Z pamiętnika studenta prawa, który nie dostał się na aplikację. Życie się na tym nie kończy

Czy studia prawnicze w Polsce się opłacają?
Czy studia prawnicze w Polsce się opłacają? Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Znamy już wyniki egzaminów wstępnych na aplikacje. Jak się okazało zdawalność jest niższa niż w ubiegłych latach. Co czeka więc magistrów prawa, którzy nie dostali się na aplikację?


Państwowy egzamin aplikacyjny był zorganizowany po raz dziesiąty. Przystąpiło do niego prawie 9 tys. osób, najwięcej na aplikację radcowską – ok. 4 650. Wyniki, oscylujące w granicach 30 proc. zaliczeń były najgorsze od 2010 roku i drugie od końca od początku istnienia systemu państwowych egzaminów na aplikację. Nie wiadomo czy to wina obniżającego się poziomu absolwentów prawa czy też może w tym roku pytania były wyjątkowo trudne. Teraz jednak wielu magistrów prawa stanęło przed dylematem – iść do pracy w korporacji lub urzędzie czy może poświęcić rok na naukę i ponownie przystąpić do egzaminu.


W korpo nie jest źle
Spójrzmy najpierw na zarobki. Według raportu płacowego Antal International dyrektor Działu Prawnego w korporacji może zarobić od 20 do 45 tysięcy złotych brutto. Takich pracowników jednak nie jest wielu, zarobki w działach prawnych zaczynają się od 3 tys. złotych brutto,
Niewiele różni się raport firmy Hays Poland. Tu dyrektorzy działów prawnych zostali wyliczeni na od 15 do 40 tys. zł. Starsi prawnicy to już około 20 tys. zł. Młodsi prawnicy i asystenci prawnie mogą liczyć na zaledwie 3-4 tys. Również tu podano ceny brutto. To jednak statystyki i wliczają również największe i najlepiej płacące korporacje.


Kim jest wafel?
Niektórzy magistrzy prawa trafiają też do kancelarii adwokackich lub radcowskich. Nie mogą jednak przygotować pozwu lub reprezentować klienta. Zazwyczaj wykonują więc papierkową robotę lub wypisują gotowce do podpisania przez adwokatów lub radców. Magister może wtedy przygotowywać się do egzaminu aplikanckiego pracując w branży. Nie jest to jednak komfortowa sytuacja, często przerzucana jest na niego praca w kancelarii. Takie osoby mają nawet swoją branżową nazwę stanowiska, są ironicznie nazywani "waflami".


Aplikant zazwyczaj otrzymuje miesięcznie około tysiąca złotych, prywatne firmy nie oferują młodym prawnikom kokosów.
Aleksander, pracownik jednej z kancelarii z Sopotu

Mam o tyle szczęście, że pracuję bez aplikacji w kancelarii, tutaj zarabiam niewiele poniżej średniej krajowej. Gorzej by było jakbym musiał szukać zatrudnienia np. w urzędach. Tam prawnikowi na "dzień dobry" dają 1 500 złotych

W prywatnych firmach też nie jest za dobrze, po kilkunastu minutach poszukiwań w internecie znalazłem ofertę z zarządcy nieruchomości ze Szczecina – 2 tys. brutto. Podobne zarobki na początku mają też urzędnicy - absolwenci prawa. Można też wykonywać amatorsko drobne prace – tego typu ogłoszenia można znaleźć na portalach internetowych – "pismo do spółdzielni napiszę."

Niewiele? Wszystko jest oczywiście relatywne, ale jakoś słabo to współgra z mitem "ucz się, zostań prawnikiem, albo lekarzem to będziesz dużo zarabiał". No cóż, początkujący lekarze też niewiele zarabiają.

Napisz do autora: piotr.celej@natemat.pl