowackiego w Rzeczypospolitej Polskiej przeciwko brutalnemu rozbrojeniu armii słowackiej, przeciwko samowolnemu zajęciu Słowacji przez wojska Trzeciej Rzeszy i przeciw użyciu Słowacji jako bazy dla akcji wojennej przeciw bratniemu narodowi polskiemu.

Naród słowacki – w kraju lub za granicą – nigdy nie pogodzi się z gwałtami niemieckiej Trzeciej Rzeszy i przyłącza się do zbrojnego oporu przeciw intruzom, by przy współpracy z kulturalnymi narodami świata osiągnąć ponownie wolność i swobodnie decydować o swoim losie.

Na tym jednak nie koniec. Nazajutrz Słowak wygłosił w Polskim Radiu przemówienie, w którym solidaryzował się z napadniętym narodem zachęcając do jego wspierania.

Przemówienie radiowe ambasadora Szathmarý'ego

Jest sprawą honoru narodowego, abyśmy w tych ciężkich chwilach stanęli po stronie tego państwa, które z najgłębszym zdecydowaniem walczy o największe ideały ludzkości: honor i wolność, walczy tak zdecydowanie jak walczyli zawsze w historii narodu słowackiego w podobnych okolicznościach prawdziwi Słowacy. Nie jest możliwe ugruntować w sposób trwały wolność narodu słowackiego i zabezpieczyć jego szczęśliwą przyszłość środkami i polityką, których najwięksi nasi synowie i męczennicy narodowi z przeszłości musieliby się wstydzić.

Gest Szathmáry'ego wiele znaczył, nawet jeśli honor nie był najbardziej pożądaną wartością w ówczesnej europejskiej dyplomacji. A jednak, w ślad za słowackim przyjacielem Polski poszedł jego kolega "po fachu" - konsul generalny w Londynie Milan Harminc. Jemu także nie było po drodze z duchownym, który porozumiał się z Hitlerem.

Polacy nie pozostali dłużni, odwdzięczyli się pomagając w przerzucie słowackiego ambasadora przez Rumunię do Francji. W ojczyźnie, współpracującej z III Rzeszą, nie był już mile widziany.

Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl

Dział Historia od teraz także na Facebooku! Polub nas!