Awantura o aukcję LTE. Operatorzy chcieli przeciągać ją w nieskończoność, teraz protestują przeciwko szybkiej decyzji ministra Halickiego
Awantura o aukcję LTE. Operatorzy chcieli przeciągać ją w nieskończoność, teraz protestują przeciwko szybkiej decyzji ministra Halickiego Fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Coraz mniej osób czyta prasę, ale te które czytają zapewne zwróciły dziś uwagę na "Ogłoszenie płatne" opublikowane za niemałe pieniądze w największych dziennikach. W ogłoszeniu tym dwaj operatorzy telekomunikacyjni wywołują do tablicy najważniejsze osoby w państwie i apelują o powstrzymanie "psucia prawa". Chodzi o aukcję na częstotliwości LTE. Wszystko wskazuje na to, że Plus i Play chcieli przedłużać ją w nieskończoność. Gdy minister Andrzej Halicki postanowił przeciąć to przeciąganie, operatorzy wpadli w histerię.

REKLAMA
Ogłoszenie znajduje się na trzeciej stronie Gazety Wyborczej:
logo
Kuriozalne argumenty
Plus i Play twierdzą w ogłoszeniu, że przyspieszenie zakończenia aukcji zagraża rozwojowi rynku telekomunikacyjnego. To kuriozalny argument, bo rozwojowi rynku bardziej zagraża przeciąganie aukcji w nieskończoność. Na rozdysponowanie częstotliwości LTE czekamy od lat. Jesteśmy spóźnieni co najmniej o 24 miesiące w porównaniu z Unią Europejską. Do aukcji stanęło 6 firm, w tym najwięksi operatorzy w kraju: T-Mobile, Play (P4), Orange i Plus (Polkomtel). UKE podkreślało, że zależy mu na jak najszybszym rozdysponowaniu pasm, podobnie rządowi - wpływy do budżetu z aukcji szacowano na 1,8 mld złotych.
Dopiero później okazało się, że w sposobie licytacji jest pewna luka – dzięki której Polkomtel mógłby sprawić, że proces będzie się ciągnąć w nieskończoność, gdyby licytacja szła nie po myśli spółki Zygmunta Solorz-Żaka. Jednemu z najbogatszych Polaków wcale przy tym nie musi zależeć na jak najszybszym rozwiązaniu aukcji - im dłużej bowiem konkurencja nie ma dostępu do nowych częstotliwości, tym więcej biznesowo zyskuje Polkomtel jako de facto monopolista LTE, ale tracą obywatele.
Halicki chce przyspieszyć
Z tych powodów Andrzej Halicki za pomocą rozporządzenia postanowił nie tylko wypełnić lukę, ale też przyspieszyć ciągnącą się aukcję. Od razu przeciwko takiemu ruchowi zaprotestowali Plus i Play. W apelu skierowanym do prezydenta Andrzeja Dudy i „wszystkich organów Państwa, upoważnionych na podstawie Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej do zaskarżania aktów normatywnych do Trybunału Konstytucyjnego”, firmy te proszą o skierowanie rozporządzenia MAiC do Trybunału Konstytucyjnego.
Fragment apelu Plus i Playa

Uważamy, że decyzje w sprawach kluczowych dla Państwa polskiego i dotyczących polskich aktywów narodowych, jakimi są częstotliwości telekomunikacyjne, nie powinny być podejmowane w atmosferze niepewności i chaosu prawnego, a przede wszystkim nie powinny być podporządkowane kalendarzowi wyborczemu. Powinny one służyć interesowi publicznemu poprzez respektowanie zasad państwa prawa.

Halicki postanowił jednak, że zdania nie zmieni i doprowadzi do jak najszybszego zakończenia aukcji, co z punktu widzenia państwa i obywateli jest korzystne, bo powoduje zwiększenie konkurencji na rynku i stopniowe poszerzanie zasięgu internetu w Polsce. Warto jednak pamiętać, że Plus i Play na wyrost mówią o "łamaniu konstytucji", bo o tym orzekać może tylko Trybunał Konstytucyjny. Wygląda to więc na wytoczenie najcięższych dział w batalii o jak najdłuższe utrzymanie status quo w kwestii posiadanych przez telekomy częstotliwości.
Fragment apelu Plusa i Play

Minister Administracji i Cyfryzacji nie stawił się w dniu wczorajszym na spotkaniu z branżą telekomunikacyjną, a jedynie za pośrednictwem jednego z urzędników przekazał, że nie uwzględni przedstawianych mu argumentów formalnoprawnych. Oznacza to, że zdecydował się na podjęcie działań prowadzących do złamania prawa poprzez wydanie rozporządzenia sprzecznego z Konstytucją RP.

Wojna o LTE czy o wizerunek?
Przy okazji operatorzy próbują wbić swoim konkurentom szpilę – w oświadczeniu podkreślają bowiem, że Plus i Play to „polskie firmy”, a T-Mobile i Orange to „paneuropejskie koncerny”.
To uwaga o tyle zabawna, że na przejęcie Polkomtela przez Solorz-Żaka zrzuciło się aż 5 banków, z czego tylko jeden z Polski, a z kolei największym udziałowcem P4 – operatora Play – jest fundusz inwestycyjny Novator Telekom należący do islandzkiego miliardera Thora Björgólfssona. To wyjaśnia, czemu w „polskiej firmie” prezesem jest niejaki Jorgen Bang-Jensen.
Orange w wojnie udziału nie bierze
Czemu protestują tylko ci dwaj operatorzy, a nie wszyscy uczestnicy aukcji? O ile T-Mobile jeszcze nie zabrało wyraźnego głosu w dyskusji, o tyle Orange przypomniało, że jego celem jest jak najszersze dostarczanie szybkiego internetu – i dlatego nie ma zamiaru protestować, i tym samym po raz kolejny spowalniać całego procesu, który i tak już trwa za długo. W swoim wpisie blogowym na ten temat Wojciech Jabczyński z Orange przypomina też, że każdy dzień zwłoki działa głównie na niekorzyść obywateli, a nie samych telekomów.
Wojciech Jabczyński, Orange Polska

Jesteśmy przygotowani, aby za nie zapłacić. Dlatego uczciwie i w dobrej wierze licytujemy w aukcji od 8 miesięcy. Od początku nie komentujemy publicznie jej przebiegu, chociaż nie wszystko nam się podoba. Chcemy i będziemy konkurować usługami, a nie zręcznością prawników i PR-em. Pisanie prawa zostawiamy rządowym i sejmowym legislatorom. Liczymy tylko na jedno – żeby aukcja możliwie szybko się skończyła. Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, chcą tego również wszyscy klienci.

Jabczyński z Orange zaznacza przy tym, że rozporządzenie MAiC, mimo wielu kontrowersji, operator ten uznaje za pomysł, który ma nie obrócić licytacji w totalną farsę. – Wszak licytować można jeszcze długie miesiące, a potem wycofać się z niej bezboleśnie – podkreśla Jabczyński.