Politycy nadal drżą przed górnikami. Niesłusznie.
Politycy nadal drżą przed górnikami. Niesłusznie. Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta

Górnicy to jedna z najgłośniejszych i najlepiej zorganizowanych grup nacisku w Polsce. Ale ich realny wpływ na wynik wyborów systematycznie spada, bo górnicy to coraz mniejszy odsetek społeczeństwa. Poza tym wydaje się, że wzrasta poziom niechęci do roszczeniowych górników.

REKLAMA
Górnicy od dekad trzęsą polską polityką. Choć w PRL-u bardziej zauważalni byli stoczniowcy, to już w III RP żadna inna grupa zawodowa nie miała takiego wpływu na polityków, jak górnicy. To świetnie zorganizowana grupa, a przede wszystkim mocno uzwiązkowiona.
Siła związków
W tej branży działa ponad 140 organizacji związkowych, których utrzymanie kosztuje stojące na skraju upadku firmy 26 mln zł. Każdy ze związków ma swojego przewodniczącego, zarząd. Wielu z nich to tzw. zawodowi związkowcy, których być albo nie być zależy od tego, czy uda się utrzymać przywileje. A do tego potrzebni są politycy.
A ci już od czasów PRL starali się nie zadzierać z górnikami. Pierwszą Kartę Górnika przyjęto w 1949 r., a znowelizowano ją w 1981 r., dwa tygodnie po wprowadzeniu stanu wojennego. Dokument przyznaje górnikom prawo do m.in. wcześniejszej emerytury, krótszego czasu pracy i całego wachlarza premii (głównie zależnych od stażu pracy, a nie od wyników). To m.in. trzynaste i czternaste pensje oraz tzw. deputaty węglowe.
Jak politycy
Najważniejsze dla górników jest jednak prawne umocowanie układów zbiorowych, które mogą zawierać ze swoimi kopalniami. Często do tego dochodzi, bo górnicy mają silnie wykształcony zmysł współpracy i wiedzą, że tylko w grupie są silni. Dlatego trudno znaleźć tam łamistrajków, a kiedy przychodzi do protestu, spory są tylko o to, kto ma stać bliżej kamer.
Związkowi liderzy to politycy tak samo jak ci, którzy siedzą w Sejmie czy w rządzie. Niektórzy zresztą otwarcie angażują się w politykę partyjną, jak szef śląsko-dąbrowskiej "Solidarności" Dominik Kolorz, który współpracuje z Pawłem Kukizem. Dlatego związkowcy nie powinni mieć specjalnych przywilejów, a przede wszystkim nie należy im się taryfa ulgowa od opinii publicznej.
Wbrew faktom
Tymczasem górnicy to coraz mniej istotna z punktu widzenia wyborów grupa. W branży pracuje 171 tys. osób, czyli ok. 0,06 proc. wyborców i ok. 1,1 proc. tych, którzy poszli do urn w 2011 r. Górnictwo odpowiada za ok. 3 proc. polskiego PKB. Ich medialna siła rażenia jest więc znacznie większa, niż wynika to z liczb.
To po części efekt nadal wysokich notowań górników w społeczeństwie. Szacunek dla ich pracy deklarowało w 2013 r. 80 proc. Polaków, a tylko 2 proc. stwierdziło, że ma małe poważanie dla ich pracy. Dlatego górnicy są przekonani, że cała Polska stoi za nimi. Ale szacunek dla pracy nie oznacza poparcia dla kolejnych wygórowanych żądań.
Głupota do kwadratu
Tymczasem politycy nadal dygocą przed górnikami. Na początku roku po fali protestów rząd podpisał porozumienie, które ma zagwarantować górnikom utrzymanie miejsc pracy. Program był zupełnie oderwany od realiów ekonomicznych i z góry skazany na porażkę, bo Komisja Europejska nie zgadza się na pomoc publiczną dla firm. Dlatego zrzucić miały się państwowe firmy, głównie z branży energetycznej.
Prezesi powiedzieli "nie", bo mogliby zostać pociągnięci do odpowiedzialności karnej za działanie na szkodę spółki. Dlatego politycy zaczęli falę czystek. Na pierwszy ogień poszedł Tauron, gdzie wymieniono prezesa i zarząd. Podobny los czeka PGNiG, a być może i kolejne państwowe firmy. Nie dość, że to po prostu nieopłacalne ekonomicznie, to w dodatku mocno podważa zaufanie na giełdzie, bo mniejszościowi akcjonariusze nie mają pewności, że rząd znowu nie nakaże władzom spółek "rzucić się na ogrodzenie pod napięciem".
Górnicy nadal są postrachem polityków. I wykorzystują to z premedytacją, zapowiadając tuż przed wyborami kolejne strajki. Oby politycy wreszcie zauważyli, że nie warto ulegać szantażowi. Będzie to możliwe, kiedy na Śląsku i w reszcie kraju dobre wyniki zdobędą partie postulujące ograniczenie przywilejów górniczych. Niemożliwe? W 1997 r. Leszek Balcerowicz zdobył w Katowicach ponad 91 tys. głosów. Bo nie wszyscy Polacy to górnicy.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl