Nie każdy lubi czytać książki. To rodzaj tabu, z którym mole książkowe nie mogą się pogodzić.
Nie każdy lubi czytać książki. To rodzaj tabu, z którym mole książkowe nie mogą się pogodzić. ot. Mieczysław Michalak / AG

Akcji promujących czytelnictwo było już na pęczki. Ich inicjatorów nie zniechęcają ani mizerne efekty ich pracy, ani wyniki kolejnych badań, które pokazują druzgocący obraz polskiego czytelnictwa. Może zamiast pompować pieniądze w kolejne projekty, które – nie oszukujmy się – obchodzą niewielu, powinniśmy porzucić narrację natrętnej bazarowej przekupki, która na siłę chce nam wcisnąć swój towar za wszelką cenę. W końcu nie wszyscy muszą czytać.

REKLAMA
Presja czytania
Zaraz rwetes się podniesie, że nagabuję do nieczytania. Nie o to chodzi – czytanie książek i pożytki płynące z bliskiej relacji ze słowem pisanym są powszechnie znane i ci, którzy świadomie rezygnują z lektury też o tym wiedzą, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. "Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła" – mówiła Wisława Szymborska z sobie wrodzoną lekkością. Podpisuję się po tym stwierdzeniem jedną i drugą ręką!
Nie zgadzam się za to z szalejącym nad Wisłą trendem patrzenia spod ukosa na tych, którzy z książkami są na bakier. Na te ukradkowe spojrzenia rzucane w stronę tych, którzy znajdują sobie inne pożyteczne zajęcia i nie zaglądają zbyt często do księgarni i na piętnowanie tych, którzy – o zgrozo – po prostu za książkami nie przepadają.
logo
Facebook.com/nieczytasz
Nie czytasz? No to bracie masz przekichane
Ile osób w zeszłym roku wzięło książkę do ręki? Wyniki raportu rzeczywiście są alarmujące. Nie tylko ten zresztą raport sugeruje, że Polaków z książką pod pachą jest jak na lekarstwo. W 2014 19 mln z nas omijało książki szerokim łukiem i nie przewertowało żadnej publikacji. Kolejne 10 mln przyznało się z kolei do tego, że w ich domu na półkach nie kurzy się ani jedna książka. Upraszczając wyniki badań Biblioteki Narodowej, blisko połowa Polaków książki ma gdzieś.
logo
Facebook.com/nieczytasz
Czytam dzisiaj, że rząd uchwalił Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa. Przez pięć kolejnych lat polskie czytelnictwo znowu będzie pod państwową kroplówką. I to nie byle jaką, bo na promocję czytania pójdzie ok. 660 mln zł. Ten potężny zastrzyk finansowy zostanie przeznaczony na różne zbożne cele: modernizację bibliotek, odświeżenie księgozbiorów. Gros pieniędzy pójdzie też na przekonywanie Polaków, że czytanie to najbardziej pożyteczna i szlachetna rzecz pod słońcem.
I to mi się już nie podoba. Od małego wbija nam się to do głowy: w domu, szkole, na studiach, a uświadamianie opornych czytelników to próżny trud i pieniądze wyrzucone w błoto. Jeszcze nigdy nie słyszałam o kimś, kto za sprawą inicjatywy promującej czytelnictwo porzuciłby nagle los czytelnika-banity i z zapamiętaniem wziął się za pochłanianie zaległych lektur.
Niech czyta, kto chce!
Nikt za sprawą kolejnej akcji promującej książki nie stanie się entuzjastą literatury. Koniec kropka. Nikogo nie przekonają też akcje społeczne, skądinąd sympatyczne – jak ta "Nie czytasz? Nie pójdę z tobą do łóżka". Ba, jestem skłonna zaryzykować stwierdzenie, że czytelnicy, w przeciwieństwie do nieczytających, są dzisiaj grupą wyjątkowo uprzywilejowaną – mogą jeździć za darmo, jak np. ostatnio we Wrocławiu. Dla nich organizowane są liczne konkursy z atrakcyjnymi nagrodami, wreszcie są też profity wizerunkowe. Wiadomo – oczytany, czyli zawsze jakiś taki lepszy i w towarzystwie poważany.
logo
Facebook.com/nieczytasz
Wiem, że niektórym trudno się z tym pogodzić, ale są tacy, którzy po prostu za książkami nie przepadają. Są tacy, którzy na widok księgarni nie dostają wcale wypieków, tylko przechodzą na drugą stronę. Szkoda im czasu, uważają, że to nudne, męczące i do szczęścia niepotrzebne. Są tacy i nie ma się co oburzać. Nie każdy musi być książkowym entuzjastą.
Nie podoba mi się też ton politowania, po który sięgają mole książkowe w stosunku do osób nieczytających. Gdzieś tam zawsze pobrzmiewa nuta pychy: "Ja czytam, a skoro ty stronisz od lektury, to chyba nie jesteśmy sobie równi". To, że ktoś przewertował o parę książek więcej samo w sobie nie jest powodem do tego, żeby się wywyższać, a mole książkowe ze swoim oczytaniem powinny o tym wiedzieć najlepiej. I niech czyta kto chce!

Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl