
Patrząc i słuchając poniedziałkowych protestów polskich górników, myślałem, że to nasi związkowcy potrafią dać czadu. Widząc to, co właśnie stało się we Francji, można śmiało stwierdzić, że u nas jest jeszcze łagodnie.
REKLAMA
Bo jakkolwiek z ust górników można usłyszeć masę nienawistnych okrzyków, zobaczyć palone opony, a nawet kukły czy trumny pod KPRM (tak było w przeszłości), to do rękoczynów na szczęście nigdy nie dochodzi.
Tymczasem we Francji państwowe linie lotnicze oficjalnie potwierdziły, że przez najbliższe dwa lata chcą zlikwidować ok. 3 tysiące miejsc pracy. Tamtejsi związkowcy nie mieli zamiaru akceptować takiego stanu rzeczy i setka z nich po prostu wdarła się na spotkanie władz spółki, gdzie ustalano szczegóły restrukturyzacji.
Dwóch menadżerów odpowiedzialnych za – jakby inaczej – sprawy kadrowe zostało po prostu zaatakowanych i o mało nie doszło do linczu. Jak widać na nagranym filmie, pod ochroną służb musieli ratować się ucieczką przez ogrodzenie. Trudno jednak powiedzieć, by wyszli z tego bez szwanku. Ich garnitury i koszule zostały najzwyczajniej w świecie rozszarpane przez tłum wściekłych związkowców.
Pod siedzibą Air France protestuje już kolejny tłum związkowców. Plany restrukturyzacji przewidują zwolnienie 300 pilotów, 900 stewardów i stewardess oraz 1700 osób z personelu naziemnego.
źródło: Politico


