
Wiesław Kasprowicz to szef firmy budowlanej ze Śląska. Od roku szuka pracowników, nawet bez kwalifikacji, którym chce zapłacić ponad 2 tys. złotych na rękę. Chętnych jednak nie ma. – Poziom bezrobocia u nas to jedna wielka fikcja. Nikt nie odpowiada na oferty z urzędu pracy. Jedną osobę zatrudniliśmy, to przyszła do roboty pijana – mówi w rozmowie z naTemat.
REKLAMA
Jest pan szefem firmy budowlanej. Jakich pracowników i gdzie pan szuka?
To jest wyspecjalizowana część budownictwa, zajmująca się produkcją i montażem urządzeń w obiektach przemysłowych. Szukam pracowników dwojakiego rodzaju: bez kwalifikacji albo z niskimi kwalifikacjami oraz kadry wyższego szczebla. Najczęściej zwracam się do urzędu pracy, daję ogłoszenia, szukam pocztą pantoflową…
Napisał pan u nas w komentarzu: “Potrzebuję ludzi do pracy na umowach o pracę, z ubezpieczeniami urlopami itd. Na ogłoszenie w PUP odpowiedziały jak na razie 2 osoby…”. Te ogłoszenia dotyczą pracowników bez kwalifikacji?
Tak. Powiem panu, że od roku co jakiś czas powtarzam takie ogłoszenia do Urzędu Pracy. Z marnymi wynikami. Ostatnio dałem tydzień temu. Do tej pory rzeczywiście zgłosiły się dwie osoby, z czego jedna nadawała się do zatrudnienia. Przy poprzednim ogłoszeniu przyszły trzy osoby. Jedną z tych osób wybraliśmy, przeszkoliliśmy z BHP, ubraliśmy, zbadaliśmy, czy się nadaje do pracy. Po czym ona w pierwszym dniu przyszła do roboty pijana. Taką mamy sytuację na dzień dzisiejszy. Nie ma kogo zatrudniać.
Napisał pan, że u pana w powiecie 14 tys. osób zarejestrowało się jako bezrobotni. Jak pan tłumaczy sobie to, że niemal nikt nie chce podjąć pracy?
Napisał pan, że u pana w powiecie 14 tys. osób zarejestrowało się jako bezrobotni. Jak pan tłumaczy sobie to, że niemal nikt nie chce podjąć pracy?
Nie tylko u nas jest taka sytuacja. Rozmawiam z przedsiębiorcami, nie tylko z branży budowlanej, i mają podobne wnioski. Ten poziom bezrobocia to jedna wielka fikcja. Właściwie oznacza, że urzędy pracy są instytucjami do odnotowywania bezrobocia i ewentualnie produkowania ankiet statystycznych. Urzędy zawodzą. Absurd goni absurd. Jedna, charakterystyczna historia – w jednym z urzędów zorganizowano kurs na kierowcę kategorii C. Urząd to opłacił, ale nikt nie pomyślał o tym, że kierowca, który ma kategorię C, żeby móc zostać zatrudnionym, musi przejść kurs kwalifikacyjny, który kosztuje wielokrotnie więcej. Pieniądze wydane przez urząd idą więc w błoto.
No dobrze, ale być może po prostu słabo pan płaci i dlatego nie przychodzą…
No dobrze, ale być może po prostu słabo pan płaci i dlatego nie przychodzą…
To jest pensja podstawowa dla tej grupy zawodowej. Czyli około 2 tys. złotych plus pieniądze, które wynikają z premii akordowej. Jeśli nie pracujemy, dostajemy podstawową pensję. Jeśli mamy pracę, jest premia. Dodatkowo nie jest to praca nadmiernie uciążliwa. To jest montaż lekkich elementów na dachach budynków przemysłowych.
Czyli może wykonywać ją każdy?
Czyli może wykonywać ją każdy?
Tak, bo ci ludzie, którzy do nas przychodzą, są do tej pracy u nas szkoleni. To nie jest wylewanie fundamentów czy coś skomplikowanego. Praktycznie każdy może to robić. No ale, jak wspomniałem, nikt się nie zgłasza.
To jak pan patrzy na tych zarejestrowanych bezrobotnych? Nie chce im się?
To jak pan patrzy na tych zarejestrowanych bezrobotnych? Nie chce im się?
Powiem tak. Ja od 25 lat prowadzę działalność gospodarczą, a zatrudniam w tej chwili 50 osób. Mam doświadczenie, jeśli chodzi o obserwacje rynku pracy. Dzielę tych bezrobotnych na kilka grup. Po pierwsze, to są osoby długotrwale bezrobotne, które po prostu nie zamierzają pracować. Druga grupa to ludzie, którzy pracują na czarno bądź wykonują prace bez zarejestrowania firmy na rynku. Kafelkują, malują i tak dalej. Trzecia część to ci, którzy często mają duże wymagania. Takie, którym pracodawca po prostu nie jest w stanie sprostać. No i jest też grupa cwaniaków. Zatrudniliśmy kiedyś na okres próbny młodego pracownika, który po miesiącu uciekł na L4. Z trzech miesięcy przepracował tylko jeden. Oczywiście nie było mowy o dłuższym zatrudnieniu.
Napisał pan też w komentarzu naTemat, że zastanawia się, “skąd się bierze taka nienawiść do pracodawców i posądzenia ich o wyzysk”. No właśnie – skąd?
Napisał pan też w komentarzu naTemat, że zastanawia się, “skąd się bierze taka nienawiść do pracodawców i posądzenia ich o wyzysk”. No właśnie – skąd?
Nie mogę znaleźć odpowiedzi. Jest część przedsiębiorstw, gdzie pracodawcy postępują nieetycznie, ale one długo nie trwają. Bo ludzie albo tracą cierpliwość i odchodzą, albo warunki ekonomiczne je niszczą. Myślę, że taka opinia w dużej mierze bierze się z wypowiedzi polityków. To oni przedstawiają nas jako wyzyskiwaczy. Tymczasem 80 proc. PKB to robota małych i średnich przedsiębiorstw.
Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl
