
Trudno odmówić Barbarze Nowackiej ambicji, kompetencji i politycznego potencjału. Ale w pomyśle wystawienia jej jako kandydatki lewicy na premiera coś zgrzyta. Nowacka została wystawiona niczym paprotka, której “ładna twarz” ma przykryć brzydkie wizerunki Palikota i Millera. Dla nich jest narzędziem, drugą Magdaleną Ogórek, a nie przyszłym premierem.
REKLAMA
Mianowana
12 proc. – to wynik Zjednoczonej Lewicy z ostatniego przedwyborczego sondażu. Zaskakujący, bo koalicja jeszcze wczoraj skazywana była na porażkę i niebyt, a dziś jest coraz bardziej prawdopodobne, że znajdzie się w Sejmie.
12 proc. – to wynik Zjednoczonej Lewicy z ostatniego przedwyborczego sondażu. Zaskakujący, bo koalicja jeszcze wczoraj skazywana była na porażkę i niebyt, a dziś jest coraz bardziej prawdopodobne, że znajdzie się w Sejmie.
Skąd taka zwyżka formy? Trudno nie wiązać jej z ostatnimi decyzjami personalnymi w ZL. Na początku tygodnia wyszło na jaw, że liderką ZL zostanie właśnie Nowacka, współprzewodnicząca Twojego Ruchu. To ona będzie główną twarzą lewicy przed wyborami i to ona zostałaby premierem, gdyby koalicja zwyciężyła.
“Efekt Nowackiej”? Bardzo prawdopodobne. Tym bardziej, że od kilku dni odzywają się poważani na lewicy politycy, którzy chwalą młodszą działaczkę. Poparcie dla niej zadeklarował np. były premier Włodzimierz Cimoszewicz. Z kolei Ryszard Kalisz mówił o niej w RMF FM, że to “niezwykle mądra, inteligentna osoba, która jest wyśmienitą polityczką i materiałem na premiera”.
Kalisz powiedział też jeszcze jedną ważną rzecz. Jak stwierdził, Beata Szydło została mianowana przez Kaczyńskiego, Kopacz przez Tuska, a chciałby, “żeby Nowacka wyrosła sama”. I w tym właśnie problem. Bo pan poseł się myli – Nowacka jest takim samym przypadkiem jak wiceprezes PiS. Jest kobiecą lokomotywą, która ma pociągnąć wykolejone wagoniki Leszka Millera i Janusza Palikota.
Żerując na talencie
Nowacka bez wątpienia jest materiałem na czołowego polityka, może nawet liderkę lewicy. Pisaliśmy o tym w naTemat, kiedy imponująco debiutowała w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Choć wciąż dla wielu Polaków pozostaje anonimowa (ostatni CBOS - ponad 50 proc. ankietowanych nie wie, kim jest), jej kompetencje i wizerunek to mocne karty na przyszłość.
Nowacka bez wątpienia jest materiałem na czołowego polityka, może nawet liderkę lewicy. Pisaliśmy o tym w naTemat, kiedy imponująco debiutowała w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Choć wciąż dla wielu Polaków pozostaje anonimowa (ostatni CBOS - ponad 50 proc. ankietowanych nie wie, kim jest), jej kompetencje i wizerunek to mocne karty na przyszłość.
Teraz jednak co innego jest problemem. Nowacka nie ma zaplecza ani w SLD, ani w Twoim Ruchu. Już przyjmując funkcję współprzewodniczącej TR weszła jako świeżak do dogorywającego środowiska, które - zdaniem wyborców - się skompromitowało. Dla Palikota miała być ostatnią deską ratunku i pokładane w niej nadzieje najwyraźniej spełnia.
Teraz ten sam manewr powtarza Zjednoczona Lewica. Przed chwilą było niemal pewne, że ZL z Palikotem i Millerem na czele, z całym zapleczem tych samych twarzy, które pogrążają partie obu panów, po prostu przepadnie w wyborach. Dlatego konieczny był "lifting", a Nowacka do takiej operacji nadaje się idealnie.
W tym kontekście przypomina się inna historia. Przecież SLD wystawiło w wyborach prezydenckich Magdalenę Ogórek z dokładnie tego samego powodu. "Nie chcą na nas głosować? Schowamy się pod ładną buzią" – taka była niestety logika tego przedsięwzięcia. Zakończyło się klapą i jest chyba nauczką dla samej Ogórek. Tym bardziej dziwi, że Barbara Nowacka tak ochoczo daje się wtłoczyć w ten sam schemat.
Odciąć kroplówkę
Na lewicy - tej poza ZL – także podnoszą się głosy, że nowa kandydatka na premiera jest wykorzystywana jako "paprotka" Palikota i Millera. Są też obawy, że po wyborach o sile koalicji i partii i tak będą stanowić stare wygi, a Nowacka zostanie odsunięta na bok.
Na lewicy - tej poza ZL – także podnoszą się głosy, że nowa kandydatka na premiera jest wykorzystywana jako "paprotka" Palikota i Millera. Są też obawy, że po wyborach o sile koalicji i partii i tak będą stanowić stare wygi, a Nowacka zostanie odsunięta na bok.
"Dzisiaj dwaj panowie sięgają po ostateczną broń – liderką Zjednoczonej Lewicy ma zostać Barbara Nowacka. To ostatnia jeszcze w miarę nie zużyta karta tego projektu. (...) Ale nasuwa się pytanie, co ten ruch ma właściwie znaczyć? (...) Jeśli Zlew przekroczy próg, to Leszek Miller wprowadzi do parlamentu około 40 posłów, a Twój Ruch kilku. Wpływ, jaki Nowacka będzie miała na przyszłą reprezentację lewicy w parlamencie, będzie bardzo znikomy" – pisze na portalu Krytyki Politycznej Jan Śpiewak.
Dalej formułuje jeszcze bardziej radykalne wnioski. Według niego "polska polityka zaczyna przypominać kiepskiej klasy muppet show, w którym starsi panowie pociągają za sznurki wymienianych co wybory kukieł".
Co więc Nowacka powinna zrobić? "Nie powinna Palikotowi i Millerowi podawać kroplówki. Powinna dać im umrzeć, a nam wszystkim oszczędzić kolejnych czterech lat przedłużonej agonii. To najbardziej humanitarne rozwiązanie. Dla nich i dla nas".
Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl
