Premier Kopacz nie wie, jak nazywa się największe miasto województwa.
Premier Kopacz nie wie, jak nazywa się największe miasto województwa. Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta

Bydgoszcz nie ma szczęścia, a kolejni politycy udowadniają, że nazwa miasta i jej odmiana to istna językowa ekwilibrystyka. Spektakularną wpadkę z Bydgoszczą najpierw zaliczył Jacek Rostowski, były wicepremier i szef ministerstwa finansów. Teraz w jego ślady poszła premier Ewa Kopacz. Festiwal przejęzyczeń trwa w najlepsze. Jak tym razem to wyglądało?

REKLAMA
Najpierw cofnijmy się trochę w czasie. Jest 2014, a Jacek Rostowski kandyduje do Europarlamentu. Największym miastem w jego okręgu jest Bydgoszcz, a polityk postanawia powalczyć o przychylność mieszkańców w lokalnym oddziale TVP. Zaczyna się dobrze, bo były szef resortu finansów zapowiada, że przeprowadzi się do regionu, z którego kandyduje. Chwilę później, zamiast zapunktować i przypochlebić się wyborcom, Rostowski zalicza wpadkę. Okazuje się, że nie umie odmieniać nazwy miasta.
Zapytany przez dziennikarkę o to, czy zamieszka w Toruniu czy Bydgoszczy ekonomista odpowiedział: „jeżeli zamieszka w Toruniu, to będzie problem z Bydgoszczem (sic!), a jeżeli zamieszka w Bydgoszczu (sic!), to będzie problem z Toruniem”. "Bydgoszczu" stała się hitem i można tylko domniemywać, czy ta kompromitacja na antenie miała wpływ na kiepski wynik wyborczy Rostowskiego. Teraz w jego ślady poszła premier Kopacz.
Szefowa rządu podczas ostatniej wizyty w Bydgoszczy zaliczyła bardzo podobną wpadkę. Zobaczcie, jak ten "Bydgoszcz" wygląda w wykonaniu premier.