Paweł Kukiz, główny inicjator referendum, tłumaczy jego porażkę.
Paweł Kukiz, główny inicjator referendum, tłumaczy jego porażkę. Fot. Michal Łepecki / Agencja Gazeta

Paweł Kukiz, do niedawna jeszcze jeden z głównych faworytów do budowy w Sejmie silnego ugrupowania politycznego, zabrał głos w sprawie niedzielnego referendum. Skrytykował partie, które - jego zdaniem - odpowiednio nie zachęcały do udziału w głosowaniu.

REKLAMA
Według Kukiza, który w wiosennych wyborach prezydenckich zdobył niespodziewanie trzecie miejsce z pokaźnym kapitałem 20 proc. głosów, przed referendum m.in. w sprawie JOW-ów - do którego przeprowadzenia nawoływał - nie spełniono podstawowego kryterium obywatelskości. A takim według muzyka było informowanie przez poszczególne siły polityczne o niedzielnym głosowaniu.
Tymczasem - podkreślił Kukiz - partie były zainteresowane tylko "obrzydzaniem" inicjatywy, za którą on od dawna lobbuje. W jego przekonaniu, JOW-y zostały wrzucone w bezwzględną machinę gry politycznej.
– Po pierwsze, gdyby mówiono o referendum tak wiele przed głosowaniem, jak jest mówione dzisiaj po referendum, to może byłby inny wynik, większa frekwencja. Z całą pewnością przez ostatnie dwa miesiące mówiło się o referendum w kontekście czegoś złego, hejtowało się to wydarzenie – tłumaczył muzyk, który każe o sobie mówić "wojownik" (od JOW-ów właśnie).
Niska frekwencja w czasie referendum - i, co za tym idzie, spore prawdopodobieństwo ich unieważnienia - nie było zaskoczeniem d;a wielu komentatorów życia politycznego. – Wszyscy, którzy śledzą debatę publiczną nie mieli wątpliwości, że referendum ws. JOW i finansowania partii będzie nieważne. Ale rozmiary tej porażki są porażające - według wstępnych danych frekwencja nie przekroczyła 10 proc. Winni temu są Paweł Kukiz - główny orędownik referendum i Bronisław Komorowski, który po przegraniu pierwszej tury uległ jego presji i rozpisał głosowanie - pisaliśmy wczoraj w naTemat.
Źródło: TVP Info