Kto nie mieszkał w akademiku, ten nie zna życia. Zobacz, jak mieszkają studenci w Norwegii, Chinach i na Filipinach
Kto nie mieszkał w akademiku, ten nie zna życia. Zobacz, jak mieszkają studenci w Norwegii, Chinach i na Filipinach Fot. klyker.com

Akademik akademikowi nie równy. O ile te w Polsce miewają różne standardy, tak te światowe różnią się dosłownie wszystkim. Ile kosztują, jak wyglądają i czy da się w nich przeżyć? Sprawdźcie w poniższym zestawieniu.

REKLAMA

Filipiny

Miałem okazję oglądać tamtejsze akademiki przy okazji podróży na Filipiny. I muszę przyznać, że w czasie wizyty na uczelni na wyspie Dumaguete to właśnie studenckie domy najbardziej przykuły moją uwagę. Uczelnia Silliman University została założona przez Amerykanów, co dało się zauważyć na pierwszy rzut oka. Tamtejsze akademiki nie mają nic wspólnego z molochami znanymi z Polski. To małe i urokliwe domki z kilkoma pokojami. Najczęściej w każdym z nich mieszka 4-5 studentów.
logo
Akademiki na Filipinach mogą budzić zazdrość polskich studentów. To małe, urokliwe domki, w których mieszka 4 - 5 osób. Fot. Krzysztof Majak / naTemat.pl
Cena za akademik uzależniona jest od standardu, jaki oferuje. Wynosi około 10 tys. peso miesięcznie (750 zł), ale wliczone są w nią 3 posiłki dziennie. Do tego należy oczywiście doliczyć koszt czesnego, który zależy od kierunku studiów. Te zaczynają się od 20-30 tys. peso za cały semestr (od 1500 zł-2250 zł w górę). Studia trwają 4 lub 5 lat, ale są też krótsze, roczne kursy.
logo
Akademiki na Filipinach mogą budzić zazdrość polskich studentów. To małe, urokliwe domki, w których mieszka 4 - 5 osób. Fot. Krzysztof Majak / naTemat.pl

Norwegia

Większość Polaków kojarzy Norwegię przede wszystkim z kosmicznymi zarobkami. Tymczasem to właśnie studia w tym bogatym kraju są świetną okazją na jego poznanie. W przeciwnym razie narażeni jesteśmy na ogromne koszta. Jak informuje serwis eurodesk.pl, semestralne wydatki na zakwaterowanie i utrzymanie na Uniwersytecie w Oslo szacuj to około 50 tys. koron, z czego 15 tys. (ok. 6700 zł) pochłania wynajęcie mieszkania.
Akademiki w Oslo są przyznawane przez organizację The Fundation for Studen Life - www.sio.no. Z kolei autorka bloga Norwaydream informuje, że najtańsze mieszkania można znaleźć w akademiku na Kringsji.
– Pokoje w akademikach są jednoosobowe. Wynika to z tego, że Norwegowie bardzo dbają o komfort spania i życia. W jednym tylko budynku w Kringsji jest kilka tańszych pokoi dwuosobowych przeznaczonych specjalnie dla Erasmusów. Są jednak bardzo ciasne i w większości dostają je studenci UiO,bo ta szkoła ma podpisaną umowę z fundacją – pisze blogerka.
Szczegółowo na temat norweskich akademików, między innymi w Bergen, Tromsø czy Trondheim pisze portal "Moja Norwegia".

Niemcy

O niemieckich akademikach pisała blogerka naTemat Sandra Scholz. Jak informuje, akademiki w Niemczech to w większości jednopokojowe mieszkania z własną łazienką i aneksem kuchennym. Ceny bywają bardzo różne, od 200 do nawet 400 euro. Zdarzają się również akademiki starszej daty, gdzie na jednym piętrze mieszka kilkanaście osób, które dzielą wspólną kuchnię i łazienkę. Internet zawsze jest wliczony w cenę pokoju w akademiku, czasami może być jednak ograniczony, np. do 10 GB na miesiąc.
Istnieje również możliwość samodzielnego szukania mieszkania. W Niemczech bardzo popularną formą jest WG, czyli Wohngemeinschaft. Studenci dzielą jedno kilkupokojowe mieszkanie i składają się na czynsz. Ceny są porównywalne do cen akademików. Można oczywiście również wynająć całe mieszkanie dla siebie, np. jednopokojowe. Najwięcej takich ogłoszeń znajduje się stronie www.wg-gesucht.de. O niemieckich akademikach piszą również liczni studenci, którzy byli tam na wymianie studenckiej.

Okiem Erazmusa:

Akademik w Niemczech i Austrii to jest po prostu budynek zamieszkany przez studentów, nie ma tam żadnego smoka strzegącego wejścia czy konieczności legitymowania się gości, jak to czasami bywa w Polsce. Osoby, które u ciebie nocują nie muszą płacić haraczu na rzecz akademika, choć regulamin zwykle określa jak długo mogą trwać odwiedziny. Jeśli studenci za głośno imprezują to ktoś (albo sąsiedzi albo inni studenci) może zadzwonić po policję i policja rzeczywiście przyjeżdża. Czytaj więcej

Chiny

Chiny stanowią zupełnie odrębną kategorię w kwestii jakości akademików. Zupełnie inaczej wyglądają te, w których zakwaterowanie może znaleźć student z zagranicy, a inaczej pokoje przeznaczone do Chińczyków. O wersji "dla ludzi" pisała autorka bloga Kasia w Chinach. Jak informuje Polka, pokoje w akademiku w Nanning są zimne, a temperatura taka jak na dworze.
–  Każda z nas ma wynajęty duży pokój z łazienką z toaletą europejską (tak, tak, wybór toalety trzeba było zaznaczyć w formularzu wynajmu). Różnica polega na tym, że chińska toaleta nie ma muszli siedzącej tylko dziurkę w podłodze. No i niezależnie od kształtu siedziska czy otworu w podłodze nie wolno wrzucać nic do spływu, między innymi papieru toaletowego. Wszelkie nieorganiczne odpadki wrzuca się do kosza obok, który codziennie jest opróżniany przez ekipę sprzątającą – relacjonuje blogerka.
Jednak pokój, w którym miała okazję mieszkać Kasia to prawdziwy hotel w porównaniu do tego, co widać na licznych zdjęciach publikowanych w internecie.
logo
Chiński akademik byłby dla europejskiego studenta prawdziwą szkołą przetrwania. http://klyker.com/

Rosja

Popularnym hasłem w internecie jest "Rosja to stan umysłu". Potwierdzają to filmiki z rosyjskich akademików. – Jadąc do Moskwy byłam przygotowana na najgorsze i na szczęście wcale nie było aż tak źle, jak mnie uprzedzano – mówi portalowi rosyjskiswiat.pl studentka SGH, która spędził miesiąc w Moskwie "i przeżyła".
– Rzeczywiście wyposażenie akademika pozostawia wiele do życzenia (nie ma np. lodówki), ale przez te parę tygodni nie jest to wyjątkowo uciążliwym problemem. (...) Nie każdy może pochwalić się, że mieszkał w takim większym Pałacu Kultury, który zapiera dech w piersiach – wspomina Polka.
O to, jak wygląda rosyjski akademik zapytałem Ewelinę z Warszawy, która była w Moskwie na wymianie studenckiej. Mieszkała w Akademiku Instytutu Puszkina w Moskwie. Miał dziesięć pięter, winda raz działała, raz nie. Karaluchy, czy inne robaki były normą. – Miałam szczęście, bo kilka pięter przed moim przyjazdem zdążyli odrobaczyć i robale nie rozlały się wszędzie – wspomina.
– Toaleta była w bardzo kiepskim stanie. Wiązałyśmy z dziewczynami spłuczkę na nitkę. Plusem była łazienka na pięcioosobowy pokój. Kuchnia była jedna na całe piętro, czyli jakieś 50 osób. Ciekawe przeżycie – mówi Ewelina.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl