Marek Roleski - biznesmen, którego firma jest liderem produkcji keczupów, musztard, koncentratów, sosów majonezowych
Marek Roleski - biznesmen, którego firma jest liderem produkcji keczupów, musztard, koncentratów, sosów majonezowych Mat. prasowe

Marek Roleski jest znany z tego, że ma cięty język, robi jedne z najlepszych ketchupów i musztard w kraju oraz jest sprawnym biznesmenem zarządzającym rodzinną firmą. W kolejnym wywiadzie, którego udzielił portalowi Forsal.pl potwierdza wszystko, co wiedzieliśmy o nim wcześniej. Atakuje Warszawę i twierdzi, że Polacy nie osiągają często sukcesu, ponieważ po drodze gubi ich roszczeniowa postawa.

REKLAMA
Według właściciela europejskiego potentata w produkowaniu ketchupu i majonezu, Polska nie jest krajem przychylnym tym, którzy są zorientowani na robienie kariery. Jego zdaniem, Polska "niby jest demokratyczna, ale taka jakaś obca i bez empatii". – Wielu młodych czuje, że ma potencjał, by odnieść sukces tutaj. Nie znajduje jednak na to przestrzeni społecznej i emigruje mając żal do rodzinnego kraju.
Z jednej strony mamy niesprzyjające państwo, ale z drugiej - jak zauważa Roleski - ludzie, którzy marzą o tym, żeby wyrobić sobie pozycję i osiągnąć zadowalający status materialny, często zaczynają od złej strony. Zamiast zaangażowania i poświęcenia, ich pracodawca widzi wiecznie wyciągniętą rękę po więcej.
– I nie chodzi mi tu o ludzi bardzo młodych. Dostrzegam coraz więcej czterdziestolatków, pięćdziesięciolatków z postawą „daj”. Otacza ich zewsząd dobrobyt, więc też chcieliby w nim uczestniczyć. Nie mają jednak cierpliwości i na pewno nie akceptują wewnętrznie starej prawdy, że nie daje się nigdy uzyskać wszystkiego na raz. Jeśli młodzi nie będą mieć mocnych, pozytywnych wzorów i dobrych doświadczeń, sami mogą przyjąć taką postawę – mówi Roleski.
Warszawa nie jest pępkiem świata
Właściciel firmy Roleski zwraca uwagę na panujący "warszawocentryzm". Stolica, jego zdaniem, jest przereklamowana i wbrew powszechnemu mniemaniu, wcale nie jest jedynym miejscem, w którym można robić biznes.
– Trochę mnie denerwuje podejście, że biznes prowadzony z perspektywy Warszawy jest lepszy. Wielu chciałoby mieszkać i prowadzić interesy w mieście, na które składał się kiedyś cały naród, odbudowując swój niezwykły symbol odwagi i trwania przy wartościach. I przenoszą się do Warszawy. A co dalej? W zakorkowanym mieście żyje się coraz trudniej, a gonitwa i rywalizacja zabijają naturalną ludzką życzliwość – mówi Roleski.
Roleski uważa, że prowadzenie biznesu w większych miastach często sprowadza się do naginania ogólnie przyjętych zasad. "Wydaje się, że więcej wolno, że wolno na przykład relatywizować zasady. Że „cwaniactwo” może być uznane za dopuszczalną metodą prowadzenia biznesu. Że dobre mniemanie o sobie zastąpi profesjonalizm. Taka jest w ogóle natura wielkich miast, szczególnie miast młodych, w których koncentrują się ogromne interesy i do których spływają zewsząd ludzie o różnej kulturze" – zauważył.
Obrywa się nie tylko stolicy, ale i urzędnikom, którzy zamiast dopingować przedsiębiorców, często stają się hamulcowymi dla biznesu. – Urzędnicy przeszkadzają, a gdybym prowadził biznes w Warszawie, przeszkadzaliby jeszcze bardziej. Dziś faktycznie nie mam już z nimi tak wielu problemów, bo firma jest duża, więc nie tak łatwo nam dokuczyć. Jestem jednak przekonany, że gdyby chcieli, od razu by to zrobili. Jestem poza tym zdruzgotany tym, jak trudno dziś w naszym kraju stworzyć dobre prawo i jak łatwo zniszczyć prawo dobre – mówi Roleski.
Tutaj możesz przeczytać także nasz wywiad z Markiem Roleskim.[/url][/i]
Źródło: Forsal.pl