
Coraz mniej osób czyta prasę, ale te które czytają zapewne zwróciły dziś uwagę na "Ogłoszenie płatne" opublikowane za niemałe pieniądze w największych dziennikach. W ogłoszeniu tym dwaj operatorzy telekomunikacyjni wywołują do tablicy najważniejsze osoby w państwie i apelują o powstrzymanie "psucia prawa". Chodzi o aukcję na częstotliwości LTE. Wszystko wskazuje na to, że Plus i Play chcieli przedłużać ją w nieskończoność. Gdy minister Andrzej Halicki postanowił przeciąć to przeciąganie, operatorzy wpadli w histerię.
Plus i Play twierdzą w ogłoszeniu, że przyspieszenie zakończenia aukcji zagraża rozwojowi rynku telekomunikacyjnego. To kuriozalny argument, bo rozwojowi rynku bardziej zagraża przeciąganie aukcji w nieskończoność. Na rozdysponowanie częstotliwości LTE czekamy od lat. Jesteśmy spóźnieni co najmniej o 24 miesiące w porównaniu z Unią Europejską. Do aukcji stanęło 6 firm, w tym najwięksi operatorzy w kraju: T-Mobile, Play (P4), Orange i Plus (Polkomtel). UKE podkreślało, że zależy mu na jak najszybszym rozdysponowaniu pasm, podobnie rządowi - wpływy do budżetu z aukcji szacowano na 1,8 mld złotych.
Z tych powodów Andrzej Halicki za pomocą rozporządzenia postanowił nie tylko wypełnić lukę, ale też przyspieszyć ciągnącą się aukcję. Od razu przeciwko takiemu ruchowi zaprotestowali Plus i Play. W apelu skierowanym do prezydenta Andrzeja Dudy i „wszystkich organów Państwa, upoważnionych na podstawie Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej do zaskarżania aktów normatywnych do Trybunału Konstytucyjnego”, firmy te proszą o skierowanie rozporządzenia MAiC do Trybunału Konstytucyjnego.
Uważamy, że decyzje w sprawach kluczowych dla Państwa polskiego i dotyczących polskich aktywów narodowych, jakimi są częstotliwości telekomunikacyjne, nie powinny być podejmowane w atmosferze niepewności i chaosu prawnego, a przede wszystkim nie powinny być podporządkowane kalendarzowi wyborczemu. Powinny one służyć interesowi publicznemu poprzez respektowanie zasad państwa prawa.
Minister Administracji i Cyfryzacji nie stawił się w dniu wczorajszym na spotkaniu z branżą telekomunikacyjną, a jedynie za pośrednictwem jednego z urzędników przekazał, że nie uwzględni przedstawianych mu argumentów formalnoprawnych. Oznacza to, że zdecydował się na podjęcie działań prowadzących do złamania prawa poprzez wydanie rozporządzenia sprzecznego z Konstytucją RP.
Przy okazji operatorzy próbują wbić swoim konkurentom szpilę – w oświadczeniu podkreślają bowiem, że Plus i Play to „polskie firmy”, a T-Mobile i Orange to „paneuropejskie koncerny”.
Czemu protestują tylko ci dwaj operatorzy, a nie wszyscy uczestnicy aukcji? O ile T-Mobile jeszcze nie zabrało wyraźnego głosu w dyskusji, o tyle Orange przypomniało, że jego celem jest jak najszersze dostarczanie szybkiego internetu – i dlatego nie ma zamiaru protestować, i tym samym po raz kolejny spowalniać całego procesu, który i tak już trwa za długo. W swoim wpisie blogowym na ten temat Wojciech Jabczyński z Orange przypomina też, że każdy dzień zwłoki działa głównie na niekorzyść obywateli, a nie samych telekomów.
Jesteśmy przygotowani, aby za nie zapłacić. Dlatego uczciwie i w dobrej wierze licytujemy w aukcji od 8 miesięcy. Od początku nie komentujemy publicznie jej przebiegu, chociaż nie wszystko nam się podoba. Chcemy i będziemy konkurować usługami, a nie zręcznością prawników i PR-em. Pisanie prawa zostawiamy rządowym i sejmowym legislatorom. Liczymy tylko na jedno – żeby aukcja możliwie szybko się skończyła. Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, chcą tego również wszyscy klienci.