
O wystawnym wypoczynku Piotr Dudy, szefa "Solidarności" zrobiło się głośno za sprawą publikacji "Newsweeka". Dziennikarze w dwóch publikacjach na ten temat dowodzili, że szef związków zawodowych najprawdopodobniej nadużywa swojej władzy. W należącym do "Solidarności" Hotelu Bałtyk Piotr Duda miał czuć się jak u siebie: w większości przypadków nie płacił za swój pobyt, a na do widzenia dostawał wałówkę od pracowników. Teraz w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" po raz kolejny próbuje się z tego tłumaczyć, a publikacje "Newsweeka" nazywa "mafijnymi".
Więcej solidarności w "Solidarności" Piotr Duda uważa, że zarzuty pod jego adresem, które pojawiły się w artykułach tygodnika, skonsolidowały szeregi "Solidarności", a sami związkowcy stoją murem za swoich szefem. – Po tym artykule jeszcze bardziej widać solidarność w związku. Nikt nie wierzy w te brednie. Sprawa skończy się w sądzie. Te publikacje mają podtekst szerszy niż tylko polityczny. Można go nazwać wręcz mafijnym.
Przewodniczący "Solidarności" już zapowiedział, że będzie dochodził swoich praw w sądzie, który rozstrzygnie, czy autorzy artykułów o Dudzie mieli rację. Jak przyznaje, nie będzie łatwo odciąć się od negatywnych komentarzy i spekulacji, jakie stały się pokłosiem głośnej publikacji tygodnika. – Nie chciałbym być w skórze redaktorów Lisa, Cieśli i Krzymowskiego. Nierzetelność dziennikarska to mało powiedziane w tym przypadku. Jest mi przykro, tak po ludzku. W sprawie rewelacji „Newsweeka" nie będę się tłumaczył. Będę bronił swojego dobrego imienia w sądzie – mówi.
Sugeruje też, że źródłem dziennikarzy w tym wypadku mogły być mało wiarygodne osoby. – Nie wiem, czy to tygodnik wykorzystał do swoich celów informatorów, czy to informatorzy tracący wielomilionowy kontrakt wykorzystali „Newsweeka". Wyjaśni to sąd. Ale wiadomo – artykuł pisze się szybko, a sądy działają latami. Długo potrwa, aż uwolnimy się od błota, którym nas obrzucono – twierdzi Duda.
"Solidarność" od polityki trzyma się z daleka Duda w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" podkreślił, że "Solidarność" jest apolityczna i jako taka, nie będzie się mieszać do kampanii wyborczej. Szef "Solidarności" ochoczo jednak na łamach gazety krytykuje premier Ewę Kopacz i podpowiada, że przydałaby się jej wizyta na kozetce u psychologa. – Wiele osób teraz korzysta z usług psychologa. Nie ma w tym nic złego. Pani premier też nie zaszkodzi.
Takiej rady przewodniczący związków zawodowych dla kandydatki PiS na premiera już nie ma. Zapewnia za to, że w przeciwieństwie do premier Kopacz, z posłanką PO "Solidarności" zdecydowanie bardziej mu po drodze. Beata Szydło według Dudy jest: "prospołeczna, prozwiązkowa, proobywatelska i za pracownikami".
Mimo tego, że w kampanii prezydenckiej Duda wsparł kandydata PiS Andrzeja Dudę, to szef "S"oficjalnie i otwarcie nie przyznaje się do politycznych sympatii. Zaangażowanie Piotra Dudy w politykę niektórych mierzi, ale on sam nie ma sobie nic do zarzucenia i odcina się od powiązań z Jarosławem Kaczyńskim. – Ja nad prezesem PiS parasola trzymać nie będę. W rządach tej partii też mi się nie wszystko podobało. Gdyby nie prezydent Kaczyński, nie wiadomo, czy byśmy za rządów PiS nie wyszli na ulicę. (...) – mówi. I zapowiada, że PiS nie może liczyć na żadną taryfę ulgową. –Jak po jesieni PiS u władzy nie będzie słuchał ludzi pracy, to wyjdziemy na ulice.
O ile Duda pokazuje twarde stanowisko wobec PiS i prezesa Kaczyńskiego, to już zupełnie otwarcie przyznaje, że prezydent Lech Kaczyński, był dla niego kimś wyjątkowym. – Był związkowcem. Współtworzył „Solidarność" obok Wałęsy, Borusewicza. Lech Kaczyński był mi jak starszy brat, którego nigdy nie miałem. Takiego starszego brata zawsze chciałem mieć.
Źródło: Rzeczpospolita
