
Do wyborów nieco ponad dwa tygodnie, a PO nadal jest daleko za PiS. – Należy wzmocnić pozycję tak naprawdę jedynego polityka wagi ciężkiej, którego posiada Platforma, czyli Grzegorza Schetyny – mówi w "Bez autoryzacji" Paweł Zalewski i ostro krytykuje odpowiedzialnego za kampanię Michała Kamińskiego.
Platforma trochę zyskuje, PiS trochę traci, ale czy wystarczy wam czasu na nadrobienie strat?
Platforma miała szansę wygrać te wybory, dzisiaj przewaga PiS jest bardzo stabilna, mimo tego, że PiS-owi spada. Różnica jest duża, a Platformie poparcie rośnie w granicach błędu statystycznego. To, co ciągle jest możliwe, to zmaksymalizowanie wyniku PO na tyle, by Platforma na tyle dogoniła PiS, by możliwa była koalicja z .Nowoczesną i PSL.
To, co dzisiaj jest pewne – no chyba, że nastąpi jakaś dramatyczna zmiana sytuacji, co zawsze jest możliwe – to wygrana PiS. Trzeba walczyć o zmaksymalizowanie szans PO.
Powiedział pan, że PO "miała" szansę wygrać wybory. Co zrobiono źle i co trzeba zmienić, była możliwa koalicja, o której pan mówi?
Przede wszystkim trzeba zorganizować sztab na nowo, bo on nie działa, jest olbrzymia przypadkowość, nie ma pomysłów, nie ma współpracy. Jak to jest możliwe, że jeden z członków sztabu może zrobić świetny spot dla swojej osobistej kampanii, a nie jest w stanie przeforsować swoich pomysłów w sztabie ogólnopolskim?
Rozumiem, że te pomysły blokują ci członkowie sztabu, którzy robią złe spoty? Jak śpiewający Michał Kamiński?
Rafał Trzaskowski zawsze miał dobre kampanie, ale widać, że jego pomysły – jeśli takie ma – nie są uwzględniane w pracach sztabu krajowego. Powód jest jeden: za całą kampanię odpowiada pan Michał Kamiński, który prowadzi ją na zasadzie remake'ów swoich pomysłów z kampanii PiS, podczas gdy Platforma jest inną partią. Ma inny, nie negatywny, a pozytywny przekaz i nie jest partią wodzowską, tylko kierowaną przez wielu ważnych liderów, którzy regionalnie zawsze ciągnęli listy.
Potencjał jest, ale jest marnowany. Zawsze to powtarzałem. Trzeba pokazać, że Platforma jest drużyną, a nie partią wodzowsko kierowaną przez lidera. Dlatego należy wzmocnić pozycję tak naprawdę jedynego polityka wagi ciężkiej, którego posiada Platforma, czyli Grzegorza Schetyny. Nie wiem, czy chciałby on wziąć odpowiedzialność za sztab w tym ostatnim okresie, ale na pewno powinien stać się równorzędną wobec Ewy Kopacz twarzą kampanii.
Powinno dojść do debaty Kopacz-Szydło?
Ta dyskusja o debacie trochę przypomina sprawę z pójściem na rozmowę do prezydenta, i znowu widzę tutaj rękę Michała Kamińskiego, który nie dostrzega szansy na zwyciężenie z Beatą Szydło. Zamiast tego koncentruje uwagę na Kaczyńskim. Prezes, uruchamiając się w kampanii wyborczej, zachowuje się jak przyszły premier, nie tylko jak lider partii. To, co mówi, w jaki sposób się zachowuje, pokazuje, że widzi się jako premiera.
Oczywiście taki wariant jest najbardziej prawdopodobny, ale dzisiaj straszenie Jarosławem Kaczyńskim nie przekona niezdecydowanych wyborców, o których trzeba walczyć. To olbrzymia grupa, która wyrabia sobie zdanie na podstawie kampanii. Bez jaskrawego błędu Jarosława Kaczyńskiego nie da się tej grupy przyciągnąć. Ale też nie możemy opierać naszej kampanii na czekaniu na błąd prezesa PiS.
Możemy za to wykorzystać debatę i pokazać kompetencje Ewy Kopacz jako premiera. Bo o ile miałem zastrzeżenia do sposobu prowadzenia przez nią spraw partii i kampanii, uważam, że jako premier w tych warunkach się sprawdza. Nie należy się zachowywać kunktatorsko, tylko wykorzystywać każdą szansę.
Wczoraj minęły dwa miesiące od zaprzysiężenia Andrzeja Dudy, najważniejszą wizytą było Zgromadzenie Ogólne ONZ. Współpracownicy prezydenta mówią o męskim uścisku dłoni z Putinem, lunchu z Obamą, ale czy to ma jakieś znaczenie?
Prezydent Duda objął urząd praktycznie bez doświadczeń w polityce zagranicznej, bo rok w Parlamencie Europejskim to za mało. Objął urząd totalnie niesprawiedliwie krytykując Bronisława Komorowskiego, szczególnie za kierunek wschodni. Tymczasem sam zaproponował dodanie nas do formatu normandzkiego i spotkał się ze stanowczą odmową prezydenta Poroszenki.
To w polityce zaliczenie gleby, ale można się dzięki temu czegoś nauczyć. Przede wszystkim tego, że w polityce nie wystarczy mieć woli, ale trzeba mieć też koncepcję i możliwości jej wdrożenia.
Tymczasem spotkanie z Obamą pokazuje, że Duda potrafi współdziałać z MSZ, jak napastnik, który wykorzystuje wystawione przez pomocników piłki. Wszedł w scenariusz realizowany przez MSZ i ambasady w Waszyngtonie i w Nowym Jorku, by pokazać Polskę jako symbol przestrzegania ładu i porządku międzynarodowego, w przeciwieństwie do Rosji. Taki wizerunek jest w polityce wartością.
