Aktorki przed 40-tką to w Hollywood obywatele drugiej kategorii. Liv Tyler chce grać, ale to może się jej już nie udać

Liv Tyler czuje się staro.
Liv Tyler czuje się staro. Instagram/misslivalittle
Życie hollywoodzkiej gwiazdy jest krótkie. Co jakiś czas przekonują się o tym aktorki, które jeszcze do niedawna były rozchwytywane, a teraz nie mogą znaleźć pracy. Starość w przemyśle filmowym zaczyna się już przed 40-tką. 38 to szalony numer - twierdzi znana z "Władcy Pierścieni" Liv Tyler.


Aktorka Liv Tyler oskarża środowisko filmowe z Hollywood o seksizm. Twierdzi, że w wieku 38 lat stała się obywatelem drugiej kategorii. Liv powiedziała, że otrzymywała tylko kilka ról, które nie wymagały grania czyjejś żony, czy dziewczyny, pomimo faktu, że nie przekroczyła jeszcze 40-tki.


38 to szalona liczba i to nie w pozytywnym znaczeniu. – Nie ma nic śmiesznego w tym, kiedy widzisz, jak wszystko zaczyna się zmieniać. Kiedy jesteś nastolatką albo dwudziestolatką jesteś zasypywana ekscytującymi rolami. Ale w moim wieku pozostaje ci tylko rola żony – powiedziała Liv Tyler w rozmowie z magazynem "More". Przyznała, że czuje się przez to źle, jakby jej wartość drastycznie spadła. A przecież, jak przyznaje aktorka, dojrzałe kobiety mogłyby wcielać się w ciekawsze bohaterki.

Liv Tyler występuje teraz w serialu HBO - "The Leftovers". Oprócz niej występują tam też inne aktorki, które mają problem z akceptacją w środowisku filmowym. Oprócz Meryl Streep, która wciąż jest rozchwytywaną aktorką, której średni wiek służy, występuje tam również Anne Hathaway, Emma Thompson, Helen Mirren, Sandra Bullock, Salma Hayek i Maggie Gyllenhaal. Wszystkie panie w Hollywood są postrzegane, jako reprezentantki starszego pokolenia. Każda z nich krytykowała środowisko filmowe za dyskryminację ze względu na wiek i za seksizm.

Niedawno pisaliśmy zresztą o tym, że 33-letnia Anne Hathaway przyznała, że traci role, bo jest za stara. Dwudziestoletnie aktorki zabierają jej role, ale na początku kariery sama przecież przyczyniła się do wypchnięcia z rynku swoich starszych koleżanek.


– Nie mogę narzekać, ponieważ sama czerpałam z tego korzyści. Kiedy miałam ledwo 20 lat, dostawałam role, które były napisane dla 50-letnich kobiet. Teraz ledwo skończyłam 30 lat i zastanawiam się, dlaczego ta 24-lataka dostała jakąś rolę. Kiedyś to ja byłam tą 24-latką. Mogę się złościć na tę sytuację, ale tak już jest – wyznała w rozmowie z magazynem Glamour Anne Hathaway.

Liv Tyler, które wydaje się, że lata swojej świetności ma już za sobą powiedziała, że tęskni za dużym ekranem. Według niej telewizja jest nieprzewidywalna. – Przy filmie masz scenariusz, znasz początek, środek i zakończenie. W telewizji piszą na bieżąco. Nie mam pojęcia, co moja bohaterka będzie robiła i to jest frustrujące. Jakaś część mnie to kocha, a jakaś nienawidzi posiadania braku kontroli –powiedziała Tyler.
Wcześniej uwagę na niezwykle rygorystyczne podchodzenie do kwestii wieku zwracała Maggie Gyllenhaal. Mając 37 lat, była ona zbyt stara, by zagrać kobietę, którą interesuje się 55-letni mężczyzna. Na początku roku do sprawy odniósł się 51-letni obecnie Russell Crowe. Według niego aktorki, które narzekają na wymagania dotyczące wieku, powinny po prostu spojrzeć prawdzie w oczy.

- Jeśli będąc w moim wieku, starasz się udawać, że wciąż jesteś młodzieniaszkiem, to się po prostu nie uda. (...). Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że kobieta, która twierdzi, że w wieku 40, 45 czy 48 lat nie otrzymuje ofert, prawdopodobnie wciąż chce grać naiwną pannę i nie rozumie, że nie obsadzą jej jako 21-latki - oznajmił Crowe.

Napisz do autorki: barbara.kaczmarczyk@natemat.pl

Źródło: The Guardian