Falenta pytał, ile kosztuje zmiana rządu w Polsce. Chciał też więcej PiS u władzy, bo łatwiej się z nimi dogadać
Falenta pytał, ile kosztuje zmiana rządu w Polsce. Chciał też więcej PiS u władzy, bo łatwiej się z nimi dogadać Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Falenta miał się chwalić, że ma nagrane całe miasto - zeznaje jego biznesowy partner Marcin W. Z fragmentów zeznań, które publikuje "Wyborcza" wynika, że Falencie zależało, aby w rządzie znalazło się więcej PiS, bo łatwiej się z nimi dogadać. Mówił: "Ci są najedzeni, a tamci głodni".

REKLAMA
Autorzy publikacji - Mariusz Jałoszewski, Wojciech Czuchnowski zaznaczają, że należy podchodzić ostrożnie do zeznań Marcina W., gdyż składał je pod dużą presją. Również na nim ciążą zarzuty. Jednak to co mówi, wydaje się być niezwykle interesujące.
- Falenta zapytał, czy wiem, ile kosztuje zmiana rządu w tym kraju. Myślałem, że zwariował - zeznał Marcin W. Bohater "afery taśmowej" miał używać nagrań do negocjacji biznesowych. W. wspomina rozmowę, jaką miał odbyć z Falentą w 2014 roku.
– Przedstawił pomysł, że mają być dwa etapy zmiany rządu. Na początku lata miał walić w rząd, w tych, na których coś ma. Druga akcja ataku miała być przed wyborami lokalnymi. Falenta uważał, że w rządzie powinno być więcej PiS, bo łatwiej się z nimi dogadać. Mówił: "Ci są najedzeni, a tamci głodni". Uważał, że musi mieć swoich ministrów. Ja to przyjąłem jako fantazję – zeznał Marcin W.
W willi premiera był podsłuch
Nieżyjący już biznesmen Jan Kulczyk i były premier Donald Tusk spotkali się ponad rok temu w willi premiera, przy ul. Parkowej w Warszawie. Jak twierdzi ”Gazeta Wyborcza”, w tajnych aktach śledztwa z afery podsłuchowej znajduje się notatka służb specjalnych z tego spotkania. A z niej wynika, że rozmowa Tuska i Kulczyka była nagrywana.
CBA twierdzi w notatce, że kilku byłych funkcjonariuszy służb – tzw. ”grupa wiedeńska” – posiada ok. 700 godzin nielegalnych nagrań. Grupa oferuje je do sprzedaży. Jak doszło do ewentualnego zainstalowania podsłuchu u premiera? Według ”Gazety Wyborczej” catering na spotkanie zapewniała zewnętrzna firma. Tu wymieniana jest nazwa - Sowa & Przyjaciele, restauracja znajdująca się w centrum tzw. afery taśmowej.
Paweł Graś, który w tamtym czasie był rzecznikiem rządu, zaprzecza i twierdzi, że podczas spotkania Tusk-Kulczyk nie było cateringu od Roberta Sowy. ­ – Jestem pewny, że obsługa była z Parkowej – powiedział. Słynny restaurator również utrzymuje, że nie obsługiwał spotkania w willi u premiera.

Źródło: Wyborcza.pl