Te historie udowadniają, że nie zna życia ten, kto nigdy nie pracował w gastronomii

Nie zna życia ten, kto nigdy nie pracował w gastronomii
Nie zna życia ten, kto nigdy nie pracował w gastronomii Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Ktoś, kto nigdy nie pracował w gastronomii, z pewnością nie poznał życia w pełni. Wiedzą o tym ci, którzy mają takie doświadczenie za sobą. Obsługa klienta (każdego!) potrafi napsuć sporo krwi, a poziom absurdu z jakim czasem przychodzi się mierzyć, wykracza poza granice rozumu. W końcu każdego dnia bary, restauracje i kawiarnie są odwiedzane przez setki różnych ludzi, o odmiennych przyzwyczajeniach i różnych temperamentach. Oto kilka historii, które pokazują, że praca w gastronomii bywa prawdziwą jazdą po bandzie.


1. Obrona oblężonej twierdzy

Przypominam sobie historię z własnego doświadczenia. Był to dokładnie 15 sierpnia - święto Wojska Polskiego. Akurat pracowałem w kawiarni niedaleko Alei Ujazdowskich, na których właśnie tego dnia odbywała się parada z udziałem armii. Przez cały ranek i przedpołudnie panował spokój. Do momentu aż skończyła się parada.


Nagle, ni stąd ni zowąd tłum ludzi wyrósł przed kawiarnią. Kolejka wystawała kilkanaście metrów poza lokal. Przez następne 3 godziny nie zmniejszyła się nawet o metr. Ludzie napływali w takim tempie, że nie sposób było nadążyć. Oprócz mnie były jeszcze dwie inne osoby na zmianie, z czego jedna musiała udać się na zmywak, by było w ogóle na czym podać zamówienia.


Tymczasem bar wyglądał jak oblężona twierdza, którą dwóch niedobitków broni ostatkiem sił. Zamówienia napływały z każdej strony. Klienci życzyli sobie głównie koktajli i mrożonej kawy (był upał, klienci byli z dziećmi), których przygotowanie trwało najdłużej. Nie wiadomo było w co włożyć ręce, od czego zacząć, co komu podać. Zupełny chaos. Gdy skończyłem zmianę, ledwo stałem na nogach.


A teraz proszę sobie wyobrazić, że w każdej restauracji, kawiarni czy barze, w godzinach największego ruchu ilość pracy jest porównywalna. Albo i większa. Zresztą podam kolejny przykład.

2. Kelnerki do zadań specjalnych

Pewna restauracja serwowała zestawy śniadaniowe. Ponieważ szef oszczędzał na wypłatach, a obsługa sali zarabiała mniej niż kucharze, to ci przychodzili do pracy 3 godziny po otwarciu (żeby nie generować kosztów). Przez te trzy godziny w restauracji były tylko 2 kelnerki – jedna biegała po sali i przygotowywała napoje na barze, zajmując się przy okazji zmywakiem, a druga smażyła w kuchni bekon, jajka i tosty, drugą ręką mieszając sosy. Knajpa serwowała również śniadania dla turystów z voucherami, więc poza tym musiała przygotować około 30 (słownie: trzydzieści) talerzy z wędliną, serem, sałatką itp.

3. Nie przeszkadzać: ćpam

Kawiarnia, 21.30. Półtorej godziny przed zamknięciem lokalu. Do środka wchodzi kobieta, ubrana dość schludnie i normalnie. – Było jednak widać, że jest z nią coś nie tak – opowiada Karolina, która akurat wtedy była na zmianie. Kobieta spytała czy może skorzystać z toalety. – Zupełnie nie wiem dlaczego, ale się zgodziłam. I to był niestety ogromny błąd. – przyznaje baristka.

Kobieta zamknęła się bowiem w toalecie i nie opuszczała jej przez następne 2 godziny. – Wołaliśmy do niej, mówiliśmy żeby wyszła, bo zamykamy już lokal, ale ona nie odpowiadała. A słyszeliśmy, że coś robi, że się porusza. Dlatego też nie wzywaliśmy policji. – mówi Karolina. Po następnych paru minutach kobieta w końcu otworzyła drzwi i opuściła lokal. Jednak to, co po sobie zostawiła było mocno przerażające. – Znaleźliśmy kilka strzykawek, chyba po heroinie. To była jakaś narkomanka. Wstrzykiwała sobie coś w żyły w naszej kawiarnianej łazience.

4. W oparach absurdu

Praca w gastronomii uczy także ogromnej cierpliwości i pokory. Klienci lokali gastronomicznych bywają bowiem bardzo różni. Czasami ich zachowanie jest tak absurdalne i niedorzeczne, że właściwie na dobrą sprawę trudno na nie jakkolwiek zareagować. Przykład z jednego z forów: Upalny letni dzień, restauracja sushi. Z pobliskiego parku dobiega swojska muzyka. Festyn trwa w najlepsze. Wszyscy kelnerzy uwijają się dwa razy szybciej niż zawsze. W pewnej chwili otwierają się drzwi i do restauracji wchodzi starszy pan ubrany we flanelową koszulę w kratę i gumiaki do kolan. W ręku trzyma zardzewiałe wiadro. "Przepraszam bardzo, a czy wodę dla konia to dostanę?"

Restauracja nad jeziorem, wietrzny dzień, głośne fale. Grupka czterech starszych kobiet. – Przepraszam, czy mogłaby Pani wyciszyć jakoś to jezioro? Nie możemy rozmawiać!

5. Wybuchająca toaleta

Jedna z użytkowniczek forum opowiada o swojej pracy w pewnym klubie. – Szefowie niespecjalnie przejmowali się, gdy zgłaszałyśmy problemy z kanalizacją czy wodą przeciekającą przez wywietrznik w ścianie. – pisze. Jak można się domyślić niewielki problem z nieszczelną kanalizacją, w krótkim czasie zmienił się w zupełną katastrofę. – W trakcie jednej z imprez nagle wybuchła toaleta, a woda sięgała po kostki. Jedna koleżanka musiała ogarniać cały bar, salę, szatnię i przynoszenie dań z kuchni, podczas gdy reszta obsługi wraz z szefem i dziewczyną, która była już po pracy, zbierała kubkami wodę do wiadra.

6. Kawa i wpi****l do tego

Inna, dość zabawna historia, która mogła skończyć się przykro.

Był wieczór, 15 minut przed zamknięciem lokalu. Jak to najczęściej bywa, obsługa danego miejsca jeśli nie ma zbyt dużego ruchu pod wieczór, pozwala sobie te kilka minut wcześniej zacząć składać ogródek. I właśnie to postanowił zrobić Tomek.

– Wychodzę jak gdyby nigdy nic na zewnątrz z zamiarem złożenia stolików i krzeseł, gdy nagle staję jak wryty. Przy jednym ze stolików siedzi kilku żuli, popija piwko, gra w karty i prowadzi zażartą dysputę. Na ten widok dosłownie oniemiałem – wspomina Tomek. – Podchodzę więc do nich i grzecznie proszę, aby sobie poszli, bo już zamykamy lokal. A oni na to do mnie, żebym spie*****ł. Powtarzam więc bardziej stanowczo, że już zamykamy. A ci szanowni dżentelmeni na to, że jak nie pójdę to dostanę wpi****l. I zaczynają wstawać. Odpuściłem.

Tomek wrócił do środka, ale od razu udał się do ochrony budynku, w którym zlokalizowana była jego knajpa. Na szczęście był to biurowiec, w którym mieściły się dość poważne firmy, toteż ochroniarze byli nieźle wyszkolonymi „byczkami”. – A jako że nie raz po zmianie podrzucaliśmy im darmową kawę czy ciastko, których nie chcieliśmy wyrzucać, to mieliśmy z nimi bardzo dobre stosunki – mówi Tomek. – Poprosiliśmy ich więc żeby pogadali po swojemu z żulikami i ich wyprosili z ogródka. Raz dwa i panów nie było, a my mogliśmy spokojnie zająć się zamykaniem lokalu.

7. Małomiejski barman

Kto był na imprezie w mniejszym mieście, wie co tam może się dziać. Bartek, mój rozmówca, pracował właśnie w jednym z popularnych klubów w takim miasteczku. W weekendy zjeżdżały się do niego osoby z okolicznych wiosek. Obowiązkowym elementem każdego wieczoru była bójka - było tylko kwestią czasu kiedy wybuchnie. Stwarza to już więc pewien obraz towarzystwa jakie tam przychodziło i jakie trzeba było obsługiwać cały wieczór. Oczywiście wraz ze zwiększającą się liczbą promili we krwi było tylko gorzej.

– Zawsze wpadało kilku lokalnych "gangsterów", którzy myśleli, że wszystko im się należy. Wielcy, więksi ode mnie, wtedy 19-letniego chłopaka, o trzy razy. Nie zamawiali, żądali, płacić nie chcieli, więc każde zamówienie było festiwalem negocjacji. Wywalić takiego nie wywalisz, bo to koledzy ochroniarzy. Mała mieścina, więc i wszyscy się znają. I tak w kółko – odpowiada Bartek.

Co było, gdy nie chciał dawać "na kreskę"? – Gdyby wszystkie groźby się wtedy spełniły, nie mógłbym ci chyba tego teraz opowiadać – mówi rozbawiony. Momentem kulminacyjnym było, gdy jeden z nich w dniu, gdy odbywał się miejski festyn, wyciągnął pistolet na kulki i widząc mnie za nalewakiem stojącym przed barem, krzyknął "aaa, to ty!" i zaczął strzelać kulkami – dodaje.

Ile knajp tyle historii i oczywiście można by je mnożyć w nieskończoność. Niektóre bywają zabawne, inne nieco przerażają, a jeszcze inne obrzydzają. Wszystkie mają jednak ze sobą wiele wspólnego, zwłaszcza jeśli przeżyje się je na własnej skórze – uczą szacunku do zawodu kelnera czy baristy.

Inne zabawne anegdoty z życia pracowników gastronomii można znaleźć na Nie znasz życia, jeżeli nie pracowałeś w gastro.

Napisz do autora: jakub.rusak@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...