Dr Adam Drozdowski
Dr Adam Drozdowski Fot.: materiały prasowe

Mówiły jaskółki, że niedobre są spółki – dr Adam Drozdowski z pewnością nie zgodzi się z tą tezą, ponieważ sam potrafi wyłuskać te najlepsze i zarobić na nich duże pieniądze.

REKLAMA
Jest Pan selekcjonerem. Jak Adam Nawałka.
Trochę tak. W piłce selekcjoner musi wybrać piłkarzy tworzących drużynę, która zapewni wygraną, podobne zadanie stoi przed zarządzającym funduszem – tyle, że ja zamiast piłkarzy wybieram spółki do portfela akcyjnego, które mają zapewnić zyski inwestorom powierzającym nam swoje pieniądze.
Jak się zarabia na rynku akcji?
Są dwa sposoby. Albo na selekcji, czyli dobrze spółek, albo na alokacji, czyli zwiększaniu i zmniejszaniu zaangażowania akcji w portfelu. Zdecydowanie preferuję ten pierwszy sposób.
Ilu graczy Pan ma?
W moim funduszu liczba spółek będzie ograniczona do 20-30. Aby kupić nową spółkę, będę musiał jakąś sprzedać. Nie będzie miejsca na spółki, które nie spełniają naszych kryteriów. Spółka, której kondycja jest poniżej oczekiwań, będzie sprzedawana i zwolni miejsce dla innej.
Trener Nawałka ma do wyboru kilkudziesięciu, maksymalnie kilkuset zawodników. Pan chce inwestować w krajach należących do OECD. To kilka tysięcy firm. Trudniejszy wybór.
Trudniejszy i łatwiejszy jednocześnie. Kryteria doboru spółek są w większości policzalne, co zdecydowanie ułatwia proces selekcji. Najważniejsza jest płynność. W Warszawie spółek, których średnie dzienne obroty są wyższe niż 4,5 mln dolarów jest tylko 10. W Stanach Zjednoczonych ponad 1000, w Europie 600. Nawet w Turcji jest ponad 40. Ta wstępna selekcja daje nam do 2000 spółek, w które możemy inwestować. Następnie dodajemy inne kryteria.
Czego wymagacie od spółki?
Musi znajdować się w trendzie wzrostowym. Inwestujemy zgodnie z trendem. Przeszła stopa zwrotu za ostatnie 3 czy 6 miesięcy zwiększa prawdopodobieństwo, że spółka będzie rosła w kolejnych miesiącach. W momencie, w którym spółka zaczyna spadać, nie ma na nią miejsca w portfelu. Naszym kolejnym kryterium jest zadłużenie. Spółki w portfelu nie mogą być nadmiernie zadłużone. Oczekujemy także wysokich marż. Te wszystkie parametry ograniczają grupę firm do około 50. A takiej liczbie jesteśmy w stanie już bardzo dokładnie się przyjrzeć i ocenić perspektywy wzrostu.
Mówi Pan, że wśród tysięcy istniejących spółek liderów będzie tylko kilkudziesięciu.
Te kilkadziesiąt spółek to około 2% całego spektrum inwestycyjnego. Należy również pamiętać, że spółki będą się zmieniały na pozycjach liderów. Koncentracja na liderach w danej kategorii daje dużo lepsze rezultaty niż średnia rynkowa. Liderzy to także relatywnie mniejsze ryzyko inwestycji. W 6 na 7 przypadków liderzy są lepsi od średniej rynkowej.
Czy nie jest kuszące stawianie na małych, nieznanych zawodników, którzy okazują się championami?
Nieznane spółki też mogą być liderami w kategoriach, na które zwracamy uwagę. Wystarczy, że spełnią nasze warunki selekcji dotyczące zarówno płynności obrotu na giełdzie, jak i kondycji finansowej.
Czy chce Pan kreować nowe trendy, czy podążać zgodnie z obowiązującą tendencją?
Zdecydowanie zgodnie z panującym trendem. W inwestycjach nie chodzi o odkrycie nowego trendu. Chodzi o wykorzystanie tego, który istnieje. To dużo skuteczniejsza strategia inwestowania.
Jaka jest w selekcji rola człowieka, a jaka komputerów?
W pierwszym etapie, czyli w preselekcji, używamy komputerów. Z 2000 spółek wskazują nam te najciekawsze, najlepsze. Na końcu to człowiek wybiera konkretne spółki i przede wszystkim podejmuje decyzję.
Kieruje się Pan nosem?
Nie mogę kierować się nosem, bo byłby to element niekonsekwencji w całym procesie inwestycyjnym. Pamiętajmy, że bez konsekwencji i zdefiniowanego procesu inwestycyjnego trudno osiągnąć dobre wyniki. Patrzę na fundamenty spółek, na kadrę zarządzającą, analizuję możliwości rozwoju. Od ponad 10 lat inwestuję za granicą. Widzę tam szersze spectrum możliwości inwestycyjnych i większą możliwość doboru spółek. Dzięki temu efekty inwestycji mogą być lepsze. Kluczem tej strategii jest możliwość korekty błędów. Jeżeli nie będziemy w stanie sprzedać danej spółki, ponieważ jest za niska płynność obrotu, to nie możemy mówić o realizacji strategii. Strategię można realizować tylko wtedy, kiedy zarządzający jest w stanie korygować błędy. Każdy zarządzający może się pomylić. Właściwym podejściem jest zamknięcie inwestycji z niewielką stratą. Spółki sprzedaje się wtedy, kiedy przestają spełniać wyznaczone kryteria. Poszukiwanie nowej inwestycji odbywa się nieustannie.
Często Pan tracił pieniądze?
Ponoszenie strat jest integralną częścią inwestycji giełdowych. Na giełdzie liczy się wynik całego portfela. Najważniejsze jest, aby zarządzający funduszem umiał skorygować błąd i w perspektywie całego portfela uzyskał satysfakcjonującą stopę wzrostu. To dominowało w mojej karierze zawodowej. Można spodziewać się, że dobry zarządzający na 10 decyzji inwestycyjnych podejmuje 3-4 błędne. Trzeba je jednak korygować. Ci, którzy sobie z tym radzą, są lepsi od innych. Można mieć doskonałe pomysły na inwestycje, ale jeśli nie pozbywamy się złych spółek, to praca selekcjonera idzie na marne, bo straty zjadają nam zyski.
Woli Pan nie tracić, czy nie zarabiać?
Zdecydowanie nie tracić. Percepcja inwestorów jest inna, jeżeli chodzi o straty i zyski. Najistotniejsze jest ograniczanie strat. Zyski, jeśli mamy dobrą strategię, i tak przyjdą.
Co to są skuteczne strategie?
Skuteczne strategie, to takie, które w przeszłości pozwalały osiągnąć wyniki inwestycyjne lepsze od rynku.
Wierzy Pan raczej w proste strategie i proste biznesy?
Zdecydowanie tak. W prostocie jest siła.
Dlaczego po latach pracy dla innych, tworzy Pan InValue FIZ, czyli autorski fundusz?
Większość zarządzających chciałaby spróbować swoich sił i przedstawić inwestorom autorski fundusz. Mogę ukształtować strategię dokładnie tak, jak chcę. W wielkich korporacyjnych funduszach nie zawsze istnieje możliwość inwestowania globalnego w płynne spółki. Fundusze mają swoje kryteria i benchmarki. Chciałem być przedsiębiorcą. Powiedziałem sobie, że muszę stworzyć własny fundusz, bo jest to naturalna droga rozwoju, zwłaszcza po obronie doktoratu, który poświęcony był w całości metodom doboru akcji do portfela.
Ile jest funduszy na rynku?
Nasz ma numer 1186.
Czym się ten będzie różnił?
Nie ma wielu funduszy w Polsce, które inwestują na płynnych rynkach zgodnie ze skutecznymi strategiami inwestycyjnymi. My nie chcemy zgadywać, który sektor będzie najlepszy. Natomiast gdy spółki z tej branży spełnią nasze kryteria, będziemy w nie inwestować znaczące środki. Bardzo pilnie obserwujemy rynek i otaczającą nas rzeczywistość. Dostosowujemy portfel do tych warunków. Nie kreujemy rzeczywistości, naśladujemy ją.
Czyli jest Panu wszystko jedno, czy będzie inwestował w firmy spożywcze, czy produkcję paneli słonecznych?
Wszędzie poszukujemy liderów. Producenci paneli słonecznych to dobry przykład, bo w 2012 roku to była jedna z moich inwestycji. Kupiłem udziały w firmie, gdy odbiła się po olbrzymich spadkach, weszła w trend wzrostowy i spełniła kryteria dotyczące kondycji finansowej. To przykład udanej inwestycji.
Czy trudno jest się Panu rozstawać ze spółkami?
Nie można się przywiązywać do spółek. Jeśli spółka nie spełnia kryteriów selekcji to nie powinna znajdować się w portfelu. Jedyny element, który łączy wszystkich wygrywających zarządzających na świecie, to konsekwencja działania. Dzięki konsekwentnemu stosowaniu strategii można osiągnąć satysfakcjonujące wyniki inwestycyjne.
Czy Pan włożył swoje pieniądze do funduszu? To uwiarygadnia fundusz w oczach inwestorów.
Tak, swoje pieniądze również inwestuję w InValue FIZ. Jest to przedsięwzięcie życia. Jestem przekonany do stosowanej strategii inwestycyjnej. W przeszłości inwestycje w akcje charakteryzowały się wyższymi stopami zwrotu niż możliwe do uzyskania z innych klas aktywów. Za ostatnie 10 lat w USA średniorocznie akcje dały zarobić 7,6 proc., obligacje 4,9 proc., zaś instrumenty rynku pieniężnego jedynie 1,4 proc. W historii rynku kapitałowego akcje przynoszą najlepsze stopy zwrotu. Oczywiście trzeba pamiętać, że inwestycje w akcje są bardziej ryzykowne, szczególnie w krótkim okresie, jednak wraz z wydłużeniem okresu inwestycji wyższe stopy zwrotu pozostają, ryzyko zaś ulega zmniejszeniu. Po wielu latach inwestycji różnice w wysokości posiadanego kapitału mogą być kilkukrotne. Akcje powinny się znaleźć w portfelu każdego inwestora, ale ich udział to już bardzo indywidualna kwestia.
Określiliście sobie, ile pieniędzy InValue FIZ musi zebrać?
To jest pierwsza emisja. Oczywiście ma znaczenie, jaką kwotą się zarządza. W życiu jednak zarządzałem zarówno funduszami, które dopiero startowały, jak i wielomiliardowymi. Jestem na to przygotowany. Nasza strategia oparta na płynnych spółkach daje nam komfort, że nie musimy jej zmieniać, gdy w funduszu mamy nie 50, a 500 mln złotych.
Czy praca selekcjonera jest jednoosobowa, czy zespołowa?
Zdecydowanie zespołowa. Do mojego przedsięwzięcia od 1 października dołącza Piotr Bujko – zarządzający z bardzo dużym doświadczeniem w inwestycjach na rynkach zagranicznych. Wcześniej pracowaliśmy razem w AXA TFI. W przyszłości do zespołu dołączą kolejne osoby. Na inwestycjach zjedliśmy zęby, inwestujemy zgodnie ze strategiami, które się sprawdziły. Inwestycje to również ciągła nauka, która jest niezbędna dla osiągania dobrych wyników inwestycyjnych.
Czy czuje się Pan tak samo dobrym zarządzającym jak ci, którzy inwestują pieniądze we Frankfurcie, Paryżu czy Londynie?
Tak. Nie mam kompleksów – jestem świetnie przygotowany do zbudowania funduszu opartego na liderach. Długoterminowe badania pokazują, że portfel zbudowany w ten sposób ma większe szanse na osiągnięcie wyników lepszych od rynku.

Artykuł powstał we współpracy z InValue FIZ.