
W Łodzi powstaje pierwsze od lat żydowskie przedszkole. Jego założycielka, Miriam Szychowska, uważa, że ma szansę zmienić podejście Polaków do edukacji, która nie musi wiązać się z religią. Ale czym właściwie różni się przedszkole żydowskie od "zwykłego"?
REKLAMA
Pomysł na żydowskie przedszkole "Matanel" powstał pół roku temu w Izraelu. Szychowska, żona rabina, wiedziała, że w Łodzi, do której się sprowadzi, nie ma miejsca, gdzie jej dzieci mogłyby poznawać żydowską kulturę. Zdawała sobie sprawę, że podobnych rodzin jest więcej. Dzięki wsparciu gminy otworzyła placówkę.
– Na razie mamy same żydowskie dzieci – opowiada w rozmowie z nami. – Jesteśmy jednak otwarci i na te z zewnątrz. Oczywiście, jeśli ich rodzice zaakceptują nasze warunki. Oznacza to, że przedszkole ma religijny profil, a więc jego podopieczni będą m.in. uczyć się języka hebrajskiego, poznawać i brać udział w świętach czy odwiedzać synagogi. – To jednak nie przeszkadza mniej religijnym Żydom, dlatego sądzę, że nie będzie przeszkadzać również nie-Żydom – tłumaczy Szychowska.
Na pytanie, co z katolickimi przedszkolakami, odpowiada, że nie przewiduje dla nich alternatywy w postaci spotkań z księdzem czy obchodzenia Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Według założycielki, takich miejsc nie brakuje - to, czego nie ma jednak w Łodzi, jak i w większości polskich miast, jest edukacja nie mająca nic wspólnego z katolicyzmem i tradycją, którą katolicyzm w Polsce mocno zakorzenił.
– Pytanie do rodziców po co chcą posłać dziecko do naszego przedszkola - na czym im zależy? Czy powodem jest to, że znajdujemy się w centrum i jesteśmy stosunkowo tani czy właśnie atrakcyjny będzie nasz profil. Jeżeli to pierwsze, to na wstępie można się pożegnać. Współpraca się nie uda – tłumaczy. – Jeżeli ktoś zrozumie i zaakceptuje, że jesteśmy przedszkolem żydowskim, w związku z czym uczymy się o niewoli egipskiej i poznajemy takie słowa jak szofar, chupa czy talit, to serdecznie zapraszamy każdego.
Zaprosimy matki, by posłuchały o tym jak wychowuje się dzieci w innym systemie kulturowym lub małżeństwa, którym można pokazać inne podejście do intymności. Judaizm naprawdę ma wiele do zaoferowania nie-żydom.
– Długo prowadziłam projekt edukacyjny. Chodziłam do różnych szkół. Miałam doświadczenie z różnymi dzieciakami. To było fantastyczne! – opowiada. – Dzieciaki mają ciekawe pytania. Nie mają w głowach jeszcze tylu bzdur. Nikt jeszcze nie wpoił im mylnych opinii. Były zachwycone tym, że słowo „żyd” nie jest przekleństwem, a Gwiazda Dawida to część flagi Izraela, a nie tylko obraźliwy napis na murze.
Szychowska chciałaby wpłynąć na myślenie szerszej grupy społecznej i rozpocząć swoim projektem dyskusję. Ma bowiem wrażenie, że ludzie idą na łatwiznę i nie myślą o tym, że każdy niezależnie od wieku jest chłonny jak gąbka . – Zainteresowanie Żydami jest i będzie. I to bardzo dobrze. Uważam, że im więcej wiemy o tym co się dzieje dookoła nas, o tym co było zanim się pojawiliśmy i o tym kim są inni obok, tym bardziej jesteśmy świadomi, kim sami jesteśmy.
Oficjalne otwarcie przedszkola przewiduje na początek listopada. Miriam Szychowska przekonuje, że różni się tym, iż przedstawia inne spojrzenie na świat i inną religię, którego na pewno nie ma w Łodzi. Cena za takie atrakcje to 400 zł miesięcznie.
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
