
Większość komentarzy dotyczących niedzielnego referendum nie pozostawia na jego inicjatorze Bronisławie Komorowskim -przysłowiowej "suchej nitki". – Żałosna frekwencja to nie porażka, tylko zwycięstwo zdrowego rozsądku - ocenił Paweł Stasiński z "Gazety Wyborczej", jeden z gości telewizyjnego studia w TVN24.
REKLAMA
W jego opinii, inicjatywa głosowania m.in. ws. JOW-ów i zniesienia finansowania partii wyborczych w ogóle była pozbawiona sensu. Można ją rozpatrywać tylko z punktu widzenia taktyki wyborczej Komorowskiego, który podejmując decyzję o rozpisaniu referendum, liczył jeszcze na zachowanie prezydentury.
To właśnie urzędująca jeszcze wówczas głowa państwa - zdaniem Pawła Lisickiego z "Do Rzeczy" - ponosi główną odpowiedzialną za referendum, które okazało się "nieudanym eksperymentem".
Z obu rozmówcami zgodził się Paweł Żakowski, publicysta "Polityki". Dla niego - jak tłumaczył - "problemem jest mechanizm, który doprowadził do tego, że to referendum jest złe, źle pomyślane, źle zaprojektowane".
Komorowskiego dostało się także od polityków. Jarosław Gowin przypomniał, że byłemu już prezydentowi udała się "niebywała sztuka" - jako jedyny z głów państwa na świecie przegrał trzy tury wyborcze - dwie prezydenckie i jedną referendalną. Roman Giertych próbował co prawda tłumaczyć błędną decyzję o głosowaniu zbędnymi emocjami, ale Marek Sawicki przyznał otwarcie, że inicjatywa była tylko bezsensownym marnowaniem pieniędzy.
– Właśnie skończyło się referendum, o którym właściwie wszyscy zapomnieli. Widać to szczególnie po frekwencji, która nie przekroczyła 10 proc. (szacunkowe dane komentatorów). Tym samym 100 mln zł zostało wyrzucone w błoto. W skali całego budżetu to nie wielka kwota, są większe marnotrawstwa, które powinno się wyplenić, ale jednak można było te pieniądze wykorzystać lepiej – podkreślił na łamach naTemat Kamil Sikora.
Źródło: TVN24
