Na łamach lokalnej gazet padło podejrzenie, że prezydent faworyzuje swoich bliskich współpracowników i dodatkowo ich  wynagradza.
Na łamach lokalnej gazet padło podejrzenie, że prezydent faworyzuje swoich bliskich współpracowników i dodatkowo ich wynagradza. Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta

Robert Biedroń, prezydent Słupska, zapowiadał rewolucję w mieście i ostre zaciskanie pasa. Odchudzanie miejskiej kasy odczuli sami urzędnicy. Okazuje się jednak, że chyba nie wszystkim obcięto pensje - jak donosi "Głos Pomorza" w górę poszły zarobki asystenta Biedronia, co w mig podchwycili krytycy prezydenta. Z nieoficjalnych na razie informacji wynika, że ci, którzy trzymają z Biedroniem, mogą liczyć na dodatkowe korzyści finansowe.

REKLAMA
Biedroń rozdaje pieniądze "swoim"?
Jedyną osobą, która na razie potwierdziła, że dostała pokaźniejsze uposażenie jest asystent Roberta Biedronia – Igor Nizio. Jak sam tłumaczy, podwyżki nie dostał jednak ze względu na bliskie relacje z prezydentem, ale w związku z większa ilością zadań do wykonania w nadchodzących miesiącach.
– Otrzymałem dodatek specjalny w wysokości około tysiąca złotych. Został mi przyznany na dwa miesiące. Konkretnie na sierpień i wrzesień w związku z dodatkowymi obowiązkami. Chodzi o moją pracę nad stworzeniem nowej strony internetowej urzędu. Nie jest prawdą, że zarabiam 4,5 tys. zł. Ile? Nie powiem, ale dużo mniej – zapewnia Nizio w rozmowie z dziennikarzem "Głosu Pomorza".
W słupskiej radzie miejskiej informacje o rzekomych podwyżkach od prezydenta rozeszły się błyskawicznie, a jeden z miejskich rajców już zapowiedział w tej sprawie interpelację. Robert Kujawski z klubu PiS uważa, że nawet jeśli miasto zaoszczędziło na polityce Biedronia, to dodatkowe pieniądze powinny pójść do miejskiej kasy, a nie na konta urzędników.
Słupsk na skraju bankructwa
Sytuacja finansowa Słupska, mimo pomocy premier Ewy Kopacz, która przekazała do ratusza 4, 5 mln zł, nadal nie jest sielankowa, a miasto ciągle jest raczej bliższe bankructwa niż wyjścia na finansową prostą. Słupsk jest zadłużony na 270 mln zł. Przed objęciem urzędu prezydenta miasta Biedroń wielokrotnie podkreślał, że znajdzie oszczędności, a Słupsk z nim w roli włodarza ustabilizuje swoją sytuację finansową. Zaczął nawet spełniać swoje obietnice - poobcinał pensje w miejskich spółkach, ograniczył budżet straży miejskiej i zmniejszył liczbę etatów w ratuszu.
Co na to mieszkańcy Słupska? Jedni domagają się wyjaśnienia w sprawie podejrzenia o podwyżkach dla współpracownika Biedronia, inni nie wierzą, a jeszcze inni już zawyrokowali i uznali, że prezydent nie wywiązuje się ze swoich obietnic i faworyzuje bliskie sobie środowisko. "Jednym się odbiera, tym bliżej Biedronia zaś dodaje", "Robercie Biedroniu! Już niedługo zostaniesz odwołany w referendum i pożegnasz się z posadką! Dosyć przyznawania premii i prezentów dla świty!", "Biedroń chciał się pobawić w rządzenie ....tylko dlaczego w naszym mieście?" - to tylko część komentarzy mieszkańców rozczarowanych polityką prezydenta Biedronia.
Na szczęście dla Biedronia, tych pozytywnych, dotyczących jego działalności, jest ciągle więcej.
źródło: Głos Pomorza